Wariat oblatuje Ziemię

Zeznawałem już tutaj, że gdybym był zawodowym piłkarzem, to prawdopodobnie byłbym nielubianym przypadkiem piłkarza bezlitośnie nielojalnego. Skakałbym z kwiatka na kwiatek, z klubu do klubu, z ligi do ligi, z państwa do państwa, a może nawet z kontynentu na kontynent – coby się nazwiedzać, naoglądać, naupajać obcymi krainami. Tylko w tym kierunku, znaczy kierunkach, bym kombinował, odwieść od tego mogłyby mnie jedynie poważniejsze ambicje sportowe, ale o byciu Lewandowskim to ja, wybaczcie, nie fantazjuję.

Oczywiście skakałbym po kwiatkach, jeśli by mnie wszędzie w ogrodzie chcieli. Jak Sebastiana Abreu.

Pewnie niewielu wie, że dzisiaj startuje liga chilijska, więc uprzejmie donoszę, że owszem, startuje, a wraz z nią wraca na boisko wymieniony Urugwajczyk – mój rówieśnik z rocznika 1976, napastnik znany jako „El Loco”, czyli po naszemu „Wariat”. Jak przylgnęła doń ksywa, nie całkiem wiadomo, krąży na ten temat zatrzęsienie wersji. Mówi się o pokrywających jego skórę tatuażach (dzisiaj brzmi niewiarygodnie, wszyscy się malują, zlustrujcie makijaż na plecach Zlatana), młodzieńczym wdawaniu się w bójki z rywalami i kolegami z drużyny czy wchodzeniu na treningi (również w czasach juniorskich) krokiem zamaszyście tanecznym. Wyciąga się legendy rodzinne, jak ta o pięcioletnim brzdącu, który lubił bawić się pistoletem wujka. Wspomina się dawny epizod dziennikarski – Abreu, który uczył się na koszykarza (wyrósł na 193 cm), chodził jako reporter na mecze koszykówki, w których sam grał, o czym zapomniał poinformować w redakcji „El Serrano”, a potem swoje popisy entuzjastycznie relacjonował, cytował nawet własne wypowiedzi. Przywoływane są wreszcie oryginalne pomysły Urugwajczyka, jak przywiązanie do podobno pechowego numeru „13” na plecach czy zakładanie na mecz jednego buta białego i jednego czarnego – w ramach antyrasistowskiego happeningu. Wszelkie znane mi anegdoty brzmią ciekawie, ale nie czynią z bohatera regularnego wariata, lecz raczej narwanego, nazbyt spontanicznego nonkonformistę, zresztą koledzy z boiska nierzadko określali go nade wszystko jako osobnika ponadprzeciętnie inteligentnego.

U nas większość kibiców powinna go zapamiętać głównie z ćwierćfinałowego horroru na mundialu 2010, w którym Urugwaj zremisował z Ghaną 1:1. Do ostatniego rzutu karnego, rozstrzygającego o awansie do strefy medalowej, podszedł właśnie nasz bohater i wykończył rywal w wyrafinowany sposób:



Ale ja nie dlatego o nim. Ja o nim dlatego, że w barwach drużyny Audax Italiano – chilijskiego pierwszoligowca, właśnie rozpoczyna sezon – wpisuje się do Księgi Guinnessa. To jego 26. klub w karierze i dzięki podpisanemu niedawno kontraktowi wymazuje osiągnięcie dotychczasowego obieżyświata nad obieżyświatami, niemieckiego bramkarza Lutza Pfannenstiela.

Jego dorobek to 32 transfery (gdzieniegdzie wracał kilkakrotnie), 12 krajów, 4 kontynenty, a także: 424 gole strzelone we wszystkich rozgrywkach (Robertowi Lewandowskiemu brakuje jeszcze do tego wyniku 58), 26 bramek zdobytych w 70 meczach reprezentacji kraju, 9 tytułów mistrzowskich (w ligach argentyńskiej, brazylijskiej, urugwajskiej i salwadorskiej) i… jeszcze mógłbym rozciągać ten liczbowy łańcuch, ale mi się nie chce. W każdym razie 41-letni napastnik, którego wiecznie nosi, właśnie rozpoczyna kolejny sezon, a jego podróż w 32 kontrakty dookoła świata prezentuje się wszechkolorowo, intrygująco, imponująco. Bywało, że ten Monumentalny Niewierny w rok zahaczał się w trzech klubach, a zarazem nie brakuje miejsc, gdzie kibice go uwielbiają. Botafogo w sezonie, który nastąpił po odejściu Abreu, złożyło mu wyjątkowy hołd, projekt „drugiej” klubowej koszulki opierając na barwach reprezentacji Urugwaju.

I niemal wszędzie miał „El Loco” snajperską skuteczność świetną, ostatnio zachwycał wręcz rewelacyjną. Wysilcie wyobraźnię i zwiedzajcie, to niezwykły atlas:

Sebastian Abreu, kariera

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s