Nowa polska klasa

Pojawiła się w reprezentacji znienacka. Piłkarze Adama Nawałki są tak odmienni od poprzedników, że stale zadajemy sobie pytanie, czy aby nie przeskoczyli jednego etapu ewolucji.

Jeśli nowoczesny futbol utożsamimy z elastycznością, zdolnością do adaptacji do wytwarzanych przez najrozmaitszych przeciwników okoliczności, to reprezentacja Polski z lat 2014-2016 będzie wręcz w awangardzie.

Potrzebowała w eliminacjach Euro 2016 tłuc mnóstwo punktów, to była drapieżna w ofensywie i strzelała najwięcej goli na kontynencie. Chciała w fazie grupowej francuskiego turnieju dokładać punkcik do punkcika ostrożnie i metodycznie, to zmieniła swoje pole karne w fortecę, ściboląc zwycięstwa minimalne – i jej bramka pozostałaby zapewne nietykalna do dzisiaj, gdyby Xherdan Shaqiri nie zdobył się na strzał z woleja idealny, po akrobacji, która wychodzi raz w życiu. Postanowiła zaskoczyć Szwajcarów furiackim pressingiem, to omal ich w pierwszej połowie nie obrzuciła całym worem goli. Nawet do dogrywki podeszli Polacy tak, jakby była zwykłym dniem w biurze, a nie wyzwaniem, z którym nasza reprezentacja mierzyła się dotąd tylko podczas antycznego mundialu w roku 1938 (przygotowane zawczasu przed dogrywką karimaty do masażu przejdą do legendy).

A rzuty karne, których nie doświadczyła nigdy? Walili piłkarze z całej siły, ale nie na oślep, tylko Arkadiusz Milik dał bramkarzowi milisekundę złudzenia, że może mu się udać. Beznamiętni zawodowcy.

Ich odmienność zaczęła być jednak jeszcze bardziej uderzająca, gdy zaczęli mówić. Już świadomi, że awansowali do ćwierćfinału mistrzostw Europy. Że osiągnęli najlepszy polski wynik od co najmniej 30 lat.

Grzegorz Krychowiak wytłumaczył rozentuzjazmowanej dziennikarskiej ciżbie, że „niczego jeszcze nie osiągnęli”. Robert Lewandowski dodał, że „nie czas na euforię”, że przebywają „w swoim świecie, skupieni na konkretnej robocie”. Tylko Arkadiusz Milik zgodził się na „pięć minut radości”, ale zaraz zaznaczył, że na Euro 2016 trzeba „brać wszystko, co dają”.

Przywołuję cytaty tużpomeczowe, zarejestrowane wtedy, gdy piłkarze powinni być najbardziej spontaniczni, odurzeni sukcesem. Nie byli. I nazajutrz, gdy wrócili z Saint-Étienne do La Baule, nic się nie zmieniło. Łukasz Fabiański mówił nam, że u nikogo nie widział przesadnego zadowolenia z tego, co już było, i że nikomu nie przyszło do głowy, że dokonał historycznego wyczynu. Przyznawał tylko, że on i koledzy stoją przed szansą, by wreszcie do historii przejść.

To nie jest zlecona przez trenera Adama Nawałkę strategia narracyjna, piłkarze nie wygłaszają znanych z codziennej politycznej młócki, rozsyłanych przez szefa „przekazów dnia”. Oni naprawdę nie sądzą, że osiągnęli sukces.

I tym zaskakują podczas Euro chyba najbardziej. Kiedy się odezwą, stają się szczególnie „niepolscy” – jak powiedziałby kibic doświadczony, wymęczony przewlekłą klęskowością reprezentacji. Od wieczności przyzwyczajaliśmy się przecież, że celem tyleż nieosiągalnym, co wymarzonym, wręcz fetyszem, jest „wyjście z grupy”. Że fetujemy nawet udane eliminacje, w skrajnych przypadkach zasypując Stadion Narodowy tonami konfetti i odkorkowując szampany. Polski futbol kojarzył się z minimalizmem, przeciętnością, syndromem bojącego się poprosić o swoje petenta. Zresztą i teraz można było gdzieniegdzie – na szczęście daleko od reprezentacyjnej szatni – usłyszeć westchnienia, że lepiej byłoby trafić w fazie pucharowej na rywali z lepszą marką, bo wówczas publika przychylniej przyjmie ewentualne niepowodzenie. Klasyczne szukanie alibi na wypadek, gdyby się nie udało.

Ludzie Nawałki nie kombinują. Reprezentant Polski AD 2016 sprawia wrażenie, jakby przeskoczył jeden etap ewolucji, bo zazwyczaj dzieje się tak, że z kolejnymi sukcesikami musisz się oswoić, zanim pomyślisz o większych – a dla nas ćwierćfinał jest bezdyskusyjnie osiągnięciem. Piłkarze interpretują jednak sytuację kompletnie inaczej.

Portugalski supergwiazdor Cristiano Ronaldo, który spotka Polaków w ćwierćfinale, po remisie z Islandią szydził z rywali, którzy po ostatnim gwizdku wpadli w ekstazę. Oskarżał ich o „mentalność małego kraju”, ogłaszał, że nigdy niczego nie osiągną, skoro cieszą się, zanim cokolwiek wygrają. Nasi kadrowicze – biorąc pod uwagę przetrąconą psyche nadwiślańskiego futbolu – mogliby się zachowywać identycznie. Ale oni zachowują się, jakkolwiek nieprawdopodobnie i wiekopomnie to nie zabrzmi, jak piłkarze z wielkiego kraju. Jak faworyci. Po wyleczeniu kompleksu niższości wzbiliśmy się na pułap pewnych siebie profesjonalistów, którzy nie pukają, tylko wchodzą razem z drzwiami. Wzbiliśmy się natychmiast, bez etapu pośredniego. Zahukanych prowincjuszy wyparli wysoko wykwalifikowani specjaliści z metropolii.

W sporcie charakteryzują się oni tym, że nie odmierzają, czy na aktualnym poziomie rozgrywek osiągnęli wynik ciut lepszy od poprzedników, czy „spełnili oczekiwania”, czy ktokolwiek się do nich przyczepi. To statystyczne fakty bez znaczenia. Kiedy Bayern – a wraz z nim Lewandowski – przegrywa z Atlético w półfinale, to po prostu przegrywa Ligę Mistrzów. Piszczek w Borussii też walczy do ostatnich rund Bundesligi, niemieckiego pucharu, Ligi Europy. I Krychowiak – pierwszy Polak, który obronił (z Sevillą) europejskie trofeum.

Ten ostatni wyrasta być może na postać w drużynie czołową. Nieustraszony, żarłoczny zakapior, który w klubie strzeli gola w finale, a w reprezentacji załaduje z karnego gola dającego ćwierćfinał. Ponoć ma ambicje kapitańskie (czego głośno nigdy nie przyzna, hierarchię należy szanować), w Paris Saint-Germain ruszy zaraz po najcenniejsze tytuły. Tacy jak on zarażają swoim parciem na sukces innych. I niewykluczone, że to dzięki kilku liderom wszyscy kadrowicze spoglądają wyłącznie w przyszłość.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s