Lukas, czyli Łukasz

Polska, Niemcy

W sparingu z Anglią pożegnał się z reprezentacją kraju. Lukas Podolski przemawiał do trybun w Dortmundzie po niemiecku – ewidentnie wzruszony – choć umiałby także po polsku, aż żałowałem, że nie dzieje się to wszystko w towarzyskim meczu mannschaftu zza naszej zachodniej granicy z drużyną Adama Nawałki. Mogłoby być jeszcze fajniej. Także z przyczyn pozapiłkarskich.

Bo klimat dla pielęgnowania dobrosąsiedzkich stosunków, jak wiadomo, jest akurat podły. Niemcy znów na nas nastają, o czym wytrwale informuje ostatnio mnóstwo ważnych – choć niekoniecznie poważnych – osób. Żeby Polskę pognębić, Szkopy trzymają pod buciorem całą Europę, więc na prasowych okładkach oglądamy ich kanclerz czającą się za swoimi podwładnymi w mundurach Wehrmachtu, ba, w uniform neonazistowskiego okupanta wpycha się nawet szczególnie nielubianego nadwiślańskiego polityka. Pogoda pod psem.

Podolski też się swego czasu nasłuchał. Pewien ultrapatriotycznie usposobiony polityk, należący do Ligi Polskich Rodzin, apelował do prezydenta o odebranie piłkarzowi – urodził się w Gliwicach, jako Łukasz – polskiego obywatelstwa. „Upokarza mnie sytuacja, w której nasi obywatele występują przeciwko własnemu krajowi” – tłumaczył były wiceminister edukacji (!) po meczu na Euro 2008, w którym Podolski wbił dwa gole Arturowi Borucowi. I jeszcze: „Miałem poczucie dużego dyskomfortu, że Polacy odgrywają w tych zawodach rolę najemników, walczących przeciwko swojej ojczyźnie, swojemu państwu w obcych barwach. Proszę pana prezydenta, żeby uporządkował tę sprawę, by ukrócił moje męki, żebym nie był poniżany taką sytuacją”.

Brakowało w tamtej perorze jedynie słowa „folksdojcz”.

Ja oczywiście nie czułem, by Podolski zdradził. Przeciwnie, cholernie lubiłem tego niemieckiego chłopaka – przepraszam za spoufalanie się, nie umiem inaczej – który po meczach rozmawiał z nami, dziennikarzami, po polsku. W ogóle w piłce nożnej lubię jej zdolność łączenia różnych światów, choć akurat rywalizacja drużyn narodowych, w przeciwieństwie do rywalizacji drużyn klubowych, sprzyja wyraźnemu wytyczaniu granic.

Podolski granice rozmazuje. Ucieleśnia rzeczywistość złożoną, kompromituje tępą propagandę opartą na opozycji „my kontra obcy”. Gada – godo – że jest Niemcem z polskim sercem, który najlepiej czuje się na Śląsku. I jest jednym z najfajniejszych przykładów bliskich związków polsko-niemieckich. („Poldi” – idealna ksywa, prawda?). Dla Fußballnationalmannschaft rozegrał aż 130 meczów – to trzeci wynik w historii. I strzelił 49 goli – to również trzeci wynik w historii.

Co ciekawe, w obu rankingach ustępuje m.in. Miroslavowi Klose. Co oznacza, że pośród czterech czołowych rekordzistów reprezentacji Niemiec dwaj są Polakami. Jeden urodził się w Gliwicach, drugi – w Opolu.

Ultrapatriotom rekomenduję narrację: tacy ci Niemcy słabi, że bez Polaków ani rusz.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s