Skok Pazdana na Ronaldo

Kto by pomyślał, że przed ćwierćfinałem bliżej jedenastki gwiazd Euro będzie obrońca Legii, teoretycznie najsłabszy punkt reprezentacji Polski, niż Robert Lewandowski, teoretycznie jej punkt najsilniejszy.

Nieopodal paryskiej stacji metra Odeon, przy stoliku restauracji „Luisa Maria”, rozmawiałem o tęsknocie do piłki sprzed lat. Z bardzo nietypowym włoskim kibicem w dojrzałym wieku – nazajutrz po ćwierćfinale, w którym dzięki Italii przepadli broniący złota Hiszpanie – który opowiadał, że w patrzeniu na boiska zawsze pociągało go odkrywanie nowego. Nieznanych kultur, stylów gry, mentalności. Zawodników, o których nigdy nie słyszał i którzy znienacka zjawiali się, by powstrzymać gwiazdy. Wspominał, że kiedyś było o to łatwo, a dzisiaj ostały się już tylko mundiale, gdzie indziej zawsze grają ze sobą ci sami (nieprawda, ale nie polemizowałem). No i Euro w nowym wydaniu, zapraszające na turniej aż 24 kraje, na co się tyle narzeka.

Kiedy zapytał, skąd pochodzę, ożywił się i zdumiał mnie wyznaniem, że na Euro 2016 wpadł mu w oko Michał Pazdan. W odpowiedzi na moje zbaranienie rzucił, że owszem, rozpoznaje Polaków, bo stara się uważnie oglądać na mistrzostwach prawie wszystkie mecze, taki już ma zwyczaj. I wyjaśnił, że obrońca Legii to właśnie bohater z jego ulubionego gatunku. Nigdy nie słyszał nazwiska ani nie widział twarzy, ale ów anonim panoszy się na prestiżowym turnieju jak na swoim podwórku, broni bez tremy i z sensem, jest świetny (cholera, sądziłem, że przybysz z Italii odruchowo zawiesi oko raczej na Kamilu Gliku).

Pogawędka nie rozciągnęła się, niestety, w niekończącą się dyskusję, ale przygodny znajomy uzmysłowił mi, do jakiego stopnia Pazdan faktycznie jest przybyszem z peryferiów, z samego krańca piłki nożnej. Jak mój Włoch pierwszy raz w życiu ujrzał legijnego obrońcę, tak legijny obrońca pierwszy raz w życiu dotknął wybitnego napastnika.

Postanowiłem przejrzeć całą jego karierę, którą spędził – do Warszawy przeniósł się minionego lata – w Górniku Zabrze i Jagiellonii. Żeby znaleźć najznakomitszych przeciwników, jakich powstrzymywał. I ranking wyszedł mi jeszcze skromniejszy niż sądziłem – na szczycie musiałbym umieścić Macieja Żurawskiego (ale tego schyłkowego, po powrocie do Polski!) czy Danijela Ljuboję, czyli snajperów ponadprzeciętnych głównie w perspektywie lokalnej. W nielicznych występach w europejskich pucharach Pazdan też spotykał przeciwników prowincjonalnych (dopiero w październiku przez kwadrans siłował się z Gonzalo Higuainem z Napoli), a w reprezentacji – choć powoływał go już za młodu Leo Beenhakker – grywał tylko w sparingach do zapomnienia. Nic dziwnego, że stale podkreśla, jak wiele znaczyło dla jego rozwoju wspólne trenowanie z Robertem Lewandowskim.

Aż awansował do kadry Nawałki. I znienacka zaczął błyskawicznie unosić się coraz wyżej i wyżej, operacja Euro 2016 była jak eksplozja – najpierw kilka tygodni ćwiczebnych zmagań ze wspomnianym napastnikiem Bayernu, potem starcie (już na poważnie) z Thomasem Müllerem, a dzisiaj zderzenie z Cristiano Ronaldo. Gracz kompletnie zielony na arenie międzynarodowej z dnia na dzień wskoczył na sam szczyt, bezpośrednio po gimnazjum wylądował na Oxfordzie. I jeśli zda również ćwierćfinałowy egzamin, zostanie bohaterem najbardziej niesamowitego awansu w reprezentacji Polski, jaki pamiętam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s