El Clasico w ludzkich rozmiarach

Najtrudniejszy tydzień w karierze trenera José Mourinho rozpoczyna się w Barcelonie. Real, który w Madrycie zremisował 1:1, spróbuje awansować do finału Pucharu Hiszpanii. A potem napięcie wzrośnie.

Jeszcze przed chwilą w sprawie futbolowej uroczystości ponad wszystko obowiązywał międzynarodowy konsensus. Kiedy Barcelona zderzała się z Realem, podziwialiśmy najwyższe dostępne dziś na boisku stężenie wirtuozerii. Przed dwoma laty obaj potentaci nie udekorowali finału Ligi Mistrzów swoją obecnością głównie dlatego, że los skazał ich na siebie rundę wcześniej. Trofeum zdobyli Katalończycy, w ostatecznym starciu zrównując z murawą Manchester United.

Rok temu w półfinale wyższość faworytów podały w wątpliwość Chelsea oraz Bayern. Teraz faworyci chwieją się już w 1/8 finału. Barcelona sensacyjnie przegrała 0:2 z Milanem, odurzeni gospodarze pisali nazajutrz o „sprowadzeniu Marsjan na ziemię”. Real rozczarował na własnym stadionie remisem 1:1 z Manchesterem Utd. Jeśli w rewanżach nie odzyskają mocy, otaczani kultem w skali globalnej półbogowie sprzeciętnieją do bożków wyznawanych co najwyżej lokalnie. Niewiele brakuje, by jedynym przedstawicielem ligi hiszpańskiej – przodującej w rankingu UEFA – w europucharach zostało zaraz skromne Levante.

Piłkarze nie stracili przez te lata blasku. Wręcz przeciwnie. Najwięksi zwiększyli wpływ na drużynę – Leo Messi stale wszechstronnieje i podnosi snajperską wydajność, Cristiano Ronaldo roznosi pragnienie, by osobiście rozstrzygać także szlagiery, nikt już nie zarzuca mu, że mięknie w wielkich meczach. Sergio Busquets i Sami Khedira, choć diametralnie różni w stylu, zmężnieli do czołowych w świecie defensywnych pomocników. W Madrycie na tęgiego obrońcę postanowił się wybić Raphaël Varane. Wreszcie zgraja hiszpańskich bohaterów wzięła złoto na Euro 2012, utrzymując panowanie na trzecim z rzędu wielkim reprezentacyjnym turnieju…

Na oba kluby spadł natomiast problem trenerski, w Madrycie wzmacniany dodatkowo toksynami sączonymi do szatni przez rozhisteryzowaną lokalną prasę. Sławny uwodziciel piłkarzy José Mourinho tym razem starł się z kapitanem (Iker Casillas zwany  „Świętym”) oraz wicekapitanem (Sergio Ramos) i jego ludzie nie tylko przestali regularnie zdmuchiwać z boiska przeciętnych rywali krajowych, lecz również ponoszą ciężkie straty w gwiezdnych wojnach – zanim w Champions League namordowali się z Manchesterem United, zremisowali oraz wygrali dopiero po golu w 90. minucie z City, ulegli też w dwumeczu Borussii Dortmund (przed porażką u siebie ratowali się w 89. minucie). Często wyglądają na wyzutych z idei w ataku pozycyjnym, nie kontrolują sytuacji, gdy muszą bronić się przed rzutami rożnymi. Bazują na ponaddźwiękowych kontrnatarciach i pociskach wystrzeliwanych spod buta Ronaldo.

W Barcelonie po odejściu Pepa Guardioli została pustka. Następca Tito Vilanova, który leczy raka w Nowym Jorku, niby podgląda na monitorach treningi i komunikuje się z drużyną nawet w trakcie meczów, ale przybywa powodów, by sądzić, że zdalne sterowanie nie działa. Następca następcy Jordi Roura w krytycznych chwilach zdaje się nieobecny. Widać, że rywale znaleźli sposób na Katalończyków, a on nie reaguje. Widać coraz częściej, choć nie w Hiszpanii, lecz w LM – na mediolańskim San Siro Barca celnie strzeliła raz (taka impotencja nie zdarzyła jej się od 2009 roku), przegrała w Glasgow, u siebie złamała Celtic dopiero w 94. minucie, niewiele krócej zmagała się ze Spartakiem Moskwa. W tegorocznej edycji uzbierała na razie dorobek identyczny z madryckim, ale mierzyła się z bezdyskusyjnie mizerniejszymi przeciwnikami. No i od awansu do ćwierćfinału dzieli ją więcej.

Słowem, herosi El Clasico zostali uczłowieczeni. Bez ustanku dyskutujemy o ich wadach, perfekcyjnie funkcjonujących drużyn szukamy raczej w Bundeslidze – w Bayernie Monachium lub Borussii, choć w Dortmundzie pod warunkiem, że trener dysponuje pełnym składem.

A ponieważ Barcelona i Real zeszły z obłoków, nadzwyczajną rangę zyskał krajowy puchar, dotąd spychany na daleki plan jako najmniej prestiżowy.

Gdyby gospodarze dziś odpadli, jutro nastroje byłyby jeszcze bardziej podłe i pewnie jeszcze trudniej byłoby skutecznie najeżdżać pole karne Milanu w LM. Co mogłoby skazać Katalończyków na wyjątkowo nieznośny scenariusz – zostałaby im tylko liga hiszpańska, gdzie właściwie wszystko jest rozstrzygnięte, trzeba tylko dotruchtać do ostatniej kolejki. Wyzwania na ten sezon się skończyły. A madryccy piłkarze należą do grona tych, którzy nauczyli się Barcę przynajmniej zatrzymywać – jesienią w Primera División zremisowali na Camp Nou, latem zwyciężyli w dwumeczu o Superpuchar Hiszpanii, wiosną odebrali jej mistrzostwo kraju. I jako jedyni obok Milanu zdołali przez ten czas obezwładnić Messiego, nie pozwalając mu oddać w meczu ani jednego celnego strzału.

Real też gra pod potworną presją. Niepowodzenie sprawi, że ocalić sezon będzie mógł już tylko w Lidze Mistrzów. A tam jeszcze nie doskoczył do ćwierćfinału. I za tydzień na Old Trafford rozpocznie mecz przy wyniku premiującym Manchester.

Wcześniej, w sobotę, jeszcze jedno El Clasico – ligowe. Stosunkowo nieistotne, możemy spodziewać się występu wielu rezerwowych. Okoliczności w ogóle zrobiły się osobliwe, bowiem niewykluczone, że obie strony odwołają się do graczy w mniejszym lub większym stopniu odtrąconych. Barcelona zechce odzyskać Davida Villę, który po transferze za 40 mln euro stracił (również przez kontuzję) reputację najbardziej bezlitosnego w Europie środkowego napastnika, by wreszcie odciążyć Messiego. W Madrycie ponoć rozważają wykorzystanie ożywionego ostatnio Kaki, który po transferze stracił właściwie wszystko, za co Real zapłacił 65 mln.

José Mourinho musi wycisnąć ze swoich ludzi maksimum (z tej umiejętności słynie nade wszystko), przeżywa najtrudniejszy moment w karierze. Grozi mu, że po raz pierwszy zostanie brutalnie wykopany z pracy.

Ale też wciąż zachowuje szansę, by osiągnąć fantastyczny sukces. Barcelona też. Obie strony nie znalazłyby wspanialszej okazji, by udowodnić, że wynoszenie ich na szczyt miało sens.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s