Błogi spokój reprezentacji Polski

Polska – Serbia 1:0. Dla kibiców to był sparing do zapomnienia, dla reprezentacji niemal bezszmerowy, jakby zaprojektowany specjalnie po to, by wprowadzić do drużyny nowego piłkarza. Piłkarza znikąd.

Metodę eksperymentatora Adama Nawałki już znamy, zademonstrował ją w jesiennym meczu towarzyskim z Islandią. Wypuszcza na boisko podstawowy skład, do którego dosztukowuje jednego nowicjusza. Wówczas był nim Piotr Zieliński, rozgrywający próbujący po latach wegetacji w rezerwach ożyć we włoskim Empoli. A dzisiaj do laboratorium wszedł Bartosz Salamon, obrońca próbujący wrócić między żywych we włoskim Cagliari.

Niespotykane było co innego. Oto polski selekcjoner, w przeciwieństwie do wszystkich poprzedników z XXI wieku dobierający piłkarzy zasadniczo z renomowanych klubów, postanowił wszczepić do reprezentacji regularnego drugoligowca. Wprawdzie prężącego się na szczycie tabeli Serie B, ale jednak drugoligowca.

I Salamon stanął naprzeciw najpoważniejszych chyba rywali w karierze. Przynajmniej teoretycznie. On stanowi przypadek bardzo specyficzny – prędko wykryto u niego talent (we wspaniale wychowującej młodzież Brescii), potwierdzony potem transferem do Milanu, a jednak nigdy nie zdołał wyrwać się z drugoligowej otchłani. W Serie A potruchtał przez 76 minut (w barwach Sampdorii, przeciw prowincjonalnym Veronie i Catanii) i na tym kończy się jego cały (!) dorobek w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ba, w polskiej kadrze też zderzał się z wyłącznie napastnikami kompletnie anonimowymi – reprezentującymi San Marino, Mołdawia, Liechtenstein – bo już ze sparingu z Danią przed laty uszczknął ledwie siedem minut. A za miesiąc Salamon skończy 25 lat!

Nic dziwnego, że dzisiaj rozpoczął niepewnie, z nadgorliwością zestresowanego żółtodzioba. Pierwsza interwencja – faul na Filipie Kosticiu, po źle wymierzonym wślizgu tuż przy polu karnym, dała rywalom rzut wolny, po którym niewiele dzieliło ich od gola. Druga interwencja również była faulem, tym razem popełnionym w pojedynku główkowym. Z czasem Salamon się uspokoił, poprawnie ustawiał i nawet z wyczuciem przecinał niebezpieczne serbskie podania, ale generalnie widzieliśmy, że znów nie nastaje na niego nikt zdolny przetestować go na poziomie mistrzostw Europy. Widzieliśmy natomiast, że wszystkie długie podania do atakujących – początkowo próbował ich regularnie, w Cagliari to wręcz jego nawyk – wykonuje niedokładnie, czasami wręcz rażąco niedokładnie.

Powinniśmy więc sklasyfikować występ Salamona jako dostateczny, nawet z plusem, zwłaszcza że Polacy wreszcie nie stracili gola, co nie zdarzyło im się od sparingu z Grecją sprzed dziewięciu miesięcy (a zanim piłka uderzyła wczoraj w poprzeczkę bramki chronionej przez Wojciecha Szczęsnego, nasz nowicjusz opuścił boisko). Ale musielibyśmy recenzję uzupełnić istotnym zastrzeżeniem. Otóż Serbowie nie zrobili prawie nic, by wieczór w Poznaniu rzeczywiście uczynić wyzwaniem dla wyrośniętego żółtodzioba wymagającym.

Wypada zatem wyrazić raczej nadzieję – a może: prognozować – że Polacy zamierzają podczas mistrzostw kontynentu polegać przede wszystkim na potędze ataku.

Jeśli sądzić bowiem po podstawowym składzie z wczoraj, Nawałka wypuści na Euro 2016 torpedę. Dwóch napastników, w środku pola rozgrywający z wizją obok jedynego defensywnego pomocnika, byli skrzydłowi na obu stronach obrony – to pomysł na drużynę wybitnie ofensywną, niewykluczone, że jedną z najbardziej zorientowanych na atak wśród wszystkich uczestników turnieju. Eliminacje to zapowiadały, tam Polacy urządzili sobie kanonadę intensywniejszą niż ktokolwiek inny na kontynencie.

Intensywnie strzelali też w jesiennych sparingach (siedem goli wbitych Islandii i Czech), więc wszystko układało się aż nazbyt idealnie. I nawet prezes PZPN zaczął wręcz powtarzać – żartobliwie, ale jednak uporczywie – że reprezentacji przydałaby się wpadka. Dla higieny, pobudzenia, jeszcze wyższej mobilizacji.

„Życzenie” Zbigniewa Bońka się nie spełniło. Nie dość, że poznański wieczór przebiegał nadzwyczaj spokojnie, niemal bezwydarzeniowo, to jeszcze reprezentacja wydłużyła imponującą serię. Z 16 ostatnich meczów przegrała ledwie jeden, z mistrzami świata Niemcami. I jeśli seria potrwa do czerwca, to na Euro piłkarze polecą nie tylko entuzjastycznie pożegnani przez rodaków, ale także coraz hojniej chwaleni przez komentatorów z innych krajów.

I przed inauguracyjnym meczem z Irlandią Płn. będą musieli zmierzyć się z rolą faworytów. Zdecydowanych faworytów. Bo w Nicei Salamon, na razie z perspektywy europejskiej piłkarz znikąd, zobaczy w drużynie przeciwników cały tłum drugoligowców.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s