Lewandowski, piłkarz kontrowersyjny

Uporczywie wpatrywałem się dzisiaj w Roberta Lewandowskiego, także wtedy, gdy piłka fruwała daleko od niego. Moim zdaniem się stara. Moim zdaniem długimi minutami jest cholernie sfrustrowany. Moim zdaniem niekiedy przesadza z mową ciała sugerującą, że nic mu się na boisku nie podoba (choć rozumiem, że mu się nie podoba). Moim zdaniem on, potencjalnie najważniejszy tryb w reprezentacyjnej maszynerii, wciąż wygląda w niej jak osobny, samodzielnie funkcjonujący – czy raczej: rzężący – element. Z gdańskiego wieczoru zapamiętam przede wszystkim jego zryw z pierwszej połowy. Po wielu minutach jałowego snucia się pomiędzy kompletnie znieruchomiałymi atakującymi nasz napastnik – nasz jedyny napastnik! – uciekł od pola karnego, dopadł piłki, sam zorganizował sobie szansę na gola.

Nie strzelił. Znów. Gdyby nie rzuty karne w meczu z San Marino, nie strzeliłby gola od inauguracji Euro 2012. Niewiarygodna historia – mamy gracza, który zdarza nam się raz na ćwierćwiecze, gracza chłostającego Real Madryt, gracza zapraszanego przez Bayern Monachium, czyli drużynę z reputacją skończonej, bliskiej doskonałości, mamy autentyczną europejską gwiazdę, ale nie mamy pojęcia, co z nią zrobić. Jeszcze raz: Lewandowski przez całą kadencję Waldemara Fornalika nie wydusił z siebie jednej bramki zdobytej z akcji. 14 meczów. 21 godzin. 1260 minut. Gdyby napastnicy bez strzelania goli tracili poczucie sensu życia, snajper Borussii po przekroczeniu polskiej granicy powinien być natychmiast przewożony do psychiatry.

Zapamiętam też z duńskiego sparingu żegnające dortmundzkiego gwiazdora gwizdy. Co nie bez znaczenia, na wszystkich, którzy schodzili po nim, spadały oklaski.

W Lewandowskim lubię widzieć typ cyborgowaty, w naszym futbolu niespotykany – atletę zaprogramowanego na sukces, precyzyjnie planującego karierę, niemal wyzutego z emocji i obojętnego na zewnętrzne okoliczności. Niebawem przekonamy się, czy rzeczywiście taki jest. Był świetnym napastnikiem, teraz stał się jeszcze piłkarzem kontrowersyjnym, wywołującym mnóstwo złych emocji. I w Borussii Dortmund (z innych względów), i w reprezentacji Polski. W takich okolicznościach każda wpadka kosztuje więcej. Dźwigasz na boisku świadomość, że obserwują cię ze zdwojoną uwagą. Jesteś permanentnie podejrzany.

Teraz, jak mawiają na szczytach sportu, wszystko rozegra się w głowie. Że Lewandowski dostanie pełne i kompetentne wsparcie w Dortmundzie, nie wątpię. Jak będzie w reprezentacji Polski, nie mam pojęcia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s