Dlaczego Czesi wygrali

Zaraz po meczu zadawałem sobie desperackie pytanie, czego nam jeszcze trzeba, żeby polscy piłkarze cokolwiek wygrali, skoro nie zdołali wykorzystać okoliczności tak wszechstronnie sprzyjających – tamten, na jednym oddechu spisany tekst przeczytacie tutaj, dłuższe podsumowanie spłodzę zapewne jutro, na blogu chciałem jeszcze tylko telegraficznie podzielić się wyznaniem, że turniej przebiegał zgodnie z moimi oczekiwaniami, poza jednym drobiazgiem. Otóż serio zakładałem, że nasi fazę grupową przeżyją.

Uważałem, że przeżyją, ze względu na specyfikę piłki nożnej, w której o wyniku decydują epizody – w przeciwieństwie do siatkówki czy koszykówki, wynagradzających punktami wszystkie lub prawie wszystkie akcje. Nie umiałem wyobrazić sobie, że nasza reprezentacja dominuje w meczu z kimkolwiek, ale wyobrażałem sobie, że ma niższy odsetek celnych podań, rzadziej tka płynne akcje, oddaje mniej strzałów i w ogóle ustępuje rywalom w każdym istniejącym statystycznym mikroelemencie, by jednak ostatecznie nie przegrać. Smuda czyni cuda, z nim w roli szefa pozostaje głównie ufać irracjonalności futbolu. Gdyby zresztą dzisiaj we Wrocławiu nasi zachowali trochę precyzji w inauguracyjnym kwadransie – imponującym kwadransie – to potem mogliby oprzeć się czeskiej nawałnicy i jeszcze co pewien czas porwać się na kontratak.

Nadal uważam, że po decyzji PZPN, by oddać reprezentację w ręce Polaka, Franciszek Smuda był naturalnym kandydatem na selekcjonera. To nasz najlepszy współczesny trener, obciążony wieloma wadami przypisywanymi rodzimej myśli szkoleniowej, ucieleśniający całe bałaganiarstwo nadwiślańskiego futbolu. Rozczarował mnie tylko w jednym – nie zdołał zainspirować piłkarzy do ostatecznego, frontalnego zrywu, nie dał mi przeżyć w najgorszym razie porażki w dramatycznych okolicznościach, nie sposób do przegranego turnieju dobudować żadnej legendy, która czyniłaby go wyjątkowym. Znów najbardziej boli nędzny styl.

Kiedy Czesi dowiedzieli się dziś, że remis im nie wystarczy, natychmiast postanowili przejąć kontrolę nad przebiegiem wydarzeń, a nasi potulnie się ich decyzji podporządkowali. Wiecie, dlaczego nasi rywale wygrali? Bo nie mieli innego wyjścia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s