Niech Wisła i Legia wydłużą wakacje

Zaskakująco ładny całokształt międzynarodowych występów polskich klubów poplamili tylko piłkarze Jagiellonii, którzy najedli się wstydu w kazachskim Pawłodarze. Przegrali z przeciwnikiem egzotycznym, uprawiającym futbol odstręczająco niechlujny i tak słabym, że w kolejnej rundzie obili go Gruzini, a białostoczanie pozostali jedyną drużyną, którą kiedykolwiek wyeliminował z europejskich pucharów.

Nie mam śladowych wątpliwości, że Jagiellonia była i jest drużyną od Irtyszu silniejszą. Jeśli nie udowodniła tego na boisku, to w sporej mierze dlatego, że dwumecz rozgrywała o barbarzyńskiej porze – 30 czerwca i 7 lipca, czyli w czasie dla wyczynowych piłkarzy europejskich mocno wakacyjnym. Była zwyczajnie nieprzygotowana do kopania o stawkę.

Haniebnie wcześnie rozpoczynają sezon tylko reprezentanci lig najsłabszych (stąd konieczność podróży do Azji). Wśród nich polskiej, sklasyfikowanej przed losowaniem na 24. miejscu w rankingu UEFA.

By grania czerwcowego uniknąć, musimy podźwignąć naszą ekstraklasę na pozycję 21. Wówczas klub, który skończy polską ligę na najniższym stopniu podium, rozpocznie rywalizację w Lidze Europejskiej dopiero w połowie lipca.

Dziś, po uciułaniu okazałej liczby punktów przez Wisłę, Legię i Śląsk, nasza ekstraklasa awansowała na 23. miejsce. Oto interesujący nas fragment klasyfikacji:

19. Czechy                   19,100

20. Chorwacja              18,874

21. Białoruś                  17,708

22. Rumunia                 16,657

23. Polska                     16,166

Jeśli zatem polska liga wyprzedzi dwie leżące nad nią, nikt nie będzie ryzykował czerwcowych wypraw na Kaukaz. Rumunów raczej nie zdystansujemy, dla nich punkty zbierają aż cztery kluby – jeden w Lidze Mistrzów i trzy w Lidze Europejskiej. Ale Białorusinów, Chorwatów i Czechów można śmiało ścigać – oni utrzymali w pucharach tylko po jednym przedstawicielu, w dodatku BATE Borysów, Dinamo Zagrzeb oraz Viktoria Pilzno zabawiają się w Champions League, gdzie o punkty piekielnie ciężko.

Dlatego piłkarze Wisły oraz Legii stoją przed szansą, by już w tym sezonie wypchnąć naszą ligę na pozycję, której w rankingu nie zajmowała od 2005 roku, i uchronić nasze kluby – niewykluczone, że także samych siebie – przed zagrożeniem klęskami poniesionymi w pełni sezonu urlopowego, gdy poważni gracze jeszcze byczą się na plażach. Powinno się udać, jeśli choć jeden z polskich reprezentantów w LE błyśnie występem na poziomie zeszłorocznego Lecha Poznań, a drugi dorzuci jeszcze trochę punktów, niekoniecznie wychodząc z grupy.

To byłby maleńki krok, ale takimi maleńkimi krokami możemy znacząco przyspieszyć przywracanie naszemu klubowemu futbolowi poziomu przyzwoitości. Powtórzę: dam głowę, że gdyby Tomasz Frankowski i reszta ferajny dostali Kazachów kilka tygodni później, to zdmuchnęliby ich z boiska bez konieczności wzięcia głębszego oddechu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s