Gdzie wystrzeliło polską piłkę

Gol wbity niemieckim mistrzom świata; wirtuozerskie, pamiętne rozegranie, które powinno zostać zwieńczone bramką w meczu ze Szkocją; dzisiejszy rzut rożny poprzedzający pierwszy cios zadany Gruzinom, a następnie przepyszne uderzenie z dystansu. Sebastian Mila chyba rozwiał resztki wątpliwości. To on jest naszym piłkarzem roku 2014, to on zasługuje na hołdy w plebiscytach i rankingach. Wczoraj uchodził za kolejny zmarnowany talent, dzisiaj wypiękniał do bohatera tym bardziej zdumiewającego, że reprezentującego ligę nie zagraniczną, lecz polską.

I naprawdę nie ma żadnego znaczenia, że Polacy w Tbilisi znów długo kopali się po czołach. Jako człowiek urodzony w drugiej połowie lat 70. nigdy nie widziałem reprezentacji atakującej pozycyjnie i już dawno pogodziłem się z tym, że tego zjawiska nie ujrzę, że nasi piłkarze prędzej opanują klingoński niż zdołają na tyle kontrolować mecz, by decydować, jak on przebiega. Pal licho, w futbolu można na szczęście zwyciężać na rozmaite sposoby, przecież Polacy nie prowadzili gry ani z Niemcami, ani ze Szkocją – nawet Gibraltar długo dzielnie się opierał – a jednak uzbierali już sensacyjne 10 punktów. I jeszcze na starcie eliminacji rozstrzelali się jak nikt w całej Europie! 15 goli w 4 meczach. Niewiarygodne.

Gruzji też nie przygnietli do jej pola karnego, przeciwnie, gra do przerwy wyglądała tak, jak chcieli gospodarze – akcje były poszarpane i organizowane przez rykoszety, piłka często fruwała wysoko, więcej obejrzeliśmy wykopów na oślep niż precyzyjnych podań z sensem. Ale naprawdę nie wypada stękać. Wspomnijcie ubiegłą jesień, jakże smętną dla obu naszych eksportowych drużyn – obrywała od wszystkich poza San Marino reprezentacja kraju, obrywali od wszystkich mistrzowie kraju z Legii, którzy długo nie umieli wydusić z siebie choćby pół gola. A teraz? Bije wszystkich reprezentacja, bije wszystkich Legia, która w Lidze Europejskiej dla odmiany sama goli nie traci, wspinamy się w górę klubowego rankingu UEFA. Jakby znienacka wystrzeliło nas w alternatywną rzeczywistość. Bardzo alternatywną.

Trwa rok, jakiego polski futbol w XXI wieku nie przeżył. Zdarzały się lata eliminacyjnych sukcesów drużyny narodowej, zdarzały się też udane międzynarodowe popisy klubów, ale nie zdarzyło się, byśmy te cuda podziwiali jednocześnie. A wyjątkowość bieżącego sezonu potęguje jeszcze konstatacja, że niemal cała jesień składa się z okruchów nadziei dla naszego piłkarstwa.

Jeszcze przed chwilą wzdychaliśmy, że Robert Lewandowski to wśród nadwiślańskich napastników wybryk natury – bez szans na adaptację do specyficznego ekosystemu reprezentacji Polski – tymczasem na zyskującego coraz większą rozpoznawalność snajpera dorodnieje Arkadiusz Milik. W 13 meczach Ajaxu Amsterdam wbił 13 goli, ćwiczy pod opieką wirtuozerskiego niegdyś atakującego Dennisa Bergkampa. Znaczącego piłkarza w arcywymagającej technicznie lidze hiszpańskiej wypatrywaliśmy od kilkunastu lat, tymczasem Sewillę podbija Grzegorz Krychowiak. W Bundeslidze marną reputację Polaków ratował jedynie tercet dortmundzki, tymczasem „Kicker” obwołał właśnie bohaterem idealnego transferu Pawła Olkowskiego – i w rankingu najlepszych piłkarzy rozgrywek umieszcza go na razie ponad Lewandowskim oraz Piszczkiem. Biorąc pod uwagę dotychczasowe standardy, nasi suną ławą. Ba, w europejskich pucharach godność zachował nawet biedny jak mysz kościelna Ruch Chorzów, do ostatniej kropli potu bijący się o awans do LE! Ba, nawet nasze reprezentacje juniorskie – o czym opowiadał niedawno trener Marcin Dorna – wyglądają lepiej niż kiedykolwiek w minionych kilkunastu latach.

Seniorska wciąż kłuje mnóstwem wad – lansowany przez selekcjonera Krzysztof Mączyński sprawiał wrażenie zagubionego nawet wśród Gruzinów, Kamil Grosicki nie zabiera na boisku rozumu etc. – ale zwycięża lub co najmniej remisuje już seryjnie. Jeśli we wtorek nie pozwoli pokonać się we wrocławskim sparingu Szwajcarii, przeżyje pierwszy od 2001 rok z ledwie jedną porażką.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s