Gareth Bale superstar

Zanim Zinedine Zidane został najdroższym futbolistą w historii, zdobył już mistrzostwo świata i mistrzostwo Europy. Zanim najdroższym został Kaká, wygrał Ligę Mistrzów. Zanim przebił obu Cristiano Ronaldo, też triumfował w Lidze Mistrzów. Wszyscy przed podróżą za miliony do Realu Madryt odebrali również Złote Piłki.

Gareth Bale, który pędzi na szczyt rankingu, jest przy wymienionych nikim.

Piłkarz bez trofeów. Piłkarz spoza Champions League. Piłkarz z incydentalnymi popisami na scenach międzynarodowych. Nie kwestionuję jego sportowej klasy ani tym bardziej nie powątpiewam w proroctwa, że rozbłyśnie do rozmiarów, jak mawiają w Madrycie, galaktycznych, ale przecież luksusowo płaci się nie tyle za towar, ile za markę. I wprost proporcjonalnie do finansowej potęgi sprzedającego – tamtych trzech graczy prezes Florentino Pérez wydzierał Juventusowi, Milanowi (jeszcze przed zubożeniem) i Manchesterowi United, więc musiał proponować obsceniczne pieniądze. Teraz targuje się zaledwie z Tottenhamem, o którym można powiedzieć to samo, co o jego gwiazdorze – to klub spoza Champions League, praktycznie bez trofeów (tak, wiem, wpadł im niedawno Puchar Ligi), z incydentalnymi popisami na scenach międzynarodowych.

Jeszcze przed kilkoma chwilami prezesowi Daniel Levy nie strzeliłoby do głowy przyznawać się do oczekiwań krążących wokół 100 mln euro, dziś wie, że szef Realu wcale nie puknie się w czoło, lecz usiądzie do negocjacji. Może nawet ta setka baniek Florentino Pérezowi imponuje, może przyjemnie głaszcze jego próżność, skoro Barcelona wypuściła morze mamony na Neymara, to my musimy złowić kogoś, kogo zalejemy oceanem mamony, ach, jakie to wzniosłe. Kupowanie piłkarzy nadal służy przydaniu drużynie siły, ale to tylko jeden z celów, koszt rekordu wszech czasów Real dźwiga jeszcze dla efektownego naprężenia muskułów, dla dalszego polerowania wizerunku, saga transferowa musi pochłonąć fortunę, inaczej nie będzie kampanią reklamową godną statusu kupującego.

A najlepsze, że Pérez i tak prawdopodobnie – ekspertyzom niedowiarków beztrosko nie dowierzam – wyjdzie na swoje, nie potrzebuje nawet wygrywać Ligi Mistrzów. Im dłużej przecież Real jej nie wygrywa, tym bardziej puchną jego roczne przychody (wyprzedził Manchester United, padła nieosiągalna dotąd w futbolu bariera pół miliarda euro), ten biznes kręci niezależnie od wyników, w coraz wyraźniejszym oderwaniu od tego, co dzieje się na boisku. Zerknijcie na finansowy bilans najnowszej Champions League, w księgach rachunkowych nie triumfują finaliści Bayern i Borussia, na edycji 2012/2013 najbardziej obłowił się Juventus, wykopany już w ćwierćfinale. A walijski skrzydłowy znacznie zyska na swojej komercyjnej wartości, zanim cokolwiek osiągnie, bo blasku doda mu tytuł najdroższego w historii – sponsorzy nie będą czekać, czy piłkarz okaże się bezcenny również na boisku.

Jeszcze raz: Zidane, Kaká i Ronaldo wtargnęli do świadomości kibiców niedzielnych oraz niekibiców dzięki wielkim trofeom, Bale wtargnie tam przede wszystkim dlatego, że sporo kosztował. Cristiano Ronaldo będzie musiał jakoś żyć ze świadomością, że już nie jest „naj”.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s