Mistrzów już nie ma

Złota drużyna polskich siatkarzy rozpadła się dzień po zwycięskim finale z Brazylią. Reprezentację trzeba budować właściwie od zera.

Porzucają ją atleci, których kariery przebiegały wzorowo, w sposób nie tylko u nas niemal niespotykany – wszyscy z mistrzów świata juniorów wydorośleli na mistrzów świata seniorów. 37-letni Paweł Zagumny jeszcze przed mundialem ogłosił, że opuszcza kadrę; decyzję 31-letniego Mariusza Wlazłego, namówionego do powrotu po kilku sezonach, poznaliśmy tuż przed niedzielną dekoracją; jego rówieśnik Michał Winiarski przygnębił kibiców w poniedziałek rano. Tracimy połowę szóstki, która w rozstrzygających setach finału obalała wszechpanującą Brazylię.

Niestety, połowę tracimy jedynie w sensie arytmetycznym. W istocie wymienieni tworzyli tercet znaczniejszy, wręcz bezcenny.

Wlazły z Winiarskim to nie tylko czołowi w świecie skrzydłowi, którzy podtrzymują – odpowiednio – cały polski atak i przyjęcie, lecz także ci, którzy stanowią o potędze serwisu. W całym turnieju zaserwowali aż 30 z 70 asów drużyny. Zagumny wnosił na boisko najdokładniejsze, sterowane niebanalnym zmysłem rozegrania dłonie. Przyłożył je – on jedyny! – do wszystkich głównych sukcesów minionych lat, od złota i srebra mundiali, przez złota mistrzostw Europy i Ligi Światowej, po srebro Pucharu Świata. To jedyny polski siatkarz, który wystąpił na czterech turniejach olimpijskich. I jedyny, jak możemy wnosić z dorobku, reprezentacji niezbędny. Zagrał dla niej 411 razy, ustępuje pod tym względem jednemu Piotrowi Gruszce (450 meczów). Ile znaczy, zobaczyliśmy w finale. To on wylansował na gwiazdę wieczoru nowicjusza Mateusza Mikę.

Naturalnie nie powinniśmy całkiem wykluczać, że Wlazły z Winiarskim – przyjaźnią się, mieszkają w pokoju na zgrupowaniach – jeszcze swoje decyzje przemyślą. Nie zaraz, lecz w 2016 roku. Czy sportowiec może nie chcieć złota igrzysk? Zwłaszcza sportowiec już obwieszony medalami, świadomy swoich niezmierzonych możliwości, któremu brakuje tylko kruszcu najcenniejszego, właśnie olimpijskiego?

Najpierw jednak trzeba na turniej w Rio de Janeiro awansować, ponieważ siatkówka nie wynagradza mistrzów świata zaproszeniem na igrzyska. I pogodzić w 2015 roku grę o stawkę ze wznoszeniem nowej reprezentacyjnej konstrukcji, być może z zupełnie nowymi punktami podparcia.

Zabijaki zdolnego wyręczyć Wlazłego szukamy bezskutecznie od dawna. Przez dwa minione lata selekcjonerzy przesuwali do ataku przyjmującego Bartmana, powoływali też Jarosza, Boćka i – ostatnio – Konarskiego. Nieustająca żonglerka. I nikogo choćby porównywalnie utalentowanego na horyzoncie.

Wielofunkcyjnego skrzydłowego klasy Winiarskiego też nie widać. A gdyby udało się odzyskać dla reprezentacji Bartosza Kurka – co wydaje się zadaniem coraz pilniejszym – to nie wiadomo, czy skupieni na rzetelnej defensywie francuscy trenerzy chcieliby ustawiać tego 205-centymetrowego drągala obok 206-centymetrowego Miki. Owszem, dysponowalibyśmy najwyższą parą przyjmujących na świecie. Ale ryzykowalibyśmy zarazem niebagatelną obniżkę jakości w odbiorze serwisu. Choć mógłby to być wybór uzasadniony, to wymagałby radykalnej rewizji poglądów selekcjonerów Stéphane’a Antigi i Philippe’a Blaina.

Wreszcie kwestia rozgrywającego. Pocieszające, że na mundialu rozkwitł prawdziwy spadkobierca Zagumnego – Fabian Drzyzga, na niego też czekaliśmy zbyt długo. Jednak na tej pozycji Polacy czerpali moc z przykładnej współpracy tych dwóch siatkarzy różniących się stylem. Złączyła ich jednak twórcza, pozytywna chemia – starszy akceptował w razie konieczności rolę rezerwowego, a młodszy mówił o nim wyłącznie z należnym szacunkiem, trochę jak Antiga zawzięcie podkreślający zasługi Blaina. To też nowość – rozgrywający reprezentacji w minionych latach zazwyczaj albo ledwie się tolerowali, albo za sobą otwarcie nie przepadali. I też kotłowało się tutaj sporo nazwisk. Słowem, o wartościowego partnera dla Drzyzgi również będzie bardzo trudno.

Zanosi się zatem na to, że w przyszłym sezonie francuskich trenerów czeka wyzwanie jeszcze trudniejsze niż w zakończonym. Zwłaszcza jeśli uzmysłowimy sobie, jaka presja będzie towarzyszyć reprezentacji, która po czterech dekadach wróciła na światowy szczyt. Naturalnym faworytem mistrzostw Europy czyni ją zresztą także analiza występów w dłuższym okresie – odkąd w 2006 r. Polska zdobyła srebro mundialu, uzbierała siedem medali różnych imprez. Na naszym kontynencie więcej – 10 – wzięła ich tylko Rosja.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s