Przed Piszczkiem tylko Dani Alves

Ponaddźwiękowy Łukasz Piszczek

Wreszcie. Wreszcie plotkują o jego transferze do innego, również renomowanego klubu. Ani myślę wmawiać, że wysłannicy Interu Mediolan już zaczaili się pod dortmundzkim stadionem, by Łukasza Piszczka czym prędzej porwać i wystawić w następnym meczu ligowym, przeciwnie, na wszelki wypadek nie dowierzam, wątpię i w ogóle precz z medialnym gaworzeniem opartym na przypuszczeniach, nie faktach. Wyznaję jednak, że nie rozumiałem dotąd, dlaczego obu jego rodaków z Borussii mniej lub bardziej poważna prasa już eksportowała z Bundesligi – głównie do Anglii – a o Piszczku konsekwentnie milczała. Żadnych spekulacji, plotek, przypuszczeń. Nic.

Jego przywary w grze obronnej doskonale znamy, bez zabezpieczenia w partnerach z dortmundzkiej drużyny bezkarnie pod polem karnym rywali na pewno by sobie na hasał. Ale też ofensywnym rozmachem nadrabia przywary na tyle, że wśród prawych obrońców w europejskiej hierarchii plasuje się zapewne – o czym już blogowałem – wyżej niż Kuba Błaszczykowski wśród prawoskrzydłowych oraz Robert Lewandowski wśród napastników. Przynajmniej na razie.

Zerknąłem do doskonałego serwisu Whoscored.com, by sprawdzić, czy wrażenie wyniesione z oglądania meczów potwierdzają podstawowe statystyki. Potwierdzają, i to jak! Dorobek okazalszy niż 3 gole i 7 asyst Piszczka uzbierał w pięciu czołowych ligach jeden Dani Alves (2+10), od dawna niedościgniony lider wśród ponaddźwiękowych, żądnych przygód, nienasyconych w ataku prawych obrońców. Inni wyglądają przy polskim awanturniku mizernie. Wszyscy. I również wyróżniający się w Bundeslidze Khalid Boulahrouz (2+4), i przywiędły od kilkunastu miesięcy Maicon (1+4), i brykający we Francji Matthieu Debuchy (5+1) oraz Christopahe Jallet (3+2), i przesuwany często na środek Micah Richards (1+5), o którym trener Manchesteru City mawia, że zbyt rzadko zabiera na boisko rozum.

Ba, również na lewej stronie defensywy nie znajdziemy w najsilniejszych ligach nikogo, kto nacierałby na przeciwników skuteczniej od Piszczka. A jeśli dodamy jeszcze, że jedyny niebezpieczniejszy w tym gatunku Dani Alves pochodzi z Brazylii, to okaże się, że podczas Euro 2012 będziemy mieli na prawej obronie żądło, jakiego mogą zazdrościć nam wszyscy uczestnicy turnieju.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s