Podróż w nieznane

Polscy piłkarze grają z rozbitą, wyeliminowaną już z mistrzostw Ukrainą. Teoretycznie wyzwanie najłatwiejsze pod słońcem. Teoretycznie.

Wrzało u nich w szatni już przed turniejem, teraz odpadli jako pierwsi i stanowią mocną kandydaturę na najgorszą drużynę Euro 2016, trener czeka na nieuniknione ścięcie. Ale to nie oznacza, że Ukraińcy ostatni mecz poddadzą. To oznacza, że są skrajnie nieprzywidywalni.

Już my, Polacy, wiemy o tym najlepiej. Na mundialu w 2002 r. zdemoralizowana reprezentacja Jerzego Engela – według deklaracji trenera mierząca w medal – wystartowała jeszcze marniej, po dwóch kolejkach miała zero punktów, zero goli strzelonych i sześć goli straconych. Na ostatni mecz, z liderem grupy, wyszła rezerwami. I pokonała USA 3:1.

Po piłkarzach już przegranych, z których opadło turniejowe napięcie, nigdy nie wiadomo, czego się spodziewać. Na kolejnym mundialu, gdy Polacy skutecznie walczyli „o honor” z Kostaryką, jedyne gole w reprezentacyjnej karierze strzelił Bartosz Bosacki, zaproszony na turniej w ostatniej chwili w trybie alarmowym (kontuzja). Aż dwa. I on, obrońca, jest jedynym Polakiem, który na mistrzostwach świata i Europy w XXI wieku zdobył więcej niż jedną bramkę.

Paradoks meczu z Ukrainą polega na tym, że przygotować się do niego w pewnym sensie trudniej niż do meczów z Irlandią Płn. i Niemcami. Nie wiadomo, kogo wypuści na boisko trener Mychajło Fomenko. Nie wiadomo, czy skoro wszystko już przepadło, to postawią na beztroską ofensywę, czy raczej poprzestaną na próbie uniknięcia jeszcze jednej katastrofy.

Ale nie tylko ze względu na szczególną sytuację przeciwnika reprezentacja Polski odbywa podróż w nieznane. Przecież wszystko, co się dzieje podczas Euro 2016, przeżywamy po raz pierwszy.

Selekcjoner Adam Nawałka, w przeciwieństwie do wszystkich współczesnych poprzedników, musi myśleć turniejowo. Kiedy awans do 1/8 finału został praktycznie zdobyty, pojawiły się dylematy, o jakich nam się nie śniło. Ryzykować i posłać na Ukraińców piłkarzy, których żółta kartka wykluczy z udziału w następnej rundzie? Oszczędzić innych, jeśli badania fizjologiczne wykażą u nich nieco zmęczenia? Okoliczności wymagają tu rozdzielania włosa na czworo, ponieważ wynik wtorkowego meczu jednak znaczenie ma.

Po pierwsze, ewentualne niepowodzenie zawsze grozi naruszeniem nabytej w poprzednich spotkaniach pewności siebie. Po drugie, ważniejsze, warto intensywnie zabiegać o pozycję lidera tabeli (Niemcom ustępujemy tylko różnicą bramek) – i dlatego, że turniejowa drabinka podstawi wówczas Polakom słabszego przeciwnika (który awansował do 1/8 finału z trzeciego miejsca), i dlatego, że jako wiceliderzy wpadną na Szwajcarów, którzy poodpoczywają przed następną rundą 48 godzin dłużej. W przypadku wygrania grupy może się zdarzyć, że nasza drużyna będzie miała przerwę tylko 24 godziny krótszą niż rywal lub wręcz zyska nad nim przewagę – jednej doby. To w nowoczesnym futbolu, rozstrzyganym przez detale, spore różnice. Zwłaszcza na Euro 2016, gdzie nadnaturalnie wysoki odsetek goli pada w ostatnich minutach walki, gdy piłkarze opadają z sił.

Kilku liderów swojej reprezentacji oszczędził w niedzielny wieczór francuski trener Didier Deschamps – ale on zarządza szatnią potwornie silnie obsadzoną, nie musi polegać na graczach absolutnie niezastąpionych, w typie Lewandowskiego, Krychowiaka czy Glika. Aż dziewięć lub wręcz dziesięć zmian w podstawowym składzie rozważa przed ostatnim grupowym meczem Włoch Antonio Conte – ale on już pozycji lidera nie straci, więc wynik nie ma dla niego literalnie żadnego znaczenia. Nawałka działa w bardziej skomplikowanej rzeczywistości. I być może dokona retuszu tylko tam, gdzie istnieje wspomniane zagrożenie dyskwalifikacją z 1/8 finału – Łukasza Piszczka zastąpi na prawej obronie Thiago Cionek, natomiast zmiennika dla Krzysztofa Mączyńskiego w środku pola odnajdzie w Piotrze Zielińskim (nie zagrał jeszcze na Euro ani minuty) lub Tomaszu Jodłowcu. A ponieważ żółte kartki zebrali już wszyscy kandydaci na lewą flankę, od Kamila Grosickiego przez Bartosza Kapustkę po Sławomira Peszkę, to Ukrainę powinien wyminąć ten pierwszy, najwyżej sklasyfikowany w hierarchii skrzydłowych.

Polacy na mistrzostwach zwracają na razie uwagę dojrzałością, rozwagą, cierpliwością. Wyglądają na drużynę, dla której kilkutygodniowy turniej to nie pierwszyzna, i na chłodno wykonują plany minimum. Z Irlandią Płn. chcieli za wszelką cenę wygrać, choćby niziutko i nieefektownie (udało się). Niemców chcieli przynajmniej zatrzymać (znów się udało). Na Ukrainie chcą przede wszystkim nie ponieść strat, zwycięstwo to cel maksimum – sukces cenny, lecz w ograniczonym stopniu wpływający na powodzenie całej misji.

Przynajmniej dla kibiców będzie to zatem najmniej stresujący wieczór podczas Euro 2016. Jednak piłkarze wciąż mogą zderzyć się z przeciwnikiem niesłychanie niebezpiecznym, w końcu Ukraińcy rekrutują kadrę spośród rutynowych bywalców Ligi Mistrzów i późnych rund Ligi Europejskiej, którzy w barwach Szachtara Donieck czy Dynama Kijów potrafili sprawić mnóstwo przykrości bogatym klubom zachodnim. I globalnie obyciem międzynarodowym Polaków wręcz przewyższają.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s