Włochy. Ułamek piłkarza i 100 procent trenera

Liga włoska, Serie A, Juventus

W podstawowym składzie gospodarzy (czy może raczej „gospodarzy”) niedzielnych derbów Rzymu wystąpili ledwie dwaj Włosi, blisko 34-letni Daniele De Rossi oraz 22-letni Stephan El Shaarawy. A z rezerwy wtruchtał jeszcze na murawę 40-letni Francesco Totti – resztę meczowej kadry stanowili obcokrajowcy.

Lazio też reprezentował pojedynczy tubylec, 32-letni Marco Parolo.

Wieczorem trener rozdzielającego w tabeli oba rzymskie zespoły Napoli postawił, a jakże, na jednego rodzimego gracza – 25-letniego Lorenzo Insigne.

Wreszcie na punkt dla Juventusu zapracowali w piątek weterani chroniący bramkę – 39-letni Gianluigi Buffon, 33-letni Giorgio Chiellini i 30-letni Leonardo Bonucci, do których w ostatnich minutach dołączył 36-letni Andrea Barzagli.

Nie wybrałem tych drużyn na chybił trafił, podaję dane z kwartetu najsilniejszych w Serie A. Rachunek jest prosty: mamy tu 1,75 włoskiego zawodnika na podstawowy skład. Zawodnika o wysokiej średniej wieku (30,7), która jeszcze by wzrosła (32,3) przy uwzględnieniu wspomnianych rezerwowych.

Powtórzę: ci, którzy biją się o tytuł lub awans do Champions League, wpuszczają pojedynczych Włochów, i to Włochów wiekowych.

I choć za nimi w tabeli czają się dwa kluby bardziej zitalianizowane – rewelacyjna w tym sezonie, słynąca z wychowawczych zapędów Atalanta, oraz Milan – to w całych rozgrywkach od lat przybywa miejsc, gdzie wpuszczają niemal wyłącznie cudzoziemców.

Udinese nie wystawiło dzisiaj ani jednego Włocha. Jak zwykle zresztą. Co więcej, wśród 11 rezerwowych upchnęło kolejnych dziewięciu (!) obcokrajowców.

Fiorentina? Jeden swojak w podstawowym składzie. 30-letni Davide Astori.

Sampdoria? Trzy wyjątki: 36-letni Christian Puggioni, 34-letni Fabio Quagliarella, 26-letni Vasco Regini.

W Genoi to samo, oszczędzę już nazwisk – trzech podstarzałych ligowców.

Obserwuję ten trend od lat, a on wciąż się nasila. Najpierw kosmopolityzował się jedynie mediolański Inter (nieprzypadkowo pełna nazwa brzmi „Internazionale”), który w całości obcą ekipę wystawił w zwycięskim finale Ligi Mistrzów, potem wielokolorowych wysp zaczęło przybywać. Owszem, frunie eskadra rodzimych młodych, którzy na przyszłą chwałę Italii dojrzewają w każdej części boiska – bramkarz Donnarumma, obrońcy Romagnoli czy Caldara, pomocnicy Locatelli i Gagliardini, napastnik Belotti. Rzucam nazwiska spontanicznie, te, które najpierw wypadają mi z głowy, ale wszystkich raczej nie wystarczy na prostą zastępowalność pokoleń. Włoskie potęgi są najmniej włoskie w historii i prędko się to nie zmieni. Bardziej realne wydaje się, że obejrzymy mecz na szczycie Serie A z udziałem 22 cudzoziemców.

To być może najbardziej miarodajny objaw kryzysu. Kadrową wątłość reprezentacji kraju można przysłonić wybitnym selekcjonerem, w Italii dokonał tego Antonio Conte podczas ubiegłorocznego Euro – nie zawsze się jednak uda, Włosi na ostatnich mundialach nie umieją przetrwać fazy grupowej, czasem obrywając od Kostaryki (2014), a czasem zlatując w tabeli pod Paragwaj, Słowację i Nową Zelandię (2010). Kluby też zdołają obronić się przed zapaścią, o ile przeprowadzą mądre lub kosztowne transfery zagraniczne. Kiedy jednak lokalne kluby zaczynają za wszelką cenę unikać lokalnych piłkarzy, to znaczy, że trzeba zabrać się do wytężonej pracy.

Niemcom, Hiszpanii czy Francji to się nie przytrafia, tam źródła nie tylko nie wysychają, lecz biją coraz mocniej. Spośród nacji, które uważają się w futbolu za „wielkie”, na dotykającą obecnie Włochów przypadłość zapadła jedynie Anglia. Tam jednak stanowi ona zaledwie jeden z objawów problemu szerszego – głębokiej ignoracji, obejmującej m.in. również trenerów. Bo może nawet angielscy trenerzy z klasą istnieli, ale istnieli tak dawno, że nie wiadomo, czy to wszystko nie legenda.

Tymczasem włoska myśl szkoleniowa jak zawsze kwitnie. Wyniki z trwającego weekendu sugerują, że jej przedstawiciele zdobędą zaraz mistrzostwa czterech z sześciu czołowych lig europejskich (za kryterium przyjmuję aktualny ranking UEFA) – niemieckiej (Carlo Ancelotti, Bayern, sprawa już załatwiona), angielskiej (Antonio Conte, Chelsea), włoskiej (Massimiliano Allegri, Juventus) oraz rosyjskiej (Massimo Carrera, Spartak właśnie wygrał derby Moskwy).

Serie A zresztą jest tak kosmopolityczna w kwestii piłkarzy, jak hermetyczna w kwestii trenerów. Dopuszcza albo swoich, albo tak udomowionych, że nawet nie zauważyli, kiedy stali się swoimi – posiadający obce paszporty Zdenek Zeman, Sinisza Mihajlović, Paulo Sousa oraz Ivan Jurić spędzili tam całe życie lub kawał życia.

Pod tym względem liga włoska też jest unikatowa, wszyscy inni obce idee tolerują, ewentualnie chłoną. Brakuje na tej demograficznej mapie już tylko jednego elementu – triumfu Juventusu według maestro Allegriego w Lidze Mistrzów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s