Chuda skarpeta Milanu

Najpierw na kupowanie Keisuke Hondy reagowałem normalnie, jak każdy kibic rozważałem, czy nadaje się do mojego Milanu, czy nie, imaginowałem go sobie w roli mobilnego trequartisty szusującego między nogami Mario Balotellego, ale te dylematy zajmowały mnie krótko, prędko zacząłem odczuwać wyłącznie zażenowanie. Szczegółów transferowej sagi przytaczać mi się nie chce, kibice rossonerich je znają, pozostali niech uwierzą, że miała – ma – wyjątkowo miałki scenariusz, przygnębiało mnie przede wszystkim to, że szefowie „najbardziej utytułowanego klubu świata” targują się jak przekupy o milion albo pół, że kiedy elita klubowego futbolu przerzuca rekordowe tony szmalu, oni awanturują się o bilon, ostatecznie skarpeta okazała się za chuda, satysfakcjonującej dla CSKA Moskwa oferty nie wyciągnęli. I właściwie już sam nie wiem, czy całkiem zrezygnowali i poczekają do stycznia, gdy wygaśnie kontrakt Japończyka.

Adema Ljajicia z Fiorentiny też nie wyjęli. Mało tego, w negocjacjach tak się narazili – znów: nie zanudzam detalami – że poirytowani florenccy rywale spróbują wpisać w kontrakt Serba klauzulę, która zapobiegnie przyszłemu oddaniu go na San Siro.

Nie przywołuję transferowych telenowel, by polamentować, że Milanowi przydałby się nowy ofensywny rozgrywający, bo Boatengowi brakuje reżyserskiego zmysłu, bo Montolivo stanie bliżej środka pola (i dobrze), bo jeszcze insza opcja nie istnieje, dawne rojenia o Emmanuelsonie potraktujmy jak czerstwy dowcip, którym kulturalnego towarzystwa karmić nie wypada. Nie, inną prywatę uprawiam – coming out już poza mną, więc mogę się ekshibicjonistycznie pozwierzać ze stanu świadomości kibica zdeklasowanego, może zadziała terapeutycznie, może będzie lżej.

Bo jest ciężko. Już rozumiem, co przeżywali tamci zubożali arystokraci, którzy jeszcze usiłują zadawać szyku, nadal organizują proszone obiady dla innych wysoko urodzonych, ale ich starania są coraz bardziej rozpaczliwe, beznadziejne nawet, każde wykwintne podanie do stołu poprzedza wyprzedaż domowych sreber. Powtarzam sobie, że z tego Andrei Polego mogą być ludzie, uspokaja mnie powrót de Jonga (przyda się tasak w środku pola, Muntari to przy Holendrze scyzoryk, Ambrosiniego zwolniliśmy, czyli skandal nadal goni skandal), próbuję wierzyć w cudowne umysłowe ozdrowienie Balotellego… A im głośniej sobie powtarzam, tym dotkliwiej doświadczam, jak trudno dokonać udanej operacji na własnej jaźni, po której szczerze uznasz, że sukcesem będzie pozycja na podium w lidze włoskiej, a potem ten sukces hucznie poświętujesz. Panie Figurski, pan nie masz na sushi, a my drżymy, że od pojedynczej kontuzji zawali się cała defensywa – w klubie, który obrońcami stał, tylko ich numery zastrzegał na wieczność, klubie Baresich i Maldinich, sami rozumiecie, jak nisko upadliśmy.

Milan pełzającą finansową katastrofą był od lat, ostatecznie skapitulował w wakacje roku 2012. Pozbył się Zlatana Ibrahimovicia, czyli najlepszego w Serie A gracza ofensywnego, oraz Thiago Silvy, czyli najlepszego gracza defensywnego, choć żaden z nich nie rwał się do odlotu. Utratę szwedzkiego napastnika jeszcze bym zniósł, to w końcu nienasycony finansowo globtroter, który nigdzie długo nie wysiedział, w utracie brazylijskiego obrońcy wyczytałem już ostateczne zrzeczenie się przez mój klub aspiracji europejskiego potentata – do dziś uważam go za stopera perfekcyjnego, bezapelacyjnie najznakomitszego wśród grających, wokół niego mogli na San Siro budować przyszłość, zwłaszcza że deklarował przywiązanie do barw i nie zagrażał budżetowi jako chciwiec co kolejkę jęczący o podwyżkę. Idealny kandydat na kapitana. Na następną klubową bandierę, jak mawiają Włosi.

Thiago nie tyle nie nalegał na transfer, ile chciał zostać. A jednak Milan go spieniężył, wykopał, to była data graniczna, porzuciłem wszelkie nadzieje, od tamtej pory próbuję przeorać swoją jaźń – mozolnie przyzwyczajam się do drastycznie niższej kibicowskiej stopy życiowej, gimnastykuję się mentalnie, by mniej cieszyło tak, jak kiedyś cieszyło więcej. Kiedy ujawniałem swoje kibicowskie barwy, opłakiwałem dramatyczny brak osobowości na miarę gigantów z supergrupy Ancelottiego, potem stopniowo przyznawałem się przed samym sobą, że robi się jeszcze smętniej, że Milan zszarzał na dłużej, skoro był gotowy pozbyć się też El Shaarawy’ego, to jest gotowy pozbyć się każdego, to nie hołduje już niepisanej zasadzie, że pewne transfery absolutnie wykluczasz, by nie ogłaszać światu, że się poddajesz.

Są i zyski. Emocje już w sierpniu. Autentyczne. Dwumeczu o Ligę Mistrzów się obawiam, do tych doznań trzeba się przyzwyczaić, mają oni tam ponoć w Eindhoven fajną dzieciarnię (w kraju wystawiają wygrywają jedenastką o średniej wieku 20 lat!), na szczęście zjawiskowy niepełnoletni Zakaria Bakkali, który karierę w Eredivisie zaczął przed chwilą od hat tricka, akurat zaniemógł. Plan na sezon 2013/2014 mam ambitny, ale wierzę w siebie: pogodzić się z rzeczywistością, akceptować słabości piłkarzy, wierzyć w przewagę nad rywalami spowodowaną stabilizacją składu, doceniać dzielną walkę o podium Serie A. I pamiętać, że czasy kryzysu służą również temu, by poczuć się fantastycznie, kiedy mijają.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s