Psychiatryk

AC Milan

– Niech opowiada, panie Rafale. Te zadrapania to pomeczowe?

– Tak, panie doktorze. W Bolonii graliśmy. Wymiotne zero zero było, wygrywaliśmy tylko w czerwonych kartkach. Wyraźnie, dwa do zera. Chciałem włożyć swój tępy łeb pod zimną wodę, ale Juraj Kucka, drągal taki, akurat przyjmował czerwoną, więc przez pomyłkę włożyłem do maszynki do mięsa. No i trochę się poturbowałem.

– Przecież widzieliśmy się w grudniu, wniebowzięty pan był, buzię miał pan jak leżący na plecach księżyc. Trochę się wtedy bałem, że to faza manii, że zaraz będzie ostry zjazd, a pan się upierał, że sytuacja opanowana.

– Bo była opanowana! Stuknęliśmy Juventus w Superpucharze!! Wicelider w lidze, właściwie to lider, no, może prawie lider, na Ligę Mistrzów pruliśmy jak nawiedzeni!!! A jakie boskie gole smarkateria tłukła, gadałem przecież o Locatellim!!!! Za Romagnolego chcieli Angole rozdawać pięćdziesiąt baniek!!!!! I Suso, szusował jak świr jakiś!!!!!!

– Niechże się pan uspokoi, wykrzykników zaraz zabraknie. Ja tam pamiętam, że jak już trochę pan u mnie poleżał, to zaczął tonować własne nastroje. Na brak kreatywności narzekał… Że porządnych ataków tyle co kot napłakał, że nikt tak rzadko nie strzela w czołówkach dużych lig, że tylko pot i krew … Skoro tak, to te wyniki ponad stan musiały się kiedyś skończyć…

– Panie doktorze, dobrze, ja już spokojnie, ale niech pan zrozumie, to nie tak, że wyniki się po prostu pogorszyły, nieee, my nagle wpadliśmy w jakieś głębokie dziursko w ziemi, i staczaliśmy się, staczaliśmy, gdyby dzisiaj nas jeszcze pogoniła Bologna, byłoby w plecy piąty raz z rzędu, tylko żałosna Pescara też ma pięć razy w plecy ostatnio, w ogóle nerwy jakieś takie skołatane od lat, dzisiaj te dwie czerwone to właściwie nic nowego, od połowy 2013 roku nazbieraliśmy już 31 czerwonych, czy pan doktor zdaje sobie sprawę, że to najwięcej we Włoszech, że to więcej niż ktokolwiek w Anglii i w Hiszpanii i Niemczach i Francji?!!!!!

– No i znów pan wykrzyknikuje, proszę podwinąć rękaw, to będzie tylko lekkie ukłucie… Dziękuję, gotowe. Co pan ma na myśli, mówiąc: „gdybyśmy dzisiaj pogoniła nas Bologna”?

– No bo ostatecznie nas nie pogoniła. Jak już leżałem po tej maszynce, charczałem i wydawało mi się, że gdzieś obok jest Bonera, tylko się schował – pan rozumie, jego już nie ma, ale miewam zwidy, że wciąż jest – no więc jak leżałem, to Pasalić załadował, ten najgorszy na boisku, tragiczny Pasalić, pierwszy raz w życiu widziałem, jak gramy w dziewięciu, ale strzelamy zwycięskiego gola, pierwszy raz w życiu, i to akurat teraz, gdy odstawiamy taką kaszanę… Pokręcony ten sezon, mówię panu, kompletnie porąbany, normalnie psychiatryk.

– A zastanawiał się pan kiedyś, dlaczego opowiadając mi o Milanie, powtarza pan w kółko „my”? „Graliśmy”, „przerżnęliśmy”, „okradli nas”… Często miewa pan wrażenie, że jest pana liczba mnoga?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s