Kogo pochłonie trójkąt barceloński

Juventus wzniósł przed swoją bramką fortecę będącą jedynym dziś wspomnieniem legendy o mistrzostwie włoskiej defensywy. Czy wytrzyma oblężenie atakujących o sile rażenia wprost absurdalnej, prawdopodobnie bezprecedensowej w historii?

Jedna ze świętych prawd futbolu uczy, że mecze rozstrzygają się w środku pola, ale Barcelona zniewala i mąci. Barcelona zmusza, by wodzić maślanymi oczami za Leo Messim, Luisem Suárezem i Neymarem, coraz powszechniej wyświęcanymi na najbardziej wirtuozerski ofensywny tercet, jaki widział świat.

Inna prawda głosi, że piłka nożna wyewoluowała do gry bardziej drużynowej niż kiedykolwiek wcześniej, więc nie sposób skutecznie się bronić inaczej niż całą lub niemal całą jedenastką, ale Włosi sami redukują turyńską defensywę do twarzy Gianluigiego Buffona, Leonardo Bonucciego i Giorgio Chielliniego. Znanych już pod skrótem BBC, wymyślonym jako przeciwwaga dla Garetha Bale’a, Karima Benzemy i Cristiano Ronaldo, czyli madryckiego tria BBC, które Juventus powstrzymał w półfinale Ligi Mistrzów. I choć w czwartek badania lekarskie wykluczyły finałowy występ Chielliniego, to jego zastępca – Andrea Barzagli – drastycznie jakości obrony nie obniży. Ani nie odmieni jej charakterystyki. Gabarytowo jest bliźniakiem sławniejszego kolegi (identyczne 186 cm wzrostu), łagodniejszy charakter w mniejszym stopniu naraża go na czerwoną kartkę, na berlińskim stadionie zdobywał w 2006 r. mistrzostwo świata. Ta zmiana może co najwyżej zniechęcić trenera Massimiliano Allegriego do typowego dla Juventusu przejścia w trakcie meczu do gry z trzema środkowymi obrońcami, bo kolejnemu w hierarchii Angelo Ogbonnie zdecydowanie brakuje już doświadczenia, w Lidze Mistrzów zagrał jedynie w przegranym jesienią meczu w Pireusie.

Nie ustalimy, czy barcelońska linia napadu istotnie zasługuje na najwyższe kwantyfikatory – jakimi narzędziami porównać ją z Di Stéfano, Puskásem i Gento, mitycznymi atakującymi Realu ze schyłku lat 50.? – czy korzysta z choroby mediów, które chcą, by każdego dnia padał spektakularny rekord albo działa się historia. Ale statystyki wyglądają absurdalnie dobrze. W bieżącym sezonie Messi, Neymar i Suárez natłukli razem 120 goli. To wynik niespotykany przed dekadami, gdy napastnicy mieli na boisku więcej pustej przestrzeni, to więcej niż dorobek całego Juventusu, to więcej niż dorobek dowolnej drużyny klubowej w Europie, wyjąwszy Bayern Monachium i Real Madryt.

A przecież w akcji argentyńsko-brazylijsko-urugwajski tercet też wygląda absurdalnie dobrze. To najbardziej nieprzewidywalny rój napastników – trener Luis Enrique do upadłego powtarza, że pozwala im podążać za instynktem i latać, gdzie się komu zachce, a oni z tej wolności korzystają, by wywoływać u rywali zawroty głowy i trzymać ich na skraju permanentnego załamania nerwowego. Barcelońscy pomocnicy wymieniają mniej podań niż w minionych latach, bo ich zadania się uprościły. Piłka ma co rusz wlatywać w ofensywny trójkąt, bo tam obrońcy wroga muszą się zagubić.

Leo Messi, który przez kilkanaście miesięcy walczył z samym sobą i regularnie wymiotował podczas meczów lub treningów, odzyskał szczytową formę atletyczną. Znów unosi się nad murawą i zatraca się w dryblingu, znów poraża dynamiką. A po pomoc udał się m.in. do Włoch – Giuliano Posera, 59-letniego lekarza sportowego, dietetyka, kinezjologa, homeopatę etc., zarekomendował mu Martin Demichelis, przyjaciel z reprezentacji Argentyny. Po raz ostatni lekarza od lat współpracującego z włoskimi klubami Messi odwiedził kilka dni przed finałem, bo kuracja zadziałała wspaniale. Piłkarz zasuwa jak opętany, choć jest najintensywniej eksploatowanym uczestnikiem berlińskiego finału. Spędził na boisku 5226 minut, przy zaledwie 4605 Bonucciego, czołowego pracusia w Juventusie. To ponad 10 godzin różnicy!

Argentyńczyka coraz bardziej nie wypada ometkowywać mianem „napastnika” czy „skrzydłowego”, bo wciąż się rozwija i wszechstronnieje, ma ochotę wpływać na mecz bardziej i bardziej, kontroluje coraz większe obszary boiska. To on jest głównym rozgrywającym drużyny, potrafi też poharować w odbiorze piłki, lubi akcję zainicjować i zakończyć. A ponieważ rozbłyskuje także talent Neymara, to momentami odnosimy wrażenie, że na pewne techniczne niedomagania cierpi… Suárez. Nie dlatego, że mu czegokolwiek brakuje – w lidze angielskiej umiał solowo zdemontować każdą defensywę – ale dlatego, że obok biegają wirtuozi jeszcze wybitniejsi.

Do 120 goli trzej superbohaterowie dołożyli jeszcze 55 asyst, a styl gry czyni ich dla Bonucciego i Barzaglego rywalami bardziej niewygodnymi niż zatrzymani w półfinale Bale i Ronaldo. Może się okazać, że włoskim drągalom łatwiej spacyfikować muskularnych atakujących z Madrytu, niż nadążyć za Messim, Suárezem i Neymarem – ruchliwymi, uwielbiającymi przepuszczać piłkę między nogami obrońcy. Argentyńczyk udanie dryblował w tej edycji LM 134 razy, podczas gdy w Realu tylko Isco uzbierał ponad 50 skutecznych zwodów. Urugwajczyk i Brazylijczyk sieją zamęt także wtedy, gdy piłki nie dotykają – skutecznie wyciągając rywali z ich nominalnych pozycji, by rozszczelnić defensywę.

Przechytrzyć Juventus jest wyjątkowo trudno, bo to grupa – mówimy już o całej jedenastce – bardzo zdyscyplinowana, po utracie piłki zwarta i skupiona na utrzymywaniu właściwych odległości między piłkarzami. I pod tym względem w swoim kraju wyjątkowa, wszak legenda o mistrzostwie włoskiej obrony dawno straciła aktualność. W minionym sezonie średnią goli na mecz (2,69) Serie A przebiła i ligę hiszpańską (2,66), i ligę angielską (2,57). Ale tam nie ma nikogo dysponującego siłą rażenia choćby zbliżoną do katalońskiej. Jeśli Barcelona muru turyńskiego jeszcze nie skruszyła, to prawdopodobnie tylko dlatego, że nigdy się na niego w Lidze Mistrzów nie natknęła. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s