Od selfie z Buffonem do potęgi ekstraklasy

Euro 2016. statystyki

Zakończyła się druga tura meczów Euro 2016, więc wypada podsumować. Zwłaszcza że kilka liczb rzuca się w oczy.

1 – tyle reprezentacji już odpadło. A ponieważ wszystko przebiega tu inaczej niż zwykle, totalnie przerżnęli mistrzostwa nie Polacy, lecz akurat Ukraina, czyli ich ostatni grupowy rywal. Zagrają nasi we wtorek z ludźmi studziennie zdołowanymi, najsłabszymi na turnieju, z trenerem czekającym na nieuniknione ścięcie.

4 – tylu uczestników Euro nie straciło gola. W kolejności alfabetycznej: Hiszpania, Niemcy, POLSKA, Włochy. Doborowe towarzystwo, ładnie by wyglądało w półfinale.

4 – tylu dziennikarzy zdołało sobie strzelić selfie z Gianluigim Buffonem po zwycięstwie Włochów nad Belgią. Wyglądali na spełnionych, a sukces osiągnęli w tzw. strefie mieszanej na stadionie w Lyonie, czyli tam, gdzie reporterzy mają pracować i kibicowskie zachowania są zabronione. Obsługa UEFA reagowała jednak niemrawo i dopiero po fakcie.

18 – taki odsetek akcji ofensywnych (najniższy na turnieju) nasi piłkarze przeprowadzają środkiem boiska. Można krzyknąć, że prą ku maksymalnemu wykorzystaniu atutów na skrzydłach. Ale sensowniej brzmi refleksja, że najbardziej ograniczonym członkiem podstawowego składu jest Krzysztof Mączyński.

20 – tyle razy faulowali Polacy. Rzadziej łamali przepisy jedynie Belgowie, co uzmysławia, jak odpowiedzialnie grali nasi piłkarze, których okoliczności powinny teoretycznie skłaniać do agresywniejszych interwencji. Północni Irlandczycy lubią prowokować do awantur, a Niemcy… Wiadomo, mistrzowie świata, trudno im się przeciwstawiać w krawatach i z przepraszającym wyrazem twarzy.

99,8 – tyle procent wynosi prawdopodobieństwo zajścia jednego z bezliku scenariuszy, w których Polacy awansują do 1/8 finału (szacunki analityków Goldman Sachs). Przyzwyczailiśmy się, że zawsze cholernie trudno policzyć, co musi się stać, żeby nasi piłkarze jakimś cudem wygramolili się z grupy. A na Euro 2016 trudno wyliczyć, co musi się stać, żeby się nie wygramolili. Ewidentnie znaleźliśmy się po tamtej stronie lustra.

102 – tyle razy długie podanie wykonywali Polacy (dane WhoScored.com). Rzadziej do dalekich przerzutów odwoływali się wyłącznie Hiszpanie, wirtuozi plątaniny mikropodań, którzy szybującą w powietrzu piłką się brzydzą, widząc w niej synonim futbolowej szpetoty. Niekoniecznie mają rację, ale ten statystyczny okruch również sugeruje, że podwładni Adama Nawałki stawiają na futbol dokładny, świadczący o tzw. wysokiej kulturze gry.

309 – tyle minut bez straty gola na Euro 2016 wytrwali obrońcy z Legii Warszawa, Lecha Poznań i Wisły Kraków. Artur Jędrzejczyk z Michałem Pazdanem nie dopuścili do bramki północnych Irlandczyków oraz Niemców, natomiast Tamas Kádár z Richardem Guzmicsem skończyli z czystym kontem mecz Austrią, by dopiero dzisiaj nie dać rady zatrzymać Islandczyków (wykorzystali wątpliwy rzut karny, faulował piłkarz Lecha). A przecież obejrzeliśmy jeszcze gola legionisty Ondreja Dudy i wymuszające samobója dośrodkowanie legionisty Nemanji Nikolicia… Nie pamiętam mistrzowskiej imprezy reprezentacyjnej, na której ekstraklasa wyglądała tak dobrze.

690 – tyle minut gry na mistrzostwach Europy minęło od ostatniego gola straconego przez Hiszpanię. Faworyt.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s