Polski kaftan bezpieczeństwa, czyli ego Fornalika

„Na zgrupowaniach będziemy pracować głównie nad taktyką i stałymi fragmentami, które są jej elementem” – ogłosił Waldemar Fornalik w wywiadzie dla „Gazety”. Zabrzmiało jak zapowiedź cywilizacyjnego skoku do innej, odległej epoki. Jeśli selekcjoner dotrzyma słowa, kadrowicze będą musieli uporać się z szokiem kulturowym – poprzedni szef do ścibolenia taktyki nie miał serca, a wykuwanie rzutów wolnych i rożnych wiecznie odkładał na później.

Zapowiedział zarazem Fornalik testowanie ustawienia 4-4-2, niemodnego już, lecz stosunkowo łatwego do zaszczepienia nowo poznanym piłkarzom – co ważne, gdy trzeba działać szybko. Właśnie tak poukładał Anglików trener Hodgson, który objął władzę tuż przed Euro i czasu na wymyślanie – nie mówiąc o polerowaniu – własnej konstrukcji nie miał wcale.

Nasi piłkarze dzisiaj szybko dali wyraźnie do zrozumienia, że w nowym taktycznym stroju czują się swobodnie jak w kaftanie bezpieczeństwa. Jeśli nawet Artur Sobiech – postać dla rewolucji kluczowa, dodatkowy napastnik mający wyręczyć ofensywnego rozgrywającego – dotknął piłki, to nawet najwytrawniejszy kibic tego doniosłego incydentu nie zapamiętał.

Fornalik zareagował natychmiast.

Jego wizja kompletnie mi się nie podobała – również dlatego, że nie pojmuję sensu wpychania dwóch napastników do reprezentacji kraju dysponującego napastnikiem całym jednym. Spodobało mi się za to, że nowy selekcjoner ze zmianami nie zwleka – trenerzy lubią odróżnić się od poprzednika i odcisnąć piętno na drużynie, a Fornalik schował ego, wypchnął na murawę Adriana Mierzejewskiego, zarządził powrót do konceptu Franciszka Smudy.

Nie powiodło mu się, Estonia dzięki pojedynczemu kopnięciu odniosła historyczny, bezprecedensowy triumf nad Polską. Żaden z naszych selekcjonerów po Januszu Wójciku nie debiutował zwycięsko, ale też trzeba zanurkować bardzo głęboko – ryzykując utonięcie – w przeszłość, by wyłowić inauguracyjną porażkę równie przykrą, poniesioną z porównywalnie miałkim przeciwnikiem. Gdyby ten sparing wywoływał jakiekolwiek emocje, byłby wyciskaczem łez – kiepskim formalnie, podanym w odpychająco nieudolnych kadrach.

Ani myślę wyrzucać cokolwiek Fornalikowi, przebieg wieczoru wyjaśniam raczej słabiutką fizyczną dyspozycją piłkarzy, którzy dopiero zaczną na poważnie bić się w ligach zagranicznych. Przypuszczam też, że w otwierającym mundialowe eliminacje meczu w Czarnogórze też najwięcej będzie zależało od nich – osobistej motywacji, zapału do reprezentowania kraju, chęci zrehabilitowania się za mistrzostwa kontynentu (i dzisiejszego gniota). Nowy selekcjoner niczego swojego wytrenować nie zdąży, a jako charyzmatyczny, zdolny porwać pojedynczą przemową przywódca poznać się nie dał.

Na trzy tygodnie przed kampanią MŚ 2014 zrobiło się jeszcze markotniej niż po Euro 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s