Polski matrix znów działa

Spokojnie, w Kazachstanie to była tylko awaria – uspokajał nas w przededniu zgrupowania Adam Nawałka, ale dopiero teraz mieliśmy się przekonać, czy mówił prawdę, i to nie tylko dlatego, że po ewentualnym oddaniu punktów Danii jego piłkarze zaczęliby pikować w kierunku eliminacyjnej katastrofy.

Martwiliśmy się przez pierwszy kwadrans, który mógłby posłużyć za ilustrację tezy o wyższości piłki klubowej nad reprezentacyjną – oto wyczynowcy z czołowych lig europejskich w strojach narodowych rozgrywali mecz bezwydarzeniowy, wolny, wyzuty z jakiejkolwiek kreatywności. Ciszę rozerwał dopiero Kamil Grosicki, nasz nieoceniony turboskrzydłowy, którego rajdy rozkołysały i stadion, i duńską defensywę. I prędko okazało się, że Polacy powoli obejmują kontrolę nad meczem i odzyskują swoją tożsamość z Euro 2016. Tożsamość drużyny opanowanej, rozważnej, cierpliwej, pewnej siebie, unikającej niechlujstwa oraz wszelkich ruchów nieprzemyślanych.

Tego wszystkiego zabrakło przed miesiącem w Kazachstanie, gdzie Polacy dali się wciągnąć Kazachom w awanturę, choć w sytuacji byli wybitnie komfortowej, prowadzili wszak dwoma golami. Sobotni wieczór na Stadionie Narodowym długo pozwalał jednak wierzyć, że tamten mecz był błędem w matriksie, przypadkowym wybrykiem zawodowców, którym przytrafił się moment roztargnienia. Gdyby nie odosobnione indywidualne błędy Kamila Glika, do przerwy Duńczycy przesuwaliby tylko jałowo piłkę wokół wrogiego pola karnego.

Występ tego ostatniego to najbardziej przykre wspomnienie z tego wieczoru, i nie chodzi tu jedynie o samobójczego gola – takie nieszczęścia chodzą po obrońcach, przytrafić się mogą każdemu. O Glika chyba możemy być jednak spokojni, to wykidajło o ustabilizowanej formie, raczej nie będzie grzeszył notorycznie. Ważniejsze, że przyzwoicie wypadł jego partner Thiago Cionek, udowadniając, że wbrew powszechnym obawom, istnieje życie bez Michała Pazdana.

Takich obiecujących drobiazgów było więcej – widzieliśmy na przykład zachęcającą aktywność inicjującego akcje Piotra Zielińskiego, co zdaje się o tyle istotniejsze niż mordercza skuteczność Roberta Lewandowskiego oraz szaleństwa Grosickiego, że do nich przywykliśmy, niepokoiliśmy się natomiast, że reprezentacji brakuje głębi. Że Adam Nawałka dysponuje jedenastoma niezawodnymi, których otaczają gracze przydatni głównie na treningach, stąd lęk – niektórzy dodaliby: paniczny – selekcjonera przed dokonywaniem zmian. Nie, to nieprawda, drużyna zniosła na Narodowym i przeciętną dyspozycję Grzegorza Krychowiaka, i wypadnięcie z kadry meczowej uziemionego w Leicester Bartosza Kapustki. I to zniosła w zderzeniu z teoretycznie najgroźniejszym rywalem w grupie.

Owszem, trochę nerwów się najedliśmy, Polacy konsekwentnie utrwalają wizerunek drużyny, która świetnie zaczyna, a słabo kończy, można by nawet przekonywać, że problem narasta – podczas Euro 2016 oddawała prowadzenie jednobramkowe, w Astanie roztrwoniła dwubramkowe, tym razem spokoju nie zagwarantowało nawet trzybramkowe. I samobój Glika ewidentnie ją sparaliżował. Tamten pechowy epizod – powtórzę: nie będący skutkiem fundamentalnego problemu reprezentacji. Duńczycy na dobrą sprawę nigdy nie zbliżyli się jednak do remisu. Polski matrix znów działa.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s