Błaszczykowski odzyskany

A wraz z nim – najgroźniejsze skrzydło, jakim dysponowała w ostatnich latach reprezentacja Polski. Jej były kapitan znów regularnie gra, strzela, asystuje. Odżywa z każdym meczem Fiorentiny.

Zanim wylądował w stolicy Toskanii na wypożyczeniu z Borussii Dortmund, mieliśmy mnóstwo powodów do obaw. W grudniu przekroczy trzydziestkę, z powodu zerwania więzadeł i pomniejszych urazów zmarnował półtora sezonu, a ze skrzydłowymi czas obchodzi się wyjątkowo brutalnie – czasami mizernieją znienacka, niemal z dnia na dzień tracąc dynamikę i/lub przyspieszenie.

Włosi przyjmowali go jednak z fanfarami. Nie jak piłkarza u schyłku, lecz gwiazdę po przejściach, niedawnego finalistę Ligi Mistrzów oraz mistrza Bundesligi, który wciąż ma wiele do zaoferowania. Trener Paulo Sousa nie zwlekał, zaczął go wszczepiać do drużyny natychmiast. A Błaszczykowski rósł w oczach.

12 września: wtruchtał na ostatnie 10 minut meczu z Genoą, zdążył zasłużyć się tylko jednym udanym odbiorem piłki. 17 września: wytrzymał pełne 90 minut (z Basel w Lidze Europejskiej), co nie zdarzyło mu się wielu miesięcy. 23 września: znów cały mecz, strzelił Bolognie gola, został obwołany bohaterem wieczoru, gazety ogłosiły, że nikt we Florencji nie tęskni już za zwróconym lidze hiszpańskiej Joaquinem. 27 września: poprawny występ na mediolańskim San Siro, gdzie jego drużyna rozbiła Inter i wystrzeliła na pozycję lidera Serie A. 1 października: asysta w meczu LE z Belenenses.

Wreszcie miniona niedziela: zaraz na początku spotkania z Atalantą Błaszczykowski wbiega w pole karne, przyjmuje piłkę, naciera na bramkarza, zostaje powalony przez dwóch rywali. Rzut karny, czerwona kartka dla Gabriela Paletty, gospodarze obejmują prowadzenie i potem je jeszcze powiększają. 3:0.

Żeby było jasne: Polak nie rozbłysnął na gwiazdę ligi włoskiej, nie awansował na lidera drużyny. Ale błyskawicznie stał się istotnym członkiem podstawowego składu, na którego walory zwraca uwagę każdy, kto tłumaczy, dlaczego Fiorentina (ma ledwie siódmy budżet płacowy w Italii) wypiękniała na rewelację sezonu i pręży się na szczycie tabeli. Portugalski trener szczególnie ceni u niego taktyczną świadomość, opanowanie, dojrzałość, dyscyplinę. I elastyczność. Błaszczykowski niekiedy bowiem skupia się na ofensywie – gdy zajmuje prawą flankę pomocy w ustawieniu z czterema obrońcami, jak w meczu z Atalantą – a niekiedy pełni rolę cofniętego skrzydłowego w ustawieniu z trójką obrońców – wtedy widać, że skrupulatnie pilnuje pozycji i wstrzymuje się z atakami, jak we wspomnianym triumfie nad Interem Mediolan. Niektórzy nazywają go „taktycznym klejnotem” trenera Sousy, a inni porównują do ulubieńca florenckich kibiców sprzed lat, drobnego Angelo Di Livio, czyli „żołnierzyka” („soldatino”), który słynął z lojalności, uniwersalności, pracowitości i wytrwałego zasuwania po skrzydle od pola karnego do pola karnego (stąd przekręcanie nazwiska Polaka na „Soldatowski”).

Błaszczykowski też prędko zyskał sympatię trybun, gdy tuż po ogłoszeniu transferu wkleił na Facebooku zdjęcie swojej twarzy zalanej florenckim fioletem i generalnie zaczął manifestować ochotę, by silnie związać się z nowym klubem. Na razie realizuje plan w 100 procentach. Nie tylko wrócił do gry – wrócił do gry o najwyższe cele. I współtworzy drużynę rozentuzjazmowaną, której piłkarzy dziennikarze podpytują już, czy ci aby nie zamierzają powalczyć o mistrzostwo Włoch. Można zakładać, że Błaszczykowski został dla futbolu odzyskany.

Kiedy były kapitan reprezentacji przyleciał na jej zgrupowanie na początku września – dosłownie godziny po podpisaniu umowy z Fiorentiną – nawet w meczu z Gibraltarem widzieliśmy w jego ruchach, że nowy trener Borussii nie wpuszczał go na boisko wcale. Od kolegów otrzymał jednak wówczas pełne wsparcie. Robert Lewandowski zrzekł się wykonywania rzutu karnego, a kiedy Błaszczykowski go wykorzystał, to bramkarz Łukasz Fabiański pognał sprintem przez całe boisko, by strzelcowi pogratulować.

Teraz skrzydłowy może się odwdzięczyć. Nawet jeśli nie będzie absolutnym liderem – jak przed laty, gdy uczestniczył w niemal każdej akcji ofensywnej, spod jego korków wysypywały się i gole, i asysty – to może być dodatkowym, znaczącym atutem drużyny. Także w defensywie. Kiedy Łukasza Piszczka musiał asekurować wyrzucony na prawe skrzydło, kompletnie zagubiony tam Arkadiusz Milik, to Niemcy zabawiali się wokół nich chcieli. Błaszczykowski patroluje swój rewir mądrzej. A przy okazji może na powrót złączyć – choćby incydentalnie, w pojedynczych momentach – rozerwany tercet dortmundzki, którego członkowie na pewno nie zapomnieli, jak ze sobą współpracować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s