City chce do innej ligi

Gdybyśmy przyjęli, że świat poza Ligą Mistrzów nie istnieje, nie przyszłoby nam do głowy, że kiedy Manchester City podejmie jutro Barcelonę, piłkarze wybitni zagrają z innymi wybitnymi.

To ćwiczenie z wyobraźni niezbyt trudne – choć intuicja podpowiada nam, że np. mistrzostwo Anglii jest w stanie zdobyć tylko drużyna nadzwyczajna, złożona z graczy najwyższej klasy, to zarazem zgadzamy się, że niekwestionowane szlachectwo zdobywa się dopiero w Champions League. W towarzystwie bardziej elitarnym nawet od mundialowego, które osłabia się poprzez nieobecność Ibrahimovicia, Lewandowskiego i innych znakomitości skażonych pochodzeniem z kraju piłkarsko upośledzonego.

A jeśli nie istnieje rzeczywistość poza LM, to nie istnieją również gwiazdy Manchesteru City.

Vincent Kompany – potężny sylwetką i osobowościowo czołowy stoper w Anglii, debiutował międzynarodowo jako niepełnoletni – wiosny w Champions League nie zaznał nigdy. Sergio Agüero – 26 goli w 25 meczach sezonu, wyleczy się najwcześniej na rewanż – wiosny w tych rozgrywkach zaznał raz, przez kilka chwil w odległym roku 2009. David Silva – w swoich szczytowych chwilach najbardziej pomysłowy rozgrywający na Wyspach – też zaznał jej raz (2007), podobnie jak napastnik Álvaro Negredo i wibrujący skrzydłowy Jesús Navas. Mało? Trawy wiosną nie wąchali też w elicie Dżeko, Milner, Jovetic, Kolarov, Zabaleta, Richards, Lescott, bramkarz Hart… Niemal wszyscy, którzy zamierzają się zasadzić na Barcelonę. A mówimy o piłkarzach w kwiecie wieku, pamiętających setki meczów w czołowych ligach, uchodzących za gwiazdy lub przynajmniej gwiazdki. W krajobrazie nieprzebranego talentu wyróżnia się jeden wielki pod wieloma względami mistrz – Yaya Touré najcenniejsze trofeum zdobywał właśnie jako pomocnik jutrzejszych rywali z Katalonii.

Kapitan gospodarzy – wspomniany Kompany – nie brzmi przed meczem jak piłkarz z kompleksami czy choćby przekonany, że wypada mu zachować skromność. Wygranie wszystkiego, czego jeszcze City brakuje, uważa za „nieuniknione”, także triumf w LM jest „kwestią czasu”. Nie tyle czuje, że zapuszcza się na nieznane terytorium, ile przekonuje, że grupę napędza głód odkrywców.

W duszach barcelończyków musi grać zupełnie inna muzyka, oni tworzą jedno z najbardziej utytułowanych pokoleń w historii futbolu. Tak utytułowanych, że wielokrotnie prowokujących pytanie, czy aby nie są skazani na wypalenie. W wątpliwość podawano nawet przyszłość ledwie 26-letniego Leo Messiego. Czy tylko Pep Guardiola wiedział, jak się z nim obchodzić, by wyciągać zeń geniusza porównywanego do Maradony? Czy sam piłkarz, który uszkadzał w tym sezonie mięśnie obu nóg, nie zmodyfikował nieco codziennego życia złożonego ze starannie odprawianych rytuałów pozwalających utrzymywać perfekcyjną dyspozycję fizyczną? Czy Gerarda Martino ściągnięto głównie po to, by zrobić dobrze jemu – zagrożonemu zejściem z pułapu nieziemskiego na pułap gracza zaledwie doskonałego?

Na razie argentyński trener ożywił przede wszystkim Alexisa i Fabregasa, zręcznie gospodaruje też mocami Neymara, a jego drużyna rozbiła w sobotę Rayo Vallecano 6:0. Czy to czyni ją faworytem w rywalizacji z City, nie wiemy właśnie dlatego, że LM to scena tak osobna, zderzająca ze sobą tak obce sobie futbolowe kultury. Stąd popularność tych kuriozalnych tez, że Messi niekoniecznie poradziłby sobie na „deszczowym, wietrznym stadionie w Stoke”. Pozycja lidera ligi hiszpańskiej teoretycznie powinna mówić wiele, ale przed rokiem to z niej Barcelona zjechała na półfinałowe 0:7 z Bayernem. No i jak czytać jej tegoroczne krajowe mecze, skoro bije się z rywalami albo wyraźnie ustępującymi jej technicznie, albo awanturuje się z dziką bandą w typie Atlético Madryt, z którą Manchester nie ma absolutnie nic wspólnego?

Gdybyśmy jeszcze raz uwierzyli na słowo Kompany’emu, musielibyśmy ujrzeć w City zgraję oszołomów zatracających się we frontalnym ataku – kiedy on opisuje jedenastkę, mówi nie tylko o dwóch napastnikach, on także obu skrzydłowych nazywa „faktycznymi napastnikami”, a potem wspomina o jednym ze środkowych pomocników, który jest „faktycznie napastnikiem”, i przypomina, że obaj boczni obrońcy stale prą do przodu. Przesadza, a zarazem ma trochę racji – dlatego wiele może zależeć od tego, czy wyzdrowieje Fernandinho (ubezpiecza gnającego pod pole karne Yaya Touré), dlatego belgijski obrońca miewa do ochronienia powierzchnię ponad możliwości pojedynczego zawodnika. W każdym razie Barcelona zderzy się ze stylem gry, jakiego w tym sezonie nie spotkała.

Pytanie, czy również Kompany przy pierwszym zetknięciu odkryje w Messim po prostu doskonałego piłkarza czy wirtuoza, jakiego jeszcze w karierze nie spotkał.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s