Siatkarze i filantropi

mistrzostwa świata w siatkówce, Polska 2014

Kibice są wściekli. Zakodowane mistrzostwa świata uświadamiają, jak przykre skutki może mieć niepohamowana komercjalizacja sportu.

Efektowną inaugurację na Stadionie Narodowym, transmitowaną w ogólnodostępnej telewizji podziwiało 10 mln telewidzów. Następne mecze reprezentacji Polski śledziło już – według informacji serwisu Wirtualnemedia.pl – ledwie 1,25 mln osób, znacznie poniżej standardów z poprzednich imprez najwyżej rangi. I choć siatkarze grają znakomicie, a turniej dopiero wchodzi w rozstrzygającą fazę, to oglądalność zapewne znacząco nie wzrośnie.

Wszystko przez decyzję Polsatu, by mecze ukryć przed telewidzami niebędącymi abonentami jego platformy cyfrowej. Oni zobaczą siatkarzy, tylko jeśli zapłacą od 80 do 100 zł. Za dostęp do specjalnego siatkarskiego pasma, które będzie istniało trzy tygodnie. Tak narodził się najdroższy kanał w dziejach polskiej telewizji. Canal+ czy HBO kosztują ułamek tej kwoty.

Kibice są wściekli. Przyzwyczaili się, że dostępu do najważniejszych polskich atletów – od ich popisów na igrzyskach olimpijskich, przez niemal wszystkie mecze kadry piłkarskiej, po skoki Małysza i jego następców – nie muszą kupować. Ba, siatkarski mundial to w ogóle pierwsza tak ważna impreza, z której transmisje zostały ukryte w zamkniętym kanale.

Polsat tłumaczy, że rozczarowały go wpływy z reklam, że z obietnic o wsparciu wycofało się państwo, że gdyby nie inwestycja Zygmunta Solorza, mistrzostwa w Polsce w ogóle by się nie odbyły. Na ekranach trwa nieustająca kampania propagandowa o spektakularnym sukcesie, właściciela telewizji wysławia się jako – dosłownie! – filantropa.

Nic tu oczywiście nie jest całą prawdą. Jak bez Polsatu nie byłoby bowiem mistrzostw w Polsce, tak nie byłoby ich bez państwowych pieniędzy. Nie tylko ze względu na bezpośrednią dotację ministerstwa na turniej (3,5 mln zł) oraz nakłady miejskich samorządów na jego promocję (ponad 30 mln), lecz cały system finansowania dyscypliny – żadnej budżet nie traktuje hojniej (w tym roku 13 mln na samo szkolenie młodzieży), spółki skarbu państwa od lat utrzymują największe kluby, a także całe ligi i reprezentacje kraju. Zasług państwowych inwestycji dla imponującego rozwoju siatkówki przecenić nie sposób. To również dzięki nim pozujący na mecenasa Solorz mógł ubić interes z PZPS i światową federacją FIVB, które oddały mu mistrzostwa na własność. I dobro wspólne zmieniły w dobro konsumpcyjne. Reprezentacja Polski przestała być specjalnie chronioną wartością – specjalnie chronioną, bo uważamy, że ma wyjątkową społeczną wagę – a zaczęła być zwykłym produktem, na który jednych stać, a innych nie stać.

Właściciel Polsatu traktuje sport czysto merkantylnie, handluje nim na lodowato. We Wrocławiu instrumentalnie potraktował piłkarski Śląsk, porzucając go, gdy tylko okazało się, że nie otrzyma kredytu na postawienie centrum handlowego obok stadionu. A siatkarskie mistrzostwa uzna za udane, gdy sprzeda satysfakcjonującą liczbę abonamentów – przeliczy wszystko na złotówki, faktyczna liczba widzów w stosunku do widzów zainteresowanych nie ma dlań znaczenia. Maksymalizuje zyski.

To oczywiście święte prawo biznesmena. On bezwzględnie wykorzystuje mentalność ludzi rządzących naszą i światową siatkówką, którzy od lat udowadniają, że wszystko jest na sprzedaż. Kto zorganizuje turniej (czytaj: zainwestuje), temu sprzyjają regulaminowe zawiłości, a w Lidze Mistrzów wręcz podarowuje mu się – czasem seryjnie – udział w Final Four. Polacy stanowią wręcz awangardę pędzącej komercjalizacji, w końcu jako pierwsi zamknęli rozgrywki ligowe (nikt z nich nie spada, nikt nie awansuje, grają ci, którzy zapłacą). Kulminacją trendu było przekazanie prywatnej firmie Polsat pełni praw marketingowych do MŚ.

Dlatego telewizja trąbi o sukcesie, nie zastanawiając się, czy można za sukces uznać „najważniejszy turniej w historii polskiej siatkówki”, który stał się zarazem pierwszym dostępnym dla odpowiednio sytuowanych. I czy kibice nie ponieśli zbyt wysokiego kosztu polskich mistrzostw. Czy nie woleliby, by odbywał się gdzie indziej, ale mogli dopingować siatkarzy bez konieczności uiszczania dodatkowego podatku – od luksusu.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s