Liga Mistrzów, czyli miliard w rozumie

Liga Mistrzów, miliard w rozumie

Chciałem już pomilczeć o Legii, ale ulegam urokowi prezesa Bogusława Leśnodorskiego – któż mu nie ulega – którego dziennikarze „Przeglądu Sportowego” zapytali, dlaczego w jego klubie podjęto świadomą decyzję, by nie robić skoku na Ligę Mistrzów. „Uważaliśmy, że nie stać nas na wydanie na piłkarza 5 mln euro, bo taki ruch nie spowodowałby, że nasze szanse na awans radykalnie by wzrosły” – usłyszeli. I zaproponowali transfer za 7 mln. „Tyle nie mieliśmy” – padło w odpowiedzi.

Znów ta sama śpiewka. Znów to przeklęte redukowanie piłki nożnej do pieniędzy, podszyte błędnym przekonaniem, że hierarchia sportowa odzwierciedla hierarchię finansową. Aż strach pomyśleć, że gdyby szef Legii te 5 mln miał, to rzeczywiście wyrzuciłby je na piłkarza za 5 mln.

Panie prezesie, Ligi Mistrzów się nie kupuje, Ligę Mistrzów się wymyśla. Ligę Mistrzów się projektuje. Owszem, można wejść tam z brzękiem wielokaratowej biżuterii, ale wpuszczają też ubranych skromnie – byle schludnie, gustownie, bez łachmaniarstwa.

Dedykuję panu, panie prezesie, strój Viktorii Pilzno, która wczoraj awansowała do Champions League. ZNÓW awansowała do Champions League.

Awansowała atakiem uszytym z piłkarzy czeskich.

Z linią pomocy również uszytą z piłkarzy czeskich.

Z defensywą uszytą z piłkarzy czeskich i słowackich.

Ze Słowakiem między słupkami.

Z Czechami i Słowakiem w rezerwie.

Tak wygląda cała garderoba. Materiał czesko-słowacki, żadnych obcych naleciałości. Główny projektant? Pavel Vrba. Też wykształcony i doświadczony lokalnie. Nigdy nie wyjechał poza Czecho(słowację). Ani jako piłkarz, ani jako trener.

Victoria nie szyje nawet z rodzimego z materiału najwyższej jakości, czołowi reprezentanci Czech rozbiegli się po ligach zachodnich. Victoria za nikogo nie zapłaciła tyle, ile Legia wyrzuciła na Ivicę Vrdoljaka. Przeciwnie, jeszcze dwa lata temu żyła za budżet zbliżony do budżetu chorzowskiego Ruchu, który jesienią ubiegłego roku rozszarpała na strzępy (7:0 w dwumeczu).

W sezonie 2011/2012 za te psie pieniądze piłkarze z Pilzna nie tylko wprosili się do Ligi Mistrzów, ale jeszcze nie skulili się na ostatnim miejscu w grupie, lecz przeskoczyli z przedostatniego do Ligi Europejskiej. W sezonie 2012/2013 bawili się w Lidze Europejskiej do 1/8 finału – do ćwierćfinału nie wpuściło ich Fenerbahce, po zaciętej szarpaninie.

Obsesyjnie wracam ostatnio do szmalu w naszej piłce, bo rośnie we mnie przekonanie, że polskie kluby dopóty będą wyglądać byle jak w starciach z różnymi Steauami, dopóki ich szefowie nie pojmą, że liczy się nade wszystko spójny koncept. Dopóki nie nastąpi radykalna zmiana filozofii. I naszych zarządców nie oświeci – futbol to nie przedsięwzięcie wyłącznie biznesowe, nawet nie przede wszystkim biznesowe, biznes jest tutaj zaledwie jednym z poziomów działania. Champions League toleruje niewytworny styl, nie toleruje tylko niechlujstwa myślowego.

Skoro Victoria Pilzno nie potrzebuje piłkarzy za 5 mln ani nawet za 2 mln, to i Legia nie potrzebuje. Legia, której fundusze, nawiasem mówiąc, wytrzymałyby przejęcie całej garderoby z Pilzna, oczywiście razem w projektantem Vrbą – a nawet byłoby im, znaczy funduszom, lżej niż obecnie. Legia potrzebuje wyłącznie know-how. Trenera z klasą i wizją, pełnego zrozumienia przez działaczy jego planów i potrzeb, perfekcyjnego współdziałania z nim, może wręcz bezwarunkowego podporządkowania mu wszelkich swoich poczynań, zwłaszcza transferowych. Bez tego mityczny piłkarz za 5 mln wyglądałby jak złoty sygnet na dłoni z brudnymi paznokciami, których właściciel kąpieli zasadniczo nie zażywa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s