Gdyby Nawałka był Beenhakkerem

No i była rewolucja. Na razie w kalendarzu meczów towarzyskich, rozłupanym dotąd na sparingi kategorii wyższej – cenione ze względu na rzadkość występowania, rozgrywane w tzw. terminach FIFA, można zaciągać piłkarzy z klubów zagranicznych – oraz niższej – poza oficjalnym nurtem, zazwyczaj z miernymi, egzotycznymi przeciwnikami, z kopaczami z ligi polskiej, z których większość już nigdy do reprezentacji nie wraca.

Nawałka wprowadził nowe porządki. Pożenił obie kategorie, wyższą ściągając na pułap niższej. Ze Słowacją i Irlandią pogrywały drużyny o kształtach wręcz surrealistycznych – naznaczonych Górnikiem, Lechem, Cracovią, Jagiellonią, Pogonią, czyli klubami po traumatycznych przejściach w kontaktach z Europą lub bez żadnych kontaktów z Europą – a dzisiejszy mecz kończyła jedenastka bez ani jednego nominalnego pomocnika. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jakikolwiek trener porwał się na podobną ekwilibrystykę w sparingu, w którym mógł mieć każdego, kogo chciał. Owszem, próbowaliśmy jednego nowicjusza albo dwóch. Ale nigdy wszystkich naraz. Nawet fantazjujący o nieprzebranym talencie polskich muraw Leo Beenhakker nie dostrzegł na nich tyle pokładów „international level”.

Czy 31-letni Robak lub 30-letni Kosznik, którego talent nasza tzw. ekstraklasa odkryła dopiero kilka miesięcy temu (karierę spędził w niższych ligach), kiedykolwiek się kadrze na cokolwiek przydadzą? Czy rzeczywiście potrzebowaliśmy przeputać dwa sparingi wyższej kategorii, żeby bohaterów tzw. ekstraklasy zdyskwalifikować jako ewentualnych reprezentantów Polski? (Selekcjoner wspominał, że niektórzy odstają nawet na treningach).

Może trener bardziej doświadczony wiedziałby więcej już przed wejściem do laboratorium, może Nawałka łudził się, że ci, którzy kopią z sensem krajowo, pokopią z sensem również międzynarodowo. To już nieważne i nie do sprawdzenia, poza tym nikt przytomny nie będzie rozliczał selekcjonera ze wstępnych gierek na blisko rok przed eliminacjami MŚ. Sam jeszcze przy powołaniach apelowałem na Twitterze, by politycznym obyczajem dać mu 100 dni spokoju. I niech ma spokój, wszak dzięki dwumeczowi dostał mnóstwo sławnego „materiału do przemyśleń”, jedynego bogactwa naturalnego, którego nasze trenerstwo ma mnóstwo.

Jeśli z tego „materiału do przemyśleń” wyłoni się choć jeden piłkarz, który przyczyni się do awansu na Euro 2016, to znaczy, że było warto. Ja dostrzegłem w tym materiale nade wszystko pięciu byłych i obecnych graczy Górnika – kto jeszcze kilka tygodni temu wyobraziłby sobie, że aż tylu będziemy w stanie upchnąć w dwóch meczach reprezentacji?! I przypomniało mi się, ile insynuacji spadało kiedyś za nieoczywiste powołania na holenderskiego przybłędę Beenhakkera – skoro wpuszczał do reprezentacji Pazdana i jemu podobnych, to musiał mieć w tym jakiś ciemny interes. Obecnego selekcjonera oczywiście o nic nie podejrzewam, ale po wstępnych pokazach jego możliwości moje oczekiwania zeskromniały. Chciałbym na początek przekonać się, że jego futbolowe horyzonty wykraczają poza Zabrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s