Żywioły El Clasico

Koneserzy staromodnych kółeczek, które wyrysowywali z piłką dostojni rozgrywający, lubią ponarzekać, że nowoczesna gra coraz częściej staje się już niemal głównie robotą fizyczną – polega na sile i szybkości. Ale to właśnie obłędnemu tempu gry zawdzięczamy wystrzałową erę futbolu. Mnóstwo goli pada w szlagierach jak dzisiejsze El Clásico, historyczne rekordy obalają snajperzy formatu Messiego czy Ronaldo, w ogóle rozstrzelali nam się w Ligach Mistrzów i na innych szczytach, jakby chcieli wrócić do lat 50. – już o tym kiedyś pisałem. Przy wirtuozerii najwybitniejszych graczy walczący z nimi obrońcy – czy raczej: zawodnicy broniący w danym momencie – nie mają żadnych szans nadążyć. Ten, kto trzyma piłkę, zyskuje naturalną przewagę.

Coraz trudniej nadążyć też sędziom. Nie dlatego, że każda akcja toczy się zbyt szybko – bo nie każda – ale dlatego, że cała karuzela wydarzeń wiruje zbyt szybko. To musi wykańczać mentalnie, jak nie wykańczało nigdy wcześniej. Zwłaszcza, że już właściwie na każdego piłkarza, niezależnie od nazwiska, musisz odruchowo łypać jak na oszusta. Żaden szwindel nie hańbi, to zwykły element gry, który uwznioślił cel najświętszy – zwycięstwo.

Myślałem o tym dziś, kiedy sam ledwie nadążałem nad tym, co dzieje się na Santiago Bernabéu. Miałem zresztą chwilami wrażenie, że mecz wymknął się spod kontroli wszystkim jego uczestnikom. Że żywioł szedł na żywioł, nieodpowiedzialność goniła nieodpowiedzialność, nie było na boisko śladu wyrachowania i cynizmu, które ignoranci nazywają pogardliwie – acz niesłusznie – futbolowymi szachami. Być może stąd słabiuteńkie występy prawych obrońców Daniela Carvajala i Daniego Alvesa.

Zyskali bezstronni miłośnicy ligi hiszpańskiej, walka o tytuł zapowiada się pasjonująco. Odzyskała też nadzieję Barcelona, znów wzrosły nadzieje Atlético.

Real natomiast stracił coś więcej niż punkty i wyraźną przewagę w tabeli. Dotąd sławiliśmy nową jakość wprowadzoną przez Carlo Ancelottiego, który zrezygnował z klasycznego defensywnego pomocnika, by pomieścić w środku pola bezkreśnie kreatywny tercet Modrić – Alonso – Di María, a piłkarzy niosła fantastyczna, rosnąca jak fala seria meczów bez porażki. Teraz komentatorzy wymierzą w nich twarde, niepokojące dane – zero punktów ugranych w dwóch El Clásico, jeden punkcik uciułany w dwóch derbach Madrytu, jesienne męki w najtrudniejszym dwumeczu Ligi Mistrzów – z Juventusem. Zwrócą uwagę madrytczyków na prawidłowość, która pewności siebie nie podnosi nikomu. I być może zakończyłaby, gdyby nie delikatna sytuacja na szczycie tabeli, miodowe miesiące Ancelottiego – przy madryckich standardach po podwójnym laniu od Barcelony nad trenerem powinno rozpętać się piekło.

Czy Włoch zmodyfikuje taktykę, czy nadal będzie polerował to, co już wymyślił? A może przygotuje osobny wariant na znaczniejsze mecze, myślę tu przede wszystkim o Lidze Mistrzów? I wreszcie – czy po dzisiejszym El Clásico na jeszcze większego niż dotychczas faworyta Champions League nie wygląda Bayern?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s