Nie-złota niemiecka formuła

 MŚ 2018. Niemcy

David Sumpter, autor rekomendowanej przeze mnie tutaj niedawno „Piłkomatyki”, szczegółowo objaśnia w książce skądinąd niezbyt rewolucyjną tezę, jakoby futbol był grą w sporej mierze losową. W ściśle określonych jednak warunkach: 1) kiedy dysproporcja sił nie jest gigantyczna, jak między San Marino i Polską czy Swornicą Czarnowąsy i Tottenhamem; 2) kiedy mówimy o pojedynczym w meczu. Z grubsza chodzi o to, że Niemcy mogą w każdym momencie przegrać z Koreą Południową, ale w tabeli ligowej – czyli sumującej setki wyników – raczej ją wyprzedzą. Dlatego rozgrywki pucharowe, organizowane wedle zasady „przegrywający odpada”, uchodzą za mniej miarodajne niż rozgrywki rządzone przez zasadę „każdy z każdym”. Nawet Zinedine Zidane zwierzył się, że nad triumf w europejskiej Champions League przedkłada triumf w krajowej La Liga.

Zatem dzisiejsza porażka obrońców tytułu z Koreą Południową mogła się, owszem, zdarzyć. Ale nic więcej, nie odpadnięcie z mundialu.

Owa losowość piłki nożnej broniła nas przed nieustannymi zwycięstwami Niemców. Nawet jeśli zdawaliśmy sobie, że znają się na niej najlepiej i są najmądrzejsi, to nie zawsze wygrywali wszystko. Złoto wzięli w roku 2014, natomiast w 2016, 2012, 2010, 2008 oraz 2006 musieli się zadowolić srebrem albo brązem.

Że są mędrcami od futbolu – taki zbiorowy mistrz Yoda przemnożony przez Umberto Eco do potęgi Archimedesa – wiedzieliśmy na pewno. Wiedzieliśmy nie tylko o ich arcywydajnym systemie szkolenia, ale również o wynalazkach, które inni tylko małpują albo usiłują zmałpować; o maniackim dążeniu do innowacji, wywracania wszystkiego do góry nogami, uporczywego zaprzeczania samym sobie, unieważnianiu własnych odkryć; o odwracaniu się plecami od światowego mainstreamu, o którym wielokrotnie już pisałem, z tyłu głowy mając niekiedy myśl, że z intelektualizowaniem przesadzają. Właśnie zilustrował niemiecką osobność i pionierskość Michał Trela – znawca tamtejszego futbolu wybitny, czytajcie, a zrozumiecie – u którego poczytacie, że z technologicznych sukcesów cywilizacji korzystają wszyscy, ale nie wszyscy w tym samym stopniu. Bo Niemcy, do ciężkiej cholery, jak zwykle über alles. I nawet mogą sobie bezczelnie zagrać wszystkim na nosie, ignorując przy powołaniach natchnionego Leroya Sane. Albo wstawiając między słupki Manuela Neuera, który schorowany pauzował cały sezon, choć mieli do dyspozycji doskonałego w Barcelonie Marca-André Ter Stegena.

Tym razem jednak stało się coś dalece większego niż losowość piłki nożnej, która ściąga na Niemców porażkę z Koreą Płd. Oni mogli przegrać z Koreą, to oczywiste, nic szczególnego. Mogli nie wygrać ze Szwecją, nic szczególnego. Mogli przegrać z Meksykiem, zdarza się.

Ale nie mieli prawa zawalić ogólnie i odpaść z mundialu o tej porze, wcześniej niż kiedykolwiek przed wojną i po wojnie. Jeśli zniknęli w fazie grupowej, to mamy informację najmilej pocieszającą w świecie – całym, nie tylko sportowym – w którym zawsze wygrywa ten, kto ma wygrać. Daleko nam do zaprogramowania futbolowego AlphaGo. Wciąż nie istnieje złota formuła gwarantująca cokolwiek. Nie istnieje nawet formuła najprostsza. Gwarantująca, że unikniesz kompromitacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s