Jak brykać w lidze angielskiej

Premier League, liga angielska, Pep Guardiola

Udzielający w poniedziałek pomeczowego wywiadu Pep Guardiola był rozdygotany, to nie tylko słychać, ale i widać, wytężcie wzrok, to dostrzeżecie, że cały układ nerwowy ma trener na wierzchu – ja oglądałem jego popis na odsuniętym daleko od twarzy iPadzie, a i tak kopnął mnie prąd, mrowienie czuję do teraz. Co ciekawe, Katalończyk rozmawiał po zwycięstwie, więc powinniśmy raczej poczuć jego oddech ulgi.

Nie poczuliśmy. Guardiola ewidentnie źle znosi powrót do średniej – sezon w lidze angielskiej rozpoczął aż nazbyt znakomicie, biorąc pod uwagę skalę rewolucji, jaką zamierza(ł) przeprowadzić w Manchesterze City. Pisałem wówczas, że w sąsiedzkim pojedynku z szefującym piłkarzom United José Mourinho portugalskiego rywala wręcz miażdży, i tak było, jednak po pewnym czasie role się odwróciły. Teraz to ta druga manchesterska drużyna wygląda lepiej, rzekłbym nawet, że zasługuje na jeszcze korzystniejsze wyniki niż uzyskiwane. A ekipa City, przedtem prująca przez ligę jak bolid, rzęzi.

Pomimo wynajęcia trenerskich gigantów i zainwestowania setek milionów euro obu klubom znów zatem bliżej do wyścigu o czwarte miejsce (jak wiosną) niż walki o mistrzostwo. Rozlegają się nawet szepty, że epoka Guardiola i Mourinho nieodwołalnie się skończyli, że nastaje czas Antonio Conte (lider, z Chelsea) oraz Jürgena Kloppa (wicelider, Liverpool).

W sezonach minionym oraz obecnym zachodzi jednak zbyt wiele – znacznie więcej niż dotychczas – szczególnych okoliczności, by udawać ciemniaka i redukować wszystko do kwestii trenerskich.

Mistrzem poprzedniej edycji rozgrywek – mistrzem z olbrzymią przewagą punktową! – zostało Leicester, które w przeciwieństwie do konkurentów ze szczytu tabeli nie występowało w europejskich pucharach; wypuściło na boisko najmniejszą liczbę piłkarzy w szeroko pojętej czołówce; aż siedmiu z nich rozegrało więcej niż 3 tys. ligowych minut (w Arsenalu i MU – trzech, w MC – jeden).

Liderem i wiceliderem obecnej edycji rozgrywek – lider znów ma olbrzymią przewagę – są natomiast odpowiednio Chelsea i Liverpool, które w przeciwieństwie do konkurentów ze szczytu tabeli nie występują w europejskich pucharach; wypuściły na boisko najmniejszą liczbę piłkarzy w szeroko pojętej czołówce (odpowiednio 19 oraz 21, przy 23 w obu Manchesterach oraz Arsenalu); też mają zdecydowanie najstabilniejszy podstawowy skład.

Kiedy porównujemy intensywność sezonu u różnych drużyn, zwracamy zazwyczaj uwagę na fizyczne zmęczenie i mentalne znużenie bardziej eksploatowanych piłkarzy. Słusznie, ale oni wówczas także mniej trenują. I nie ma znaczenia, czy przekopują się przez Ligę Mistrzów, czy Ligę Europy. Zawsze trzeba przestudiować przeciwnika, rozegrać mecz, a często także popodróżować, przenocować, poćwiczyć raczej dla zapoznania się z terenem niż poważnych zajęć taktycznych. Wytracić mnóstwo energii. A przecież piłkarze potrzebują tym więcej ćwiczeń, im bardziej nowy i obcy jest trener, który tworzy z nich drużynę na obraz i podobieństwo swoich marzeń.

W Chelsea mają komfort wprost niespotykany. Od 13 meczów – tyle trwa zwycięska passa – Antonio Conte nie dotknął ani bramki (Thibaut Courtois), ani trzyosobowej obrony (Cesar Azpilicueta, David Luiz, Gary Cahill), ani obu cofniętych skrzydeł (Victor Moses, Marcos Alonso). W 12 z nich w podstawowym składzie znaleźli się N’Golo Kanté, Eden Hazard i Diego Costa, a w 11 ­– Nemanja Matić oraz Pedro. Nienaruszalność wyselekcjonowanej grupy tylko niekiedy naruszali Willian i Cesc Fabregas, co czyni londyńską jedenastkę bodaj najstabilniejszą w poważnej europejskiej piłce. Takie rzeczy się już właściwie nie zdarzają.

Notorycznie wraca natomiast awantura wokół terminarza liga angielskiej, teraz włosy z głowy wyrywa sobie Arsené Wenger, utrzymując, że jego Arsenal należy na początku roku do szczególnie poszkodowanych, a Chelsea – szczególnie uprzywilejowanych. Ja tam się nie wypowiadam, zarobiony jestem, ale dzięki kilkunastu miesiącom ze zwycięstwami Leicester, Chelsea i Liverpoolu coraz częściej przychodzi mi na myśl, że analizy trenerskich manewrów analizami, a w Premier League najżwawiej brykają ci, którzy mają czas, by trenować.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s