Blogowanie jako terapia, czyli nowe życie z Milanem

W bieżącym roku kalendarzowym piłkarze Milanu – ich utrzymanie wciąż kosztuje około 90 mln euro rocznie, wyższy budżet płacowy ma tylko Juve – uciułali w lidze włoskiej haniebne 10 punktów, więcej jedynie od zdychającej finansowo Parmy (5) i Cagliari (9). Wobec fanów są tym bardziej okrutni, że notorycznie łudzą ich objęciem prowadzenia, by następnie pokazowo je roztrwonić, dzisiejsza klęska we Florencji – wygrywali 1:0, by stracić gole w 83. i 89. minucie – była kulminacją wielotygodniowego trendu. W poprzedniej kolejce oddali punkty Veronie (wyrównująca bramka bodaj w 95. minucie), wcześniej nie umieli utrzymać prowadzenia w meczach z Empoli, Lazio, Torino (Kamil Glik w 82. minucie) oraz Sassuolo, wszystko to zdarzyło się od początku stycznia, ilekroć ci się zdaje, że ta drużyna już nie zdoła się stoczyć niżej, mediolańczycy udowadniają, że niemożliwe nie istnieje, a następna doskonała okazja już w sobotę – podejmują Cagliari, być może natchnione powrotem oszołoma Zdenka Zemana. Kibicu, proponuję panikować już od dzisiaj.

Nie chce mi się znów wałkować przyczyn, dla których najbardziej obok Realu Madryt utytułowany klub świata zmarniał do klubidła bez tożsamości – ciekawostkowo zwracam tylko uwagę, że dziś znów zbliżył się do zera, we Florencji wystawił ośmiu piłkarzy wziętych za darmo (głównie wykopani z innych drużyn, często wypożyczeni), za pozostałych trzech zapłacił w sumie 8,5 mln euro, to musi być hałastra bez przyszłości. Właściwie nie chce mi się napisać słowa ani o grze Milanu, ani o żywym trenerskim trupie Inzaghim, ani o próbach sprzedaży udziałów w klubie biznesmenowi z Tajlandii, który pewnie nie jest gołodupcem, ale nie wygląda też na wiarygodnego finansowo na miarę aspiracji firmy z San Siro. Bloguję w celach czysto terapeutycznych, być z Milanem jest mi coraz trudniej, właściwie każdy mecz odchorowuję jako potworną mordęgę, przed każdym po cichu marzę, żeby przełożyli go na następny dzień, nie uspokajają mnie ani nie cieszą nawet strzelone gole, już ja dobrze wiem, co zapowiadają, za dużo przeżyłem, by dać się wyrolować. Jeśli wolno mi zwierzyć się bardzo intymnie – wyszedłem dziś z domu w 80. minucie meczu z Fiorentiną, bo zwyczajnie przeczuwałem, co będzie, a potem rzeczywistość przerosła moje najczarniejsze myśli. I dopiero zbieram się, by obejrzeć, jak Milan przerżnął, właściwie to wręcz rozważam, czy warto męczyć oczy.

Bo mój problem z moją drużyną nie polega na tym, że przegrywa, że przegrywa w zawstydzającym stylu, że wykańczają ją w ostatnich sekundach, że nie sposób zdefiniować jej stylu gry, że nie ma widoków na lepsze jutro albo pojutrze. Mój problem polega na tym, że stała się całkiem obca. Owszem, wielbię Clarence Seedorfa i Filippo Inzaghiego, ale wielbię ich za boiskową przeszłość – pierwszego za elegancję, drugiego za radość okazywaną po golach – jako przegrani trenerzy sympatii wzbudzać nie mogą, nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, że kompletni nowicjusze to kiepscy kandydaci na porządkowanie szatni tak rozbałaganionej jak ta z San Siro. A drużyna? Tam nie ma nikogo. Żadnego gracza, któremu chce się współczuć, bo łączy w sobie wystarczającą sportową klasę z byciem autentycznym człowiekiem Milanu, ewentualnie uwodzi innymi niepospolitymi cechami lub wspomnieniami budującymi więź kibica z piłkarzem. W jedenastce na Fiorentinę zmieścili się ledwie trzej ludzie związani z klubem dłużej niż rok – Philippe Mexes, Ignazio Abate oraz dawno przygasły Michael Essien. Nie widać wychowanków z przyszłością, nie widać młodych zdolnych podbić świat, o których będą bić się najbogatsi (Mastour to na razie anegdota, zniknął El Shaarawy), nie widać osobowości umiejących i chcących wziąć na siebie odpowiedzialność, nie widać lidera ani piłkarza symbolu, nie widać jednostek drużynotwórczych, nie widać kogokolwiek, kto dysponowałby czymkolwiek, co by powodowało, że po porażkach trwasz przy swojej drużynie, zamiast być jej popisami zirytowany. Nie wiem, jak ułożę sobie to zupełnie nowe życie z Milanem, wiem tylko, że będzie cholernie ciężko.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s