Nic się nie stało, na razie nic się nie stało

Ekstatyczna radość z awansu na Euro 2016 jest tym bardziej zrozumiała, im lepiej pamiętamy, jakie gnioty serwowały nam drużyny, które przegrywały eliminacje do poprzednich mundiali. Jednak pomeczowa feta na Narodowym była dla mnie krępująca. Porównywalne widziałem dotąd jedynie podczas finałów. Ligi Mistrzów, innych rozgrywek klubowych, mistrzostw świata czy kontynentów. Tony confetti zasypują zazwyczaj ludzi, którzy w kulminacyjnej chwili podnoszą jakieś trofeum.

Tymczasem polscy piłkarze do podniesienia mieli wyłącznie przytargane na murawę butle szampana. Choć bowiem spisali się przyzwoicie – i podarowali nam mnóstwo emocji – to przetrwali na razie tylko eliminacje.

Rywalizujące w nich kraje dzielą się zasadniczo na ubogie sportowo i finansowo, których na widowiskowe fety nie stać, oraz na te, które wstydziłyby się opiewać uzyskanie wstępu na turniej jak epokowy sukces. Dlatego w Europie się one nie zdarzają.

Przypomnijmy jeszcze raz. Kiedy drużyna Jerzego Engela wpraszała się na MŚ 2002, musiała być jedną z 15 najlepszych w Europie (tyle miejsc dostał nasz kontynent). Kiedy na MŚ 2006 awansowała drużyna Pawła Janasa, musiała być wśród 14 najlepszych. Kiedy na ME 2008 przebijała się drużyna Leo Beenhakkera, należała do 16 najlepszych (zastrzeżenie: Austria i Szwajcaria uniknęły eliminacji jako gospodarze). A teraz w turnieju finałowym wystąpią aż 24 reprezentacje. Niemal połowa z 53 zrzeszonych w UEFA, wśród których znajdziemy kilka amatorskich lub półamatorskich, jak Gibraltar, San Marino, Andora etc.

Widziałem na agencyjnych zdjęciach, że w Tiranie po awansie albańskich piłkarzy rozentuzjazmowany tłum wylał się na ulice. Nie wiem, czy tamtejsze telewizje nazajutrz biły po oczach żółtymi paskami wrzeszczącymi o „wielkim triumfie”, jak nasze, ale oni mogli potracić głowy. Albania nie grała jeszcze nigdzie. Nigdy nie awansowała choćby do eliminacyjnych baraży, dopiero kilka miesięcy temu wzleciała do czołowej pięćdziesiątki rankingu FIFA, bezprecedensowy sukces zawdzięcza m.in. zwerbowaniu piłkarzy wyszkolonych i urodzonych w innych krajach, lecz posiadających albańskie korzenie. To zapadła futbolowa prowincja.

Trochę niezręcznie zwracać mi uwagę na ten drobiazg akurat dziś, gdy zataczamy się pijani ze szczęścia, ale rzecz dzieje się tu i teraz; nasi piłkarze nie zasługują, by traktować ich jak prowinjuszy; na minimalizm i kompletny brak umiaru chorujemy od dawna. Leo Beenhakkerowi w nagrodę za awans na Euro wręczyliśmy Order Odrodzenia Polski, drugie najznaczniejsze odznaczenie państwowe. Paranoja.

Co więcej, po wszystkich zwycięskich w minionych latach eliminacjach następowała degrengolada. Odtrąbialiśmy wszechtriumf, po czym patrzyliśmy, jak gubią się selekcjonerzy i rozleniwiają piłkarze, których zdeprawowaliśmy wmawianiem, że zostali bohaterami narodowymi. Mania wielkości zamroczyła zwłaszcza selekcjonera Engela, który po awansie nade wszystko ruszył w trasę promocyjną swojej książki „Futbol na tak”, a potem jego ludzie zostali wykopani z mundialu już po dwóch meczach, z zawstydzającym bilansem bramkowym 0:6.

Adam Nawałka wygląda na szczęście na trenera bardziej stabilnego, ambitnego, zdeterminowanego. Nie oderwał się od ziemi nawet po zwycięstwie nad Niemcami (a ono epokowe było), nie chciał wdzięczyć się w mediach – wywiadów odmawiał wszystkim, tłumacząc, że udzieli ich, gdy odniesie sukces. Odzywa się tylko na oficjalnych konferencjach prasowych, które służą głównie usatysfakcjonowaniu oblepiających ścianki logami sponsorów. I selekcjoner zamierza swoją politykę kontynuować, znów argumentując, że na razie sukcesu nie odniósł.

Święta racja. Nawałka dysponuje najzdolniejszą grupą polskich piłkarzy od kilkunastu lat, w dodatku na boisku rządzi nią lider idealny – z zaletami megagwiazdy (umiejętności) i pozbawiony wad megagwiazdy (pasja do pracy zespołowej). Jego podwładni też wydają się mniej narażeni na wstrząsy niż podwładni poprzedników, którzy w nawet marnych klubach bywali marginalizowani i niekiedy musieli zimą naprędce zmieniać pracodawcę, by w ogóle utrzymać się w reprezentacji.

A ponieważ mistrzostwa Europy rozszerzono o dodatkową rundę – 1/8 finału – to legendarne „wyjście z grupy” staje się bardziej podstawowym obowiązkiem niż wielkim wyzwaniem. Dlatego mam nadzieję, że dopóki Polacy go nie spełnią, dopóty prezydentowi ani nikomu z jego kancelarii nie strzeli do głowy, by przypinać im ordery.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s