Mourinho stwarza świat

Jose Mourinho, Chelsea

Sprzedać Juana Matę, urzekającego stylem gry ulubieńca kibiców i wybieranego na piłkarza sezonu w lidze. Kupić Nemanję Maticia, wracającego, acz bliżej niezidentyfikowanego dla Anglików dryblasa, który ma raczej niszczyć niż tworzyć. W wyjazdowym szlagierze sparaliżować Manchester City, drużynę najskuteczniejszą w kraju od lat 30. ubiegłego wieku i obwoływaną przez trenera Tottenhamu – rozczulające jest to odizolowanie wyspiarzy od rzeczywistości – najlepszą na planecie. Przez cały styczeń, czyli 630 minut gry plus czas doliczony, stracić ledwie jednego gola, i to gola zupełnie bez znaczenia, przy prowadzeniu 3:0. Jakież to wszystko typowe, przewidywalne. Nawet gdybyśmy wykropkowali nazwiska i nazwy, każdy średnio rozgarnięty fan zorientowałby, że relacjonujemy miesiąc z trenerskiego życia José Mourinho.

Personalny ruch przeciw wszystkim wykonał znów, mniej więcej przed rokiem w Realu zmarginalizował Ikera Casillasa – najbardziej obok Seppa Maiera utytułowanego bramkarza w historii, adorowanego nie tylko w Madrycie, nazywanego świętym. To było tak szokujące, że mogło ostatecznie przesądzić o nieuchronności rozstania z klubem, rzucałem wtedy na Twitterze, że w ratowaniu kariery Casillasa Real też mógł widzieć jeden z pretekstów, by pozbyć się portugalskiego trenera. W każdym razie gdybyśmy sporządzili ranking najbardziej sensacyjnych decyzji kadrowych w wielkim futbolu minionych kilkunastu miesięcy, Mourinho zająłby chyba obie najwyższe pozycje.

Co jeszcze bardziej zdumiewające, w obu przypadkach „miał rację”. W Madrycie hierarchię z Casillasem odepchniętym za Diego Lópeza utrzymał następny trener Carlo Ancelotti, w Londynie ostateczne pożegnanie z Matą zbiegło się z erupcją znakomitej formy piłkarzy Chelsea, podsumowanej w poniedziałek – meczem doskonałym, zostawiającym widza z przeświadczeniem, że w każdej minucie przebiegał wedle scenariusza powstałego w głowie zwycięskiego szkoleniowca, jeśli osławiony przypadek lub indywidualne błędy jakoś go modyfikowały, to tylko ograniczając straty pokonanych (obijanie słupków i poprzeczki Manchesteru City, londyński kontratak czterech na jednego zwieńczony farfoclowatym strzałem Ramiresa).

Mourinho nie negocjuje z miejscem, które zastał, on stwarza wszędzie swój własny świat, a drastyczności środków nie złagodzimy przypomnieniem, że np. Alex Ferguson rozprawiał się brutalnie z całym tłumem piłkarzy ikonicznych, na czele z Beckhamem i Keane’em. Szkot mógł powoływać się na zasadę „nikt nie jest większy od klubu”, bowiem sam stał się synonimem klubu, sam wyznaczył nawet swego następcę – Mourinho wpada i wypada, jest fachowcem wynajętym do konkretnego zlecenia, pracuje jak dotąd wyłącznie u właścicieli/prezesów zwalniających trenerów w obłędnym tempie.

A niekiedy do ekspresowego rzeźbienia nowego świata zmuszają go okoliczności. Jak w Interze Mediolan, kiedy po pierwszym sezonie uciekł mu Zlatan Ibrahimovic – planeta osobna, znana z tego, że albo inne ciała piłkarskie obracają się wokół niej, albo ona odpływa do innej galaktyki. Portugalczyk stworzył wtedy swoje największe arcydzieło. Miliony ze sprzedaży wirtuoza rozrzucił na kilka transferów (Eto’o, Sneijder, Milito, Thiago Motta), wszystkie dobrał idealnie i na miarę podstawowej jedenastki, natychmiast wyreżyserował z nich triumf w Lidze Mistrzów.

Stwarzanie swojego świata odbywa się na wielu poziomach. Występuje przeciw wszystkim Mourinho w kwestiach personalnych, ignoruje aktualne mody taktyczne (o czym tutaj pisze nieoceniony Jonathan Wilson), nakłania otoczenie, by opowiadało o rozgrywkach tylko tak, jak on chce.

Nie przepadam za popularną tezą, jakoby kontrolował wszystko, w każdym wypowiedzianym publicznie słowie ukrywał przemyślaną manipulację, nic nie wyrywało mu się pod wpływem chwili. Wyrywa mu się. Gdy oskarżył West Ham o uprawianie futbolu XIX-wiecznego, pojęcia „XIX-wieczny” użył pewnie jako zwykłego epitetu, synonimu przymiotnika „zacofany” lub „prymitywny”, ale zabrzmiało głupawo, bo rywale walczyli z Chelsea o przetrwanie skutecznie (0:0) dzięki sensownemu planowi gry, tymczasem w XIX wieku taktyka obowiązywała jedna – „kupą za piłką, mości panowie”. Co nie oznacza, że stwarzający swój świat Mourinho po mistrzowsku nie stwarza również języka opisu tego świata – modniej byłoby: narrację.

Kiedy w grudniu pisałem, że w 2013 roku przestał być „Wyjątkowy”, zwracałem uwagę m.in. na to, że stracił władzę nad umysłami futbolowych komentatorów – w Madrycie przegrał z kulturą tamtejszych mediów, załganych i rozhisteryzowanych, natomiast jesienią ucichł i zszarzał, retorycznie Europę uwodził raczej Jürgen Klopp. To już nieaktualne, i w tej konkurencji odzyskał Mourinho najwyższą formę. Kiedy opowiada, że przed poniedziałkowym hitem motywacyjną mowę końcową w szatni wygłosił masażysta Chelsea, to robi się anegdotycznie, ale słyszymy też przekaz „na City wystarczy masażysta, żadnych specjalnych środków, byliśmy przygotowani zbyt perfekcyjnie”. Kiedy po meczu z Arsenalem na zarzuty o ostrą grę drużyny reaguje uwagą, że futbol jest dla mężczyzn i kobiet rozumiejących, że to gra kontaktowa, gdzieś w tle pobrzmiewa, że „nawet dziewczyny płaczą mniej niż piłkarze Arsenalu”.

Cały ten wykreowany przez Mourinho świat przesyca jego niesamowita pewność siebie (Casillas! Mata!), organizuje – niepodlegająca negocjacjom, klarowna w każdym detalu wizja (Casillas! Mata!), a hierarchizuje – umiejętność lansowania liderów (Sneijder! Hazard!). Atuty, które sprawiają, że piłkarze Chelsea grają w większym komforcie niż piłkarze Pellegriniego, Wengera czy Moyesa, i które od początku sezonu czyniły londyńczyków ze Stamford Bridge mocniejszymi faworytami do mistrzostwa Anglii. Nawet jeśli Mourinho ściemnia o rzekomej finansowej przewadze City – dlaczego „rzekomej”, to temat na osobną notkę – lub kokietuje przyrównywaniem swojej drużyny do źrebaka ścigającego się z wyścigowymi ogierami.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s