Thor vs. Kapitan Ameryka

Magnus Carlsen - Fabiano Caruana, Carlsen - Caruana, szachy

Magnus Carlsen zaczyna dzisiaj grać o szachowe mistrzostwo świata w meczu z Fabiano Caruaną. W moim prywatnym rankingu to największe sportowe wydarzenie jesieni.

Tytułu broni Norweg – po raz trzeci, przed dwoma laty pokonał próbującego go obalić Siergieja Karjakina, co relacjonowałem w gazetowym tekście „Koniec wojny umysłów”. O kolejnej burzy dwóch potężnych mózgów też napisałem dzisiaj spory kawałek (polecam fragment o przesuwaniu łóżka), usiłując uzmysłowić również tym czytelnikom, którzy mają skromne pojęcie o królewskiej grze, że to rywalizacja wbrew pozorom potwornie dynamiczna, szarpiąca za emocje, daleka od stereotypowych wyobrażeń o chuderlawych okularnikach, którzy leniwie przesuwają figurki po szachownicy i patrzą na skaczącego po niej konika składającego się z samego łba. W każdym razie ja się jaram jak cholera. No i zaobserwowałem pod notką o polskich prawie złotych szachistach, którzy próbowali niedawno sensacyjnie zatriumfować na olimpiadzie, że wśród stałych bywalców bloga tłoczno od wielbicieli 64 pól, a wywiad z naszym młodym arcymistrzem, Janem Krzysztofem Dudą, cieszył się sporym zainteresowaniem na portalu.

Faworytem meczu w Londynie jest Carlsen, ale on ostatnio nieco podupadł i przydarzają mu się grube pomyłki, oczywiście jak na jego standardy – starsza siostra Ellen zaszokowała środowisko wywiadem, w którym oświadczyła, że choć brat czuje się równie mocny jak przed pięcioma laty, to nie gra równie dobrze, zatracił flow, ta świadomość go wykańcza, ewentualna utrata tytułu mistrza świata grozi przynajmniej czasowym zawieszeniem kariery. Sam Magnus też zresztą ze zdumiewającą otwartością opowiadał, jak bardzo boi się porażki. Zdumiewającą i dlatego, że wybitni szachiści bywają raczej w swej pewności aroganccy, i dlatego, że się przed rywalem obnaża, może nawet daje mu psychologiczną przewagę.

Natomiast Caruana osiągnął życiową formę – i rankingu dzieli ich różnica minimalna.

Za to pod każdym innym względem dzieli ich otchłanna przepaść. Choć Norweg jest ledwie 20 miesięcy starszy, to wieczność temu zyskał globalną sławę, od zawsze był skazany na wszechsukces, „Cosmopolitan” umieszczał go nawet w rankingu najseksowniejszych ludzi na świecie, tymczasem rozpoznawalność Amerykanina nie sięga poza szachowy mikrokosmos. Kiedy mierzyli się przed dwoma miesiącami, Carlsen jak zwykle rozdawał autografy i musiał wymijać transfery, a Caruana opuszczał halę nieniepokojony.

Rywale za sobą nie przepadają. Wymieniają najkrótsze możliwe w uściski dłoni, na czwartkowej konferencji unikali kontaktu wzrokowego. Trochę bardziej kibicuję chyba temu Caruanie, z egoistycznych pobudek. Gdyby zatriumfował, miałbym więcej frajdy z tworzenia jego sylwetki do gazety – o obrońcy tytułu napisano wszystko, sam wklawiaturowałem już trochę zdań na jego temat. Amerykanin włoskiego pochodzenia to natomiast, jako się rzekło, terytorium nieznane, postać dla przeciętnego czytelnika anonimowa.

A dla mnie intrygująca. Lubię np. opublikowane w „Timesie” zeznanie Dominica Lawsona, szefa angielskiej federacji szachowej, który podczas styczniowego turnieju w Gibraltarze podsłuchał, jak Caruana zwierza się indyjskiej szachistce Tanii Sachdev w te słowa: „Czerpię pewną sadystyczną przyjemność z oglądania, jak moim rywalom nie idzie. Zdecydowanie nie jestem szczęśliwy, kiedy im wychodzi. Lubię widzieć, jak przegrywają. Wiem, brzmi sadystycznie, ale nic na to nie poradzę”. Neurony i hormony trochę buzują, prawda?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s