Kiedy gasną światła

Jak obłowić się u bukmachera na ustawionym meczu, nie korumpując ani piłkarzy, ani trenerów, ani sędziów, ani nikogo ze środowiska piłkarskiego? Dogadać się z elektrykiem.

Właśnie znów dużo czytam o przekrętach, bo przymierzam się do większego tekstu, do którego sprowokowała mnie wczorajsza konferencja Europolu (i śledztwo dopingowe w Hiszpanii). Nawiasem mówiąc, w przedstawionym raporcie Urzędu Policji więcej dymu niż ognia – czym jest 380 „podejrzanych” meczów na kontynencie wobec 500 opisanych w aktach polskiej prokuratury, która rozpracowuje aferę łapówkarską w naszym futbolu? Jakie wrażenie robi 425 osób zamieszanych w globalny proceder wobec 650 osób, którym postawiono zarzuty u nas? Wobec 250 już prawomocnie skazanych osób? A przecież w wielu innych krajach wybuchały nie mniejsze afery…

W każdym razie wczytuję się w niuanse technologii globalnego szwindlu, znów wszędzie plącze się przywoływany już przeze mnie Singapurczyk Wilson Raj Perumal, znów natykam się na jego rodaka Tan Seet Enga (alias Aka Dan Tana), aż dotarłem do malezyjskiego biznesmena Eswaramoorthy’ego Pillaya. Do Pillaya, któremu tenże Perumal w połowie lat 90. zasugerował, jak wykorzystać to, że azjatyccy bukmacherów wypłacają pieniądze za trafnie wytypowany w trakcie gry wynik, nawet jeśli mecz nie został rozegrany do końca (warunek – musiała się rozpocząć druga połowa). Pomysł był genialnie banalny: niech zapadnie ciemność.

Co wcale nie jest proste do osiągnięcia – nie wystarczy wszak wyłączyć światła, potrzeba jeszcze pewności, że nie zostanie włączone. Słowem, niezbędna jest gruba awaria.

W ten sposób do grona ustawiających mecze weszli stadionowi elektrycy. Ideę w czyn oszuści wcielili w listopadzie 1997 roku. W listopadzie ciemność spowiła mecz West Hamu z Crystal Palace. W 65 minucie. Jupitery udało się ponownie włączyć tylko na moment, sędzia musiał odesłać piłkarzy do szatni. Był remis 2:2 i bukmacherzy wypłacili pieniądze za taki wynik, choć w powtórce gospodarze wygrali 4:1.

Operację Azjaci powtórzyli półtora miesiąca później, kiedy Arsenal grał z Wimbledonem, znów z powodzeniem. Nie udało się dopiero na meczu Charlton – Liverpool. Wpadli, bo na policję zadzwonił opłacony ochroniarz, który miał wpuścić ich na stadion.

Wyobraźnię, trzeba im oddać, gangsterzy mają. A sposobów na sfałszowanie przebiegu meczu istnieje tyle, że pomnożone przez tysiące rozgrywek na wszystkich kontynentach i ciasność świata ery internetu nie pozostawiają złudzeń. Walka z ustawianiem wyników z bukmacherką w tle przypomina walkę z handlem narkotykami – prowadzić ją trzeba, ale pochłania nieograniczone koszty, a przynosi bardzo ograniczone efekty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s