Czy Milan zniknie już dziś

Najbardziej utytułowany piłkarski klub minionego ćwierćwiecza rozstanie się z Ligą Mistrzów na pewno. Na długo lub bardzo długo. Jeśli jednak wywoła sensację w Madrycie, pożegna się w wielkim stylu.

Włosi reklamują rewanż w 1/8 finału jako bój o 8 mln euro. Tyle zarobi mediolański klub, jeśli piłkarze – dwa tygodnie temu ulegli Atlético 0:1 – awansują do następnej rundy.

Jeszcze przed chwilą brzmiałoby to niepoważnie. 8 mln euro? Dla firmy wedle jej właściciela „uniwersalnej jak papież, bo należącej do całego globu”, która jako jedyna w ostatnim ćwierćwieczu triumfowała w najważniejszych rozgrywkach aż pięciokrotnie? Finansowanej przez Silvio Berlusconiego, jedynego w zjednoczonej Europie magnata łączącego wielomiliardowy majątek z władzą polityczną na miarę premiera kraju?

Dziś brzmi to rozsądnie. 8 mln waży naprawdę sporo, skoro Milan wydał mniej więcej tyle na transfery wszystkich piłkarzy, poza Mario Balotellim, których prawdopodobnie rzuci na Atlético. Skoro za wymienionym napastnikiem, ostatnią gwiazdą na San Siro, biegają już niekiedy niemal wyłącznie pomocnicy wzięci za darmo.

A pojedyncze miliony jeszcze przybiorą na wadze, ponieważ mediolańczycy nie wpadli w kłopoty przejściowe. Nie są Manchesterem United – inna potęga w kryzysie – który zachwiał się pozbawiony opieki oświeconego jedynowładcy Fergusona, więc już rozrysowuje letnią kampanię transferową, prawdopodobnie najkosztowniejszą w dziejach korporacji. Strategia Milanu sprowadza się do drastycznego oszczędzania. Upadły także w polityce Berlusconi jako fundator porzucił klub kilka lat temu, dementuje wszelkie plotki o pozbyciu się udziałów, luksusowych zakupów nie zastępują piłkarze wypromowani z akademii dla młodzieży ani znalezieni przez wydajną siatkę skautów (nie istnieje), budżetu nie uratuje też dalsza wyprzedaż. Nie uratuje, bo wszystkiego, co najcenniejsze, już się pozbyto. Ośmiocyfrową rynkową wartość zachowali co najwyżej Balotelli i Stephan El Shaarawy, ale pierwszy wzbudza nieufność potencjalnych nabywców permanentną niesubordynacją, a drugi po kilkumiesięcznej eksplozji talentu zmienił się w permanentnego pacjenta.

Dlatego Milan – dryfujący gdzieś w połowie tabeli włoskiej Serie A – zniknie zaraz nie tylko z Champions League, ale w ogóle z europejskich pucharów. Kiedy przeżywał to poprzednio (sezon 1998/99), zdobył przynajmniej mistrzostwo kraju, na co się teraz nie zanosi. Juventus uciekł wszystkim, znacznie ładniejsze perspektywy mają też Napoli i Roma, które wynajęły doświadczonych szkoleniowców z klarowną wizją drużyny. Mediolańczyków – w przeciwieństwie do konkurencji skazanej na kolejną radykalną wymianę kadr – prowadzi tymczasem Clarence Seedorf, trener debiutant i trener enigma.

Holender również pozuje na fachowca, który wie, czego chce i jak to osiągnąć. W rozmowach z piłkarzami nie skupia się na ich wadach i błędach, lecz zaletach i udanych zagraniach, zachęca, by szukali w sobie „wewnętrznego ognia”, wszystko wedle najnowszych trendów w zarządzaniu ludźmi. Irytuje się, gdy przyciskać go o system gry, przekonuje, że w nowoczesnej piłce obejmuje on tylko fazę obronną, atak natomiast polega na nieustającym ruchu sześciu piłkarzy, by utrzymywać przeciwnika w stanie dezorientacji. I generalnie pozuje na orędownika futbolu ofensywnego, który sam decyduje, jak ma wyglądać mecz. Włosi uważnie słuchają – Seedorf to aura niezapomnianych triumfów w LM, wielojęzyczna elokwencja i wytworność światowca, oprzeć mu się trudno. Z boiska wywołany jego powrotem entuzjazm jednak wyparował, a Milan niemal przestał strzelać gole. I nawet wtedy, gdy długo robi dobre wrażenie, jak w meczach z Atlético i Juve (0:2), to zarazem przypomina typowego odzwyczajonego od zwyciężania przeciętniaka, któremu cwańsi, cyniczni rywale pozwalają się wyszumieć, by następnie skarcić go na zimno wyprowadzonymi ciosami.

Nic dziwnego, na San Siro ostali się już pojedynczy gracze, którzy mają pojęcie o zabawie w zaawansowane fazy LM. Niestety, mają do zaoferowania więcej pięknych wspomnień niż aktualnych możliwości – wygnany z Madrytu Kaká odżył, lecz bardzo daleko mu do siebie w glorii laureata Złotej Piłki; przygarniętego z Chelsea Michaela Essiena nogi już nie słuchają tak, jak przed kontuzjami; Sulley Muntari w rozszalałym Interze według Mourinho służył za rezerwowego, i to nie pierwszorzędnego. Im bardziej więc Berlusconi zaklina rzeczywistość, przypominając, że jego osobiści wybrańcy w roli trenerów wspaniale się sprawdzali (przed Seedorfem wskazał Sacchiego oraz Capello), tym bardziej uświadamia, że nikt dotąd nie pracował na tak byle jakim materiale.

Inspiracji można jednak szukać w Atlético. Tamtejszy bohater Diego Simeone też przejmował szatnię w opłakanym stanie – mentalnym i, zdawało się, technicznym – ale w lidze hiszpańskiej porwał się na wyzwanie we Włoszech niedostępne, czyli rozerwanie hegemonii Barcelony i Realu. A jego sukces polega m.in. na tym, że odkrył futbolistów światowego formatu w ludziach, których nikt o takie możliwości nie podejrzewał, że ich przywary zamaskował organizacją gry, że drużyna stała się emanacją jego charyzmatycznej osobowości.

Słowem, Milanowi nie brakuje niczego, czym dysponowali dzisiejsi madryccy rywale. I zanim z LM zniknie, ma szansę się z nią godnie rozstać, przypominając, że czerwono-czarne szlachectwo zobowiązuje, dlatego piłkarze z San Siro, nawet zdołowani, na europejskich scenach nie dają ciała tak, jak otępiały Manchester, który w Pireusie wyczłapał brutalne dla kibiców 0:2 z Olympiakosem. Ba, gdyby Milan żegnał się z elitą najwcześniej w ćwierćfinale, to żegnałby się nawet nie godnie, lecz efektownie. I sensacyjnie. Atlético jest wszak faworytem z powodu wszystkiego, czego dokonał już trener Simeone, i wszystkiego, czego nie dokonał jeszcze trener Seedorf.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s