Juventus, czyli nietykalni

Juventus Turyn

 

Tak pancerna defensywa jeszcze się w tym sezonie na Roberta Lewandowskiego nie zasadzała. W 1/8 finału Ligi Mistrzów Bayern zagra w Turynie z finalistą poprzedniej edycji.

Reprezentant Polski wzbił się już na pułap nałogowego kolekcjonera rekordów. Niemal co mecz słyszy o kolejnej barierze, którą pokonał, po golu strzelonym w miniony weekend Darmstadt jego ofiarą padły już wszystkie drużyny rywalizujące w Bundeslidze. A średnia 0,62 bramki zdobywanej na mecz jest trzecią najwyższą w historii rozgrywek, monachijski napastnik ustępuje tylko Lotharowi Emmerichowi (0,63) i mitycznemu Gerdowi Müllerowi.

W Lidze Mistrzów strzela w podobnym tempie. Przeciętna 0,65 gola na spotkanie oznacza, że wśród aktywnych piłkarzy regularnością przewyższają go wyłącznie Cristiano Ronaldo (0,73) oraz Leo Messi (0,78).

Ale naprzeciw tak szczelnej obrony jak turyńska jeszcze w barwach Bayernu nie stanął. Także dlatego, że trwa epoka futbolu ultraofensywnego, w której najwybitniejsi snajperzy pokonują bramkarzy z łatwością niespotykaną od dekad – cztery edycje LM najbardziej obfitujące w bramki to cztery edycje najnowsze. Sztuką defensywną imponują ostatnio jedynie Atlético Madryt (finalista z 2014 r.) oraz właśnie Juventus (finalista z 2015 r.).

Jeśli analizować cały trwający sezon, to turyńczycy tracą gole ciut częściej niż Bayern, Atlético i pozbawione we Francji realnej konkurencji Paris Saint-Germain. Oni jednak długo odzyskiwali równowagę po letniej rejteradzie kilku kluczowych postaci (m.in. Andrea Pirlo, Carlos Tévez, Arturo Vidal). A gdy ją wreszcie odzyskali, zamknęli swoje pole karne na cztery spusty. Przez 990 minut grania w 2016 r. stracili ledwie jednego gola. Ba, bramkarz Gianluigi Buffon musiał bronić ledwie 1,44 celnego strzału na mecz, i to strzału zazwyczaj rozpaczliwego, wyrażającego głównie frustrację sparaliżowanego rywala. Nawet rozszalały lider klasyfikacji strzelców Gonzalo Higuaín został właściwie odsunięty od gry – wygrany 1:0 hit z Napoli był popisem kunsztu defensywnego z obu stron – i zdołał uderzyć tylko raz. Kopnął słabo, spudłował.

Juventus stał się wręcz nietykalny, ponieważ ma perfekcyjnie zorganizowaną grę obronną całej jedenastki. Zorganizowaną i agresywną, wśród drużyn z czołowych pozycji w najlepszych ligach europejskich wyjątkowo często fauluje i zbiera wyjątkowo dużo kartek (60 żółtych przy 27 Bayernu). Ale też turyńskiego pola karnego chronią defensorzy doświadczeni i zżyci ze sobą (czytaj: zgrani) jak nigdzie indziej w Lidze Mistrzów. Giorgio Chiellini (32 lata, w Juve od 2005 r.), Leonardo Bonucci (29 lat, w klubie od 2010 r.) i Andrea Barzagli (35 lat, w klubie od 2011 r.) czasem tworzą tercet, a czasem – zazwyczaj w razie kontuzji jednego z nich – duet stoperów, jednak na ich skuteczność zasadniczo to nie wpływa. Trener Massimiliano Allegri chętnie zmienia ustawienie (3-5-2 albo 4-4-2), a podwładni poruszają się swobodnie w obu, zresztą ćwiczą się w tej elastyczności od lat.

Teraz leczy się Chiellini (do wczoraj trwała walka, by zagrał) i to jest wiadomość dla Lewandowskiego dobra – on w tym gronie jest najtwardszy, najsilniejszy, najbardziej skory do prowokowania i chuliganienia. Ale o fundamentalnej różnicy nie ma mowy. Turyńczycy od tygodni bronią bez niego, Bonucci i Barzagli to również 190-centymetrowe drągale, obaj też chętnie wchodzą w zwarcia, świetnie grają głową. I doskonale współpracują – wspomniana trójka i Buffon stanowią zaporę żywcem przeniesioną z reprezentacji Włoch, razem rozegrali dla kraju 343 mecze. A włoski bramkarz, choć interweniować musi rzadko, to nadal poraża refleksem. W szlagierze z Napoli obronił strzał z trzech metrów – oczywiście jedyny tamtego wieczoru – w takim stylu, jakby chciał dać materialny dowód dla diagnoz lekarzy utrzymujących, że jego eksplozywne 38-letnie mięśnie wciąż reagują jak w ciele 25-latka. I dla diagnoz neurochirurgów, wedle których komórki centralnego układu nerwowego umierają u Buffona wolniej niż u pospolitych rówieśników.

Zderzy się zatem Lewandowski z defensywą, z jaką w LM chyba się jeszcze nie zetknął. Nienaruszalną zwłaszcza na własnym stadionie, jesienią turyńczycy nie stracili u siebie gola, Manchesterowi City pozwalając oddać jeden celny strzał, Sevilli – dwa, Borussii Mönchengladbach – żadnego. Tym razem też będą manewrowali w skupieniu i z najwyższą ostrożnością, bo wiedzie ich przeświadczenie, że wylosowali przeciwnika niemal niezwyciężonego. Chóralnie sławią i Polaka (Álvaro Morata mówi, że to jego ulubiony współczesny napastnik), i Bayern, twierdząc, że do awansu do ćwierćfinału będą potrzebowali cudu. A trener Allegri zapowiedział rodakom, że Lewandowskiego potraktuje jak Higuaína, czyli zleci swoim ludziom takie poruszanie po boisku, by zredukować liczbę kontaktów supersnajpera z piłką do minimum.

Włosi przystępują do meczu z pokorą i świadomością olbrzymiej siły rywala, nastawiają się na cierpienie. A właśnie w takich okolicznościach są najgroźniejsi.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s