Niezwykłe przypadki Borussii Dortmund

Borussia Dortmund, Jurgen Klopp, Bundesliga

– W przerwie zimowej czułem się tak, jakbym spędzał wakacje w łóżku pełnym gwoździ – wzdycha trener Jürgen Klopp. Od soboty będzie próbował podnieść Borussię z dna Bundesligi.

To w ostatnich latach chyba najbardziej tajemnicza historia na futbolowych szczytach. Dlaczego porywająca całą Europę drużyna, która zdołała rzucić wyzwanie wszechpotężnemu Bayernowi Monachium i przez cztery sezony z rzędu zdobywała mistrzostwo lub wicemistrzostwo kraju, stoczyła się na przedostatnie miejsce w tabeli?

Analitycy wskazywali przyczynę najbardziej oczywistą – epidemię kontuzji, być może wywołaną stylem gry preferowanym przez Kloppa, który lubi, gdy piłkarze omdlewają po meczu z wycieńczenia. Tylko Pierre-Emerick Aubameyang i Łukasz Piszczek zdołali wytrzymać na boisku przez co najmniej 1100 z 1530 minut jesiennych meczów ligowych. Kierującego obroną Matsa Hummelsa nie było przez połowę rundy; najbardziej wirtuozerski zawodnik ofensywny Marco Reus rozegrał ledwie siedem spotkań; kompletnie rozpadła się linia pomocy, więc trener najintensywniej eksploatował 34-letniego już Sebastiana Kehla. A z ataku zostały zgliszcza po utracie wszechstronnego, zawsze przykuwającego uwagę co najmniej dwóch rywali Roberta Lewandowskiego. Jego następcy Ciro Immobile oraz Adrián Ramos rozczarowują tak bardzo, że trudno się nawet zorientować, kogo wyżej w hierarchii umieszcza trener Klopp.

To wszystko realne kłopoty Borussii, ale najbardziej zdumiewa to, że dortmundczycy, choć słabsi niż w minionych sezonach, wcale nie grali aż tak źle, by leżeć na dnie tabeli wraz z mającym identyczny dorobek Freiburgiem. Tylko Bayern dłużej od nich utrzymywał piłkę; tylko Bayern i Bayer oddały więcej strzałów; tylko Bayern i Bayer pozwalały rzadziej uderzać rywalom; tylko trzy drużyny Bundesligi celniej podawały; tylko pięć drużyn skuteczniej dryblowało. Niemal wszystkie cząstkowe statystyki sugerują, że wicemistrzowie Niemiec „zasługują” na pozycję nie tyle wyższą niż strefa spadkowa, ile bliską czołówki lub wręcz jedną z czołowych. Że ich jesień przypominała niekończący się mecz, w którym mieli przewagę, czasami bezdyskusyjną, lecz nie potrafili jej zatwierdzić golami. Niechlujstwo napastników? A może również monstrualny, rozciągnięty w czasie pech? Przecież w LM Borussia zwyciężała, ba, w sześciu meczach wbiła 14 goli.

Kiedy w kraju gubiła kolejne punkty, wszyscy kręcili w zbaranieniu głowami i powtarzali, że to przejściowe kłopoty, że już za tydzień wszystko wróci do normy. Pozycja trenera, który beznadziejnie przeciętny i zbiedniały klub wyniósł do finału Ligi Mistrzów w 2013 r., też nigdy nie była zagrożona – co zresztą również czyni dortmundzki przypadek absolutnie unikalnym: trudno wyobrazić sobie inną firmę z ambicjami, której szefowie (i kibice!) wytrzymaliby psychicznie tak długi kryzys. W końcu Borussia znów spotężniała, jest 11. pod względem przychodów klubem świata; sezon bez Champions League będzie dla niej klęską. I prawdopodobnie przed większym wyzwaniem niż wiosenna walka o utrzymanie w Bundeslidze – stanie latem. Zagraniczni potentaci łypią pożądliwie na obie największe gwiazdy – Reusa oraz Hummelsa – a to piłkarze o ambicjach ponadlokalnych. Jak ich zatrzymać?

Trener Klopp upiera się, że w pełni kontroluje sytuację. Zimą odzyskał część kontuzjowanych – przede wszystkim Reusa, nie tylko kreatywnego, ale i bardzo precyzyjnie uderzającego, zdolnego wyręczać napastników. Ściągnął też 24-letniego Słoweńca Kevina Kampla, którego uważa za stworzonego do stylu Borussii – to ruchliwy drybler, ze zmysłem do gry kombinacyjnej, w Salzburgu przywykł do wymaganego w Borussii agresywnego pressingu. W zimowych sparingach bardzo obiecująco współpracował z Reusem.

Wyniki sparingów wyglądają przyzwoicie (po 1:0 ze Sionem, Steauą i Utrechtem, 1:1 z Fortuną Düsseldorf, dwa z czterech goli strzelił Jakub Błaszczykowski), ale zwłaszcza ostatni nikogo nie uspokoił. Nawet w meczu z drugoligowcem niepewnie zachowywała się defensywa – gola Borussia straciła, gdy Hummels ze Schmelzerem próbowali łapać napastnika na spalonym, a Piszczek z Papastatopulosem wprost przeciwnie.

W sobotę będzie trudniej, dortmundczycy wyjeżdżają do trzeciego w tabeli Bayeru Leverkusen. Jeśli znów im się nie powiedzie, presja jeszcze wzrośnie. Zacznie się przypominanie, że Bundesliga przeżyła już najbardziej niewyobrażalne katastrofy. Właśnie Bayer tuż po awansie do finału Ligi Mistrzów w 2002 r. utrzymał się w Bundeslidze dopiero w ostatniej kolejce (jemu też Bayern podebrał dwie największe gwiazdy!). A piłkarze z Norymbergi zlecieli z niej w 1968 r., gdy… bronili mistrzostwa kraju.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s