Tęsknota za Milikiem

Napoli, Arkadiusz Milik

Kiedy rozbrzmiał gwizdek kończący bezbramkową mordęgę Napoli z Dynamem Kijów, publika na San Paolo – trybunach ognistych, potrafiących dać popalić rozczarowującym piłkarzom – skupiła się na komunikacie w pewnym sensie pozytywnym. Zaczęła skandować nazwisko Arkadiusza Milika. Na boisku w środowy wieczór nieobecnego, odbywającego rehabilitację po rekonstrukcji zerwanych więzadeł.

Latem witano polskiego napastnika z niepokojem, zawartym w pytaniu, czy podoła wyzwaniu zastąpienia w ataku Gonzalo Higuaina. Króla strzelców minionego sezonu włoskiej Serie A, pochłoniętą snajperską kanonadą o intensywności, jakiej w tych rozgrywkach nie widziano nigdy. A żegnano Polaka – na kilka miesięcy, kiedy padł z kontuzją – z jeszcze większym niepokojem. Bo Milik przybył, zobaczył, zwyciężył. Na stole chirurgicznym kładł się jako wicelider klasyfikacji strzelców i w lidze włoskiej, i w Lidze Mistrzów.

Od tamtej pory Napoli zmarniało wszędzie. W kraju z drużyny rzucającej wyzwanie panującemu Juventusowi zmalało do drużyny ledwie szóstej w tabeli, w Champions League – z drużyny mającej szansę awansować do 1/8 finału rekordowo szybko do drużyny zagrożonej odpadnięciem z rozgrywek.

A ludzie swój rozum mają i widzą, co się dzieje. Właśnie dotarli do momentu, w którym sezon można podzielić na pół – na dziewięć meczów z Polakiem i dziewięć meczów bez Polaka. Pierwsza połowa jesieni była pogodna, ozdobiło ją 20 goli wbitych przez Napoli. Druga była pochmurna, ba, zachmurzenie cały czas gęstnieje – dla Napoli padło tylko 12 goli.

Co i tak nie oddaje całej prawdy o doniosłości kopnięć Milika, który przecież, zanim zrobił sobie krzywdę, siadał niekiedy w rezerwie. Jeśli zmierzymy bowiem skuteczność drużyny w zależności od jego (nie)obecności, różnica jeszcze się powiększy. Oto Napoli z Polakiem na środku ataku zdobywało bramkę średnio co 30 minut. Bez niego zdobywa natomiast co 75 minut. Ile trzeba cię cenić, ten tylko się dowie, kto cię stracił.

Rzucam podstawowe dane, one czasami fałszują rzeczywistość. Cała drużyna mogła zdechnąć i nie sposób sprawdzić, czy akurat obecność Milika zapobiegłaby kryzysowi. Tyle że neapolitańczycy, już w inauguracyjnym sezonie trenera Maurizio Sarriego natchnieni ofensywnie, wcale nie zwolnili w obleganiu wrogich pól karnych. Przeciwnie, jeszcze wzmogli kanonadę. W pierwszych dziewięciu meczach oddali 142 strzały, w drugich dziewięciu – 158. Plan gry wciąż działa.

Funkcjonalność odebrała mu tylko utrata jednego elementu. Niezbędnego, żeby zgrabny scenariusz podsumowała zgrabna puenta. Ofensywne akcje należącego do Aurelio De Laurentiisa – zajmującego się również produkcją filmową – Napoli przypominają porządne kino, któremu ktoś obciął nadające sens całości zakończenie. Przy uziemionym Miliku brakuje napastnika, który ucieka obrońcom pół metra dalej, mądrzej dobiera właściwy moment na oddanie strzału, zręczniej ustawia stopę, precyzyjniej trafia w piłkę głową. Reaguje z zimną krwią.

Neapolitańczycy rozglądają się za klasowym zmiennikiem, być może zimą znów wydadzą miliony. Ale zanim go pozyskają, muszą minimalizować straty. Na przykład – przetrwać w LM. Pytali już, co Milik może zrobić dla nich, teraz pada pytanie, co oni mogą zrobić dla niego. By już razem spróbować zabawić się w Champions League wiosną.

W każdym razie w wielkiej piłce nie znajdziemy chyba dzisiaj napastnika, za którym kibice, koledzy i trener tęsknią bardziej niż Neapol tęskni za Milikiem.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s