Inny sens piłki nożnej

Tam, gdzie rosną pieniądze

W lutym 2012 roku Anży Machaczkała zapłaciło Blackburn za Christophera Sambę około 12,5 mln funtów. Cena jak na solidnego piłkarza ligi angielskiej dość rozsądna, inaczej z pensją – 100 tys. tygodniówki uczyniło go jednym z najhojniej opłacanych obrońców świata. Wszystko tyleż dzięki beztroskiej rozrzutności klubu, któremu gigantyczne pieniądze spadają z nieba, co przez nieatrakcyjność kierunku – chcesz kogoś zaciągnąć na rosyjskie wygwizdowo, to zawsze musisz tłusto posmarować, a w tym przypadku negocjujemy jeszcze z graczem czarnoskórym, który na wschodnich stadionach musi znosić rasizm trybun.

Samba rzeczywiście musiał wytrzymać wiele. Po meczu z Lokomotiwem w Moskwie odrzucił w kibicowski tłum banana, potem publicznie krytykował grupkę zwolenników Zenitu St. Petersburg, która otwarcie protestowała przeciw zapraszaniu do klubu niebiałych piłkarzy.

Nie wiadomo, czy uciekał Kongijczyk od specyficznych warunków pracy (wywiady dawał niespójne), w każdym razie zanim minął rok, w styczniu bieżącego roku, wrócił do Anglii. Znów kosztował około 12,5 mln funtów. Tutaj w sferze finansowej zaczynamy się już oddalać od zdrowego rozsądku – piłkarz utrzymał wariacką pensję, choć płacił Queens Park Rangers, klub z dna ligi, poważnie zagrożony degradacją, czyli drastyczną obniżkę przychodów. To był transfer, delikatnie mówiąc, świadczący o nieodpowiedzialności kupującego. Londyńczycy nie zadbali nawet o to, by ewentualny spadek automatycznie obniżał pensję Kongijczyka.

Aż przyszło wczoraj. I z granic ekonomicznego zdrowego rozsądku zsunęliśmy się w paranoję. Po zaledwie pół roku Anży Machaczkała odkupiło Sambę. Za mniej więcej to samo 12 mln funtów. Zanalizujmy ­– Queens Park Rangers już spadło, odchudza budżet, na liście płac trzyma grubo przepłacanego piłkarza, na którego skazała się umową wygasającą w 2017 roku, wcale nie przyćmiewającego umiejętnościami kolegów z szatni, dobiegającego już trzydziestki. Gdybym był właścicielem klubu sprzedającego, nawet bym dopłacił, byle się balastu pozbyć. Gdyby był właścicielem klubu kupującego, usiłowałbym bezlitośnie wykorzystać sytuację i maksymalnie zbić cenę.

Szefowie Anży przyjęli z powrotem piłkarza za tyle, ile wzięli zań pół roku temu. Frajerstwo? Niby dlaczego, skoro wyrzucają cudzą kasę, nikt ich nie kontroluje, nikt nie żąda sensownego bilansu ekonomicznego?

To wśród transferów przypadek ekstremalny, a zarazem idealnie oddający filozofię futbolowego biznesu. Najważniejsze, żeby się kręcił. Samba podróżował w spełnionych snach agentów i w ogóle wszelkich pośredników – jedynych obok piłkarza, którzy na błyskawicznej operacji eksport-import zarobili, wszak bez godnych prowizji tak poważnych transakcji się nie zawiera. W najogólniejszym ujęciu zabawa ta polega na tym, by wyłudzić możliwie najwięcej od sponsorujących ją ludzi – naiwniaków, bezinteresownych entuzjastów, kupujących prestiż lub pragnących emocji snobów, ewentualnie realizujących szerszą strategię (jak uprawiający futbolową dyplomację szejkowie).

Wylewanego na boiska szmalu stale przybywa, zwiększa się też wyrwa, przez który szmal wycieka. Liczba transferów od początku stulecia wzrosła trzykrotnie, pojęcie „rynkowej wartości” piłkarza staje się coraz bardziej abstrakcyjne. AS Monaco właśnie wychynęło z drugiej ligi, by nazajutrz zainwestować w piłkarzy 139 mln euro, w Premier League na najwyższe wydatki w historii porwały się Cardiff City (też beniaminek, rzucił 8,5 mln funtów za duńskiego dzieciaka Andreasa Corneliusa), Crystal Palace (kolejny beniaminek, dał 4,5 mln za, uwaga, trzecioligowca!), Norwich i West Ham, na całym kontynencie tego lata już pięciu graczy kosztowało ponad 30 mln euro (Radamel Falcao, Neymar, James Rodriguez, Fernandinho i Mario Götze) i nie ma żadnych wątpliwości, że będzie ich więcej niż w trakcie rekordowych wakacji 2011 (osiem cen powyżej tej bariery). Okno transferowe otworzyliśmy ledwie przedwczoraj, a już jest jasne, że przed jego zatrzaśnięciem kluby wydadzą więcej niż kiedykolwiek wcześniej. Nie zmieni się jedno – miażdżąca większość transakcji nie będzie miała sportowego sensu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s