Mourinho, wampir nie żyje

Chelsea, Jose Mourinho

I znów kopniaka, po którym José Mourinho chyba już nie wstanie, wymierzył Jürgen Klopp.

Wiosną 2013 roku stało się jasne, że najgłośniejszy trener naszych czasów opuści Madryt, gdy jego Real został wychłostany przez Borussię – z Robertem Lewandowskim w roli głównego oprawcy, nasz napastnik wbił faworytom cztery gole.

Dortmundczykami dowodził wówczas Klopp, który dzisiaj dowodzi Liverpoolem. Ale wtedy Real odpadał w półfinale Ligi Mistrzów, a w rewanżu bił się o przetrwanie do ostatniego tchu, od awansu dzieliły go centymetry. Wielki trener wielkiej drużyny przegrywał z wielką drużyną, więc dowiadywaliśmy się tylko, że ten wielki trener tym razem nie zdobędzie wielkiego trofeum. Teraz okoliczności są drastycznie odmienne – wielka drużyna (inne nie zdobywają mistrzostwa Anglii) znienacka skurczyła się do małej, nie umie wygramolić się z dołów ligowej tabeli, w dzisiejszym meczu z przeciwnikiem poddawanym właśnie rekonstrukcji wyglądała jak banda zagubionych, zahukanych prowincjuszy. Błyskawicznie strzeliła gola, by przez następną godzinę nie oddać ani jednego strzału. By w całym meczu uderzać dwa razy rzadziej niż Liverpool. By wydłubać ledwie jeden rzut rożny, przy siedmiu gości.

Nemanja Matić i Cesc Fabregas, bohaterowie bodaj najtrafniejszych transferów Mourinho podczas drugiej kadencji w Londynie, rozpoczęli w rezerwie. Eden Hazard, jedyny wirtuoz w drużynie i bohater mistrzowskiego sezonu, zszedł do rezerwy w 58. minucie. Tak wygląda Chelsea w ruinie. Tak wygląda chyba najbardziej szokujący upadek trenerski we współczesnym futbolu. Przecież Mourinho przez całą karierę nie zleciał z ligowego podium. Przecież wytykaliśmy mu raczej, że nie wygrał wszystkiego, on wydawał się wprost niezdolny do tego, by wszystko przegrywać.

Portugalczyk ma rację, gdy skarży się, że mnóstwo ludzi życzy(ło) mu klęski i czerpie z jego niepowodzeń radość. Reagują tak nie tylko z powodu jego ryzykanckiej strategii, czyli brutalnego wyszydzania rywali, zamieniania sportowej rywalizacji w wojnę i wiary w cel uświęcający środki. To normalna fabuła z tabloidowej rzeczywistości: Im wyżej idola wyniesiemy, tym z większą uciechą gawiedź będzie delektowała się jego upadkiem. A Mourinho wzleciał daleko ponad jakiegokolwiek innego szkoleniowca, najgorętsi wyznawcy jeszcze w tym sezonie upierali się, że jeśli palnął coś głupiego, to wyłącznie dlatego, że tak sobie zaplanował.

Mourinho myli się jednak, gdy obśmiewa tezę o „syndromie trzeciego sezonu”. Fakt, w Porto czy w Interze przepracował ledwie dwa, a odchodził w glorii wszechzwycięzcy. Ale wystarczy hipotezę nieco zmodyfikować, by była nie do obalenia – to trener, który po dwóch latach albo zmienia otoczenie, albo traci swój urok. I właśnie dostaliśmy najtwardsze dowody na jej słuszność, bo od samego Mourinho wiemy, że w Londynie po raz pierwszy w życiu pragnął zostać na dłużej i zbudować coś trwałego.

Jeśli zostanie wylany, pozostawi w szatni piłkarzy skonanych. I nieważne, czy zadziałał jak wampir wysysający z podwładnych energię psychiczną (u niego zawsze grasz pod wysokim napięciem), czy wycieńczył ich fizycznie (w minionym sezonie eksploatował podstawowych graczy bardziej niż ktokolwiek w europejskiej czołówce). Choć zostaniemy wkrótce zasypani analizami i teoriami, to prawdy nigdy nie poznamy, pełne intelektualne zapanowanie nad alchemią drużyny piłkarskiej przekracza możliwości naszych mózgów. Ja po wyrównującym golu Coutinho pomyślałem, że nie doceniamy wpływu na wyniki Chelsea kontuzji Thibauta Courtoisa – jego macki mogłyby sięgnąć piłki, i wcale nie chodzi o to, że Asmir Begović popełnił błąd, strzał był znakomity. To wszystko nie do sprawdzenia, pewne jest tylko to, że jeśli Mourinho straci robotę, to po jego odejściu podwładni ZNÓW, jak w Madrycie, nie wpadną rozpacz. Jego – mającego niegdyś reputację guru rozkochującego w sobie zawodników na zabój.

Bloguję na szybko w tonie pożegnalnym, bo nie wierzę, by Roman Abramowicz dłużej znosił udrękę piłkarzy i swoją, zresztą odkąd przyleciał na Stamford Bridge, uczynił stołek trenera Chelsea wyjątkowo chybotliwym. Gdyby jednak pożałował 30 mln funtów odszkodowania, które musiałby wypłacić zwalnianemu przedwcześnie trenerowi, losy ocalałego Mourinho śledziłbym zafascynowany bardziej niż kiedykolwiek w jego karierze. I stale odświeżał wspomnienie, że nie byłoby niesamowitej historii Alexa Fergusona w Manchesterze United bez decyzji właścicieli klubu wprost absurdalnej – by dać mu kolejną szansę, choć po kilku latach pracy drużyna wisiała tuż nad strefą spadkową.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s