Forza Milan!

AC Milan

Wszedłem przed kilkoma laty do szatni rossonerich, a tam już wisiała koszulka z moim nazwiskiem, co prawda do kadry meczowej nigdy nie zostałem włączony, ale to i tak był przyjemny moment, bo Milanowi kibicuję od dziecka. Tzn. najpierw kibicowałem grasującemu na obczyźnie Bońkowi, potem nasłuchiwałem wieczorami w radiowej „Kronice Sportowej”, co się dzieje na wszystkich włoskich murawach, aż przez wiadomy tercet holenderski dotarłem do zadurzenia się w klubie – wtedy jeszcze nie wiedziałem, co to za paskudna persona – Silvia Berlusconiego. Ciąg zdarzeń chyba dla mojego pokolenia dość zwyczajny, kwestie metrykalne, jak wiadomo, miewają dla futbolowych fascynacji znaczenie fundamentalne.

Wiem, że wielu czytelników „wiedziało” o moich preferencjach, zwłaszcza zaraz się okaże, że wielu „wiedziało”, ale też wiem, że większość nie miała pojęcia, naczytałem się przez kilkanaście lat dziennikarzenia o zagranicznym futbolu mejli, których autorzy nawrzucali mi za zbrodnię – rzekomo popełnianą – bycia fanem Arsenalu, Chelsea, Manchesteru United, Interu Mediolan i oczywiście Barcelony lub Realu Madryt. Wszystko wedle prostego klucza – jeśli w danej drużynie akurat wiele się działo (np. odnosiła wielkie triumfy), to ja o niej z naturalnych przyczyn pisałem obficie i pochlebnie, a ponieważ pisałem obficie i pochlebnie, to ani chybi wiedziony przez zakuty łeb fanatyka. Nigdy tego nie pojąłem i już chyba nigdy nie pojmę, nie odczuwam potrzeby pisania o lubianych drużynach dobrze, a o nielubianych źle, przecież to jednym nie przyda, a drugim nie odejmie. Dlatego nie umiem również wykryć, skąd bierze się popularność kibicowskiego mordobicia na internetowych forach, niewiele znam aktywności nudniejszych i bardziej jałowych niż stawanie w obronie czci Barcelony czy Realu, zwłaszcza retoryczne ciosy polskojęzyczne na wynik El Clasico raczej nie wpłyną.

Każdy futbolowy dziennikarz – publicysta i reporter prasowy, komentator telewizyjny i radiowy – to zarazem fan, niełatwo wyobrazić sobie aberrację, by jakiś nie był. Swój cichutki „coming out” zamierzałem ogłosić od dawna, w ściśle praktycznym celu – na listy będę odpowiadał podaniem właściwego linka. Teraz nadeszła idealna okazja, ponieważ bez ujawnienia preferencji nie mógłby powstać felieton do poniedziałkowej „Gazety”, który zamierzam pisać z perspektywy osobistej, kibica właśnie. A chcę, żeby czytelnicy skupili się podczas lektury na wątku głównym, a nie pobocznym, czyli mojego czerwono-czarnego zaćmienia umysłu.

Jedna myśl na temat “Forza Milan!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s