Disco King

Ależ oni się wtedy nad naszym piłkarzem rozcmokali! Kiedy kilka lat temu czekałem na Celtic Park na Artura Boruca, gawędziłem ze szkockimi dziennikarzami, nie pamiętam już, dlaczego zeszło na Dariusza Dziekanowskiego, a wtedy tubylcy rozrzewnili mi się niemal do spłakanego rozczulenia. Ten to miał zdrowie! Wszystkie knajpy i nocne kluby w Glasgow zeksplorował! A jak umiał nazajutrz, po harcach ciągnących się po świt, poharcować na boisku! Nie wiadomo, gdzie szusował sprawniej, czy na dyskotekowych parkietach, czy na piłkarskich trawach! Chyba tylko o Bońku słyszałem w obcym świecie podobnie entuzjastyczne recenzje, jakoś nie trafiałem na zbyt wielu cudzoziemców rozkochanych w gigantach polskiego futbolu.

Dziekanowski urodził się z darem większym od Bońkowego, ale determinacji, by przekuć go w wymierny sukces, mu brakowało. Wiódł słodkie życie playboya, zachwycał nieregularnie, w Glasgow został zapamiętany jako Disco King. Co nie znaczy, że fani go nie kochali, przecież wszystkich nas dotyka słabość do utracjuszy trwoniących swój talent, a Brytyjczycy mają w tej kwestii tradycje niewątpliwie bogate.

Spisuję te słowa dosłownie w kilkadziesiąt sekund (szukając równocześnie właściwego linka na jutiubie), bo dopiero przed chwilą znajomy uświadomił mi, że Dariusz Dziekanowski skończył dziś 50 lat. Aż wstyd, że przeoczyłem, jeszcze większy wstyd byłby, gdybym o nim w czas nie nablogował, przecież to postać zajmująca poczesne miejsce w katalogu naszych wielkich zmarnowanych talentów. Słyszeliście o tamtym szalonym wieczorze (znalazłem, ufff), podczas którego dał chyba swój najbardziej porywający show w Glasgow?



Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s