Portugalska martwa cisza, wystrzał Ronaldo

Do finału nie tyle awansowała, ile go wyściboliła. Walijski mur zburzyła dzięki wyskokowi Cristano Ronaldo, który przy okazji ostatecznie rozstrzygnął tegoroczny plebiscyt Złota Piłka.

Jego wyskok był jak eksplozja po blisko godzinie martwej ciszy. Ronaldo ramiona wyniósł wyżej, niż broniący rywale trzymali głowy. Znów przypomniał, że jest atletycznym monstrum. Gola wbił głową, kilka chwil później dołożył asystę. 2:0. Półfinał był rozstrzygnięty, Portugalczycy zabijanie gry opanowali do mistrzostwa.

Wcześniej cierpieliśmy w martwej ciszy, bo celnych strzałów nie było wcale. O ile Walijczycy próbowali czasami nacisnąć spust, o tyle Portugalczycy w pocie czoła utrwalali reputację bezwzględnych dla bezstronnego kibica nudziarzy. Trener Fernando Santos notorycznie odpowiada podczas Euro na pytanie, dlaczego jego piłkarze kopią aż tak brzydko.

Oni przed półfinałem nie wygrali ani jednego meczu w podstawowym czasie gry. W całym turnieju byli na prowadzeniu przez niewiele ponad 19 minut, w inauguracyjnym spotkaniu z Islandią. Spłodzili rozciągniętego o dogrywki potwornego gniota z Chorwacją w 1/8 finału. Mieli w składzie wybitnego goleadora, a jednak pozwalali sobie na takie bezhołowie w ofensywie, że całymi godzinami nie był w stanie oddać sensownego strzału. A teraz ocalił ich dopiero rzut rożny.

Tak, Portugalia wydłubała finał kozikiem. Wydłubała kosztem widzów, którym z niemal każdym meczem przybywa powodów do stęknięć, że uczestnicy Euro 2016 poziomem gry – i nastawieniem, lękiem przed podjęciem minimalnego ryzyka – urągają prestiżowi imprezy.

Walii wybaczylibyśmy więcej. To absolutna debiutantka na jakichkolwiek mistrzostwach, pełna niskoligowców, skromna. I wcześniej podarowała trochę ładnego futbolu, skrywając swoje ograniczenia za organizacją gry. Dlatego lider Gareth Bale wpływał na wyniki bardziej niż portugalski lider Ronaldo. Dlatego Aaron Ramsey, zanim przed półfinałem został zdyskwalifikowany, wyglądał w reprezentacji lepiej niż w Arsenalu. Dlatego decydujące gole strzelał Hal Robson-Kanu, który tydzień temu był drugoligowcem, a obecnie jest już bezrobotnym.

Osiągnięcie faworytów półfinału też musimy docenić. Podczas Euro pasjami dyskutujemy przecież o rozmiarach, sławimy reprezentacje z państw niezbyt ludnych, które pomimo naturalnych ograniczeń potrafią zwyciężać. Jak 300-tysięczna Islandia (ćwierćfinałowy rekord mistrzostw Europy) czy trzymilionowa Walia (rekord półfinałowy). Tymczasem w szerszej perspektywie na bodaj jeszcze głębsze pokłony zasługuje Portugalia. 10-milionowa, czyli maleńka przy globalnych mocarstwach, które zawsze i wszędzie mierzą w medal. A ona też ma zapędy imperialne – jako jedyna na kontynencie od 1996 roku osiąga co najmniej ćwierćfinał Euro, zazwyczaj zdobywając medal. I jej piłkarze otwarcie deklarują, że interesuje ich tylko złoto – co również jest oznaką mocy, słabi milczą.

Wyściboliła finał Portugalia, wyścibolił rekord wszech czasów Ronaldo. Doścignął dzisiaj Michela Platiniego, który na mistrzostwach kontynentu strzelił w sumie najwięcej, bo dziewięć goli. Ale Francuz pluł ogniem ciągłym, cały dorobek zawdzięcza spektakularnemu popisowi na pojedynczym turnieju. Tymczasem Ronaldo ciułał bramki na Euro 2004, Euro 2008, Euro 2012 i Euro 2016. Rozsławiał Portugalię jako nastolatek, rozsławia ją po trzydziestce. I teraz zachował szansę na tytuł króla strzelców, liderowi klasyfikacji ustępuje jednym golem.

Bohater wieczoru w maju triumfował w Lidze Mistrzów, więc przeżywa najwspanialszy sezon w karierze. I zbliża się do osiągnięcia pełnej osobistej satysfakcji.

Wiadomo, że od lat toczy prywatny pojedynek z Leo Messim, wiadomo, że go przegrywa – i dlatego, że odebrał mniej Złotych Piłek (trzy, wobec pięciu rywala), i dlatego, że w Manchesterze United oraz Realu Madryt podnosił wyraźnie mniej trofeów niż Argentyńczyk w Barcelonie. Teraz jednak stoi przed niepowtarzalną być może szansą, żeby konkurenta przelicytować. Messi pozostaje bowiem niespełniony reprezentacyjnie, po niedawnym niepowodzeniu w finale Copa America sfrustrowany ogłosił nawet, że rzuca grę dla ojczyzny. A Ronaldo dzieli jeden mecz od reprezentacyjnego złota. I jeśli się do niego dokopie, rodakom pozostanie chyba tylko jeden dylemat. Jak go uhonorować. Pomnik i muzeum już ma.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s