Milan – Inter, derby nad derbami

AC Milan, Inter Mediolan, derby Mediolanu, derby della madonnina

Milan, który nie przegrywa od ponad trzech miesięcy, podejmuje w niedzielę Inter, który ostatnio nie traci nawet goli. Stawką panowanie w najbardziej utytułowanym mieście w europejskim futbolu, dlatego wypada poprzedzić hit wielogodzinnym blogowaniem – zacznę w niedzielę rano albo nawet (jeśli przegram z wrodzoną niecierpliwością) w sobotę wieczorem.

Złaknieni uznania Włosi ścigają się na obmyślanie dowodów, że to u nich odbywa się mecz ponad mecze w rywalizacji klubów. W tym tygodniu odkryli, że wszędzie na boiskach rządzą ich dobrzy znajomi – osobistości związane w przeszłości z Mediolanem.

Przywołują ligę angielską, której lidera z Manchesteru City reprezentują trener Roberto Mancini i napastnik Mario Balotelli (kiedyś Inter). Przywołują ligę hiszpańską – jej lidera Real Madryt reprezentują trener Jose Mourinho (kiedyś Inter) oraz piłkarz Kaka (kiedyś Milan). Ligę francuską – jej liderem Paris Saint Germain kierują trener Carlo Ancelotti i dyrektor sportowy Leonardo (obaj Milan). Bundesligę – jednym z szefów rządzącego tam Bayernu jest Karl-Heinz Rummenigge (Inter). Ligę turecką – z przewodzącym tabeli Galatasaray pod dowództwem Fatiha Terima (Milan). Amerykańską MLS – mistrzostwo zdobyło tam Los Angeles Galaxy, jego gwiazdą był David Beckham (Milan). Urugwaj – jego reprezentację do złota Copa America przywiódł trener Oscar Tabarez (Milan). Brazylię – tam krajowy tytuł wraz z Corinthians wziął Adriano (Inter). I Japonię, która mistrzostwo Azji wzięła inspirowana przez trenera Alberto Zaccheroniego (Milan).

Mediolańczycy nie muszą jednak uciekać się do karkołomnych chwytów retorycznych, by udowodnić, że to na San Siro odbywają się derby nadzwyczajne i pod istotnymi względami bezkonkurencyjne. Tylko w ich mieście grają aż dwaj zwycięzcy Pucharu Europy/Ligi Mistrzów. Tylko ich miasto w tych rozgrywkach aż dwa razy oglądało derby. Tylko ich miasto zdobyło najcenniejsze międzynarodowe trofeum dziesięciokrotnie – przy wspólnym dorobku Milanu (siedem triumfów) oraz Interu (trzy) bledną osiągnięcia Madrytu (dziewięć triumfów Realu) i Liverpoolu (pięć). Nawet zaszczyt poniesienia porażki w finale przeżywał Mediolan najczęściej, bo aż sześciokrotnie, czyli o jeden raz więcej niż Lizbona i Turyn.

W XXI wieku wyzwanie stolicy Lombardii usiłował rzucić Londyn. Bez skutku, Arsenal i Chelsea w przeciwieństwie do włoskich rywali w europejskich rozgrywkach nie zwyciężały. Ostatnio metropolią ponad wszystkie zechciał zostać też Manchester, ale właśnie poniósł klęskę totalną – United i City w Lidze Mistrzów nie dożyły nawet wiosny.

Milan odzyskał przed rokiem prymat w kraju, a teraz marzy mu się jeszcze odzyskanie utraconej reputacji międzynarodowej. Przywrócić mają ją właściciele znanych lub wręcz sławnych nazwisk, za których Adriano Galliani płacił okazyjnie lub nic, bowiem wyszukiwał wśród piłkarzy z wygasającym kontraktem, wywołujących gdzie indziej awantury, ewentualnie odrzucanych z powodów sportowych. Za niewielkie pieniądze zgromadził szeroką, we włoskich warunkach arcymocną kadrę, która wytrzyma całą zarazę kontuzji. W niedzielę tylko w rezerwie usiądą prawdopodobnie Philippe Mexes (w Romie obrońca niezastąpiony), Clarence Seedorf (już niespełna 36-letni, lecz wciąż umiejący rozgrywać na miarę czterokrotnego triumfatora LM), a przede wszystkim Alexandre Pato – niebezpieczniejszego napastnika trzymanego w zapasie nie znajdziecie prawdopodobnie nigdzie. Nikt nie rozpacza też z powodu schorowanych Antonia Cassano, Gennara Gattuso czy Alberto Aquilaniego – przecież graczy bezdyskusyjnie ponadprzeciętnych. Inni też umieją.

Po 2 października Milan nie przegrał ani razu, strzelając niemal trzy gole na mecz. Trener Massimiliano Allegri w urazach podwładnych może widzieć wręcz błogosławieństwo, bo talentu i trudnych osobowości ma pod sobą tyle, że szatni groziłaby eksplozja.

Szatni rywali groziła raczej głęboka depresja. Po latach hegemonii krajowej, zwieńczonych jeszcze triumfem w LM, nadszedł czas mroczny. Wystarczy przypomnieć sobie najnowsze starcia z Milanem – w każdym Inter prowadził inny trener. Przegrali wszyscy, od Beniteza (0:1), przez Leonardo (0:3), po Gasperiniego (1:2). Pierwszym, który pokona w derbach Allegriego, ma szansę zostać nazywany przez niedzielnych przeciwników „szczwanym lisem” Claudio Ranieri, który drużynę ożywił. On – kolekcjoner tytułów wicemistrzowskich, któremu ostatni zwycięski szkoleniowiec Interu José Mourinho okazywał ostentacyjną pogardę.

Teraz Ranieri zafundował kibicom passę niespotykaną właśnie od czasów Portugalczyka – pięciu kolejnych zwycięstw. W dodatku jego piłkarze stracili przez ten czas ledwie jednego gola.

Ale też nie musieli zdać żadnego naprawdę wymagającego testu. Jeśli zdadzą niedzielny, oficjalnie już zmartwychwstaną. Jeśli obleją, będzie im trudno dowlec się choćby do podium i awansować do następnej edycji Champions League.

San Siro, AC Milan - Inter, derby della madonnina

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s