Czy się stoi, czy się leży, polskiej lidze się należy

Przeforsowaną pokątnie ligową reformę uważam, o czym już blogowałem, za nonsensowną, więc protestującym klubom – decyzja zapadła bez ich wiedzy! – szczerzę życzę powodzenia. Kiedy jednak słucham, co sprawiło, że działacze się buntują, ręce mi opadają.

Otóż działacze nie chcą wydłużenia sezonu, ponieważ każdy mecz przynosi im straty. Wiele firm zrzeszonych w tzw. ekstraklasie żyje przede wszystkim ze sprzedaży praw do transmisji, z czego płynie oczywisty wniosek, że z entuzjazmem przyjęłyby raczej dalsze okrojenie sezonu, naturalnie przy utrzymaniu wpływów telewizyjnych na dotychczasowym poziomie – im mniej kolejek, tym niższe koszty. A wyobraźcie sobie euforię, gdyby granie w ogóle zlikwidować!

Koszty można by zredukować poprzez ścięcie pensji piłkarzom, na tle europejskim skandalicznie u nas przepłacanym. Co poniekąd bierze się właśnie z demoralizująco wysokich kontraktów telewizyjnych – są 10-12. najwyższe na kontynencie, tymczasem polska liga w rankingu UEFA błąka się po trzeciej dziesiątce. Ale nie tylko telewizje deprawują.

„O piłkarzach mówi się, że dostajemy gigantyczną kasę i nic nie robimy. A przecież to nie nasza wina, że futbol jest najpopularniejszym sportem świata, więc też najlepiej opłacanym” ­– skarżył się legionista Jakub Rzeźniczak w „Dużym Formacie”, w reportażu poświęconym codzienności tubylczego ligowca. Codzienności, dodajmy, sielsko-anielskiej. Uprzykrzanej czasem pracy znacznie poniżej średniej krajowej, uprzyjemnianej pensją znacznie powyżej średniej krajowej.

Rzeźniczak się myli. Polski ligowiec wiedzie klawe życie dzięki wynaturzeniom systemu. Owszem, futbol „jest najpopularniejszym sportem świata”, ale u nas nawet kluby najsilniejsze, znaczy dokazujące w tzw. ekstraklasie, nie umieją utrzymać się same, nawet pomimo wspomnianych tłustych kontraktów telewizyjnych.

Śląsk Wrocław w minionych dwóch latach wziął od lokalnych władz 16 mln zł, czeka na następne 12 mln. Piast Gliwice wziął w ubiegłym roku 12,5 mln zł dotacji. Również ocalona przez samorząd (jedynego udziałowca!) Lechia Gdańsk – 4,3 mln zł. Korona Kielce i Jagiellonia Białystok – po 4 mln. Pogoń Szczecin i Górnik Zabrze – 3 mln. W Bielsku-Białej właśnie obiecali Podbeskidziu 2 mln. (A przecież pomijam stadiony, inwestycje mierzone w setkach milionów).

Słowem, z publicznych środków dofinansowujemy widowiska – czystą rozrywkę, bez śladowego waloru edukacyjnego czy innego uzasadniającego dotację – które cieszą się tak zawrotną popularnością, że po dofinansowaniu nadal przynoszą straty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s