Czego zazdrościmy Czechom

Czechy

Czwartkowi rywale reprezentacji Polski czują, że ich piłka nożna osunęła się ostatnio w studzienny kryzys, i cieszą się każdym udanym drobiazgiem. Ale i tak pod wieloma względami chcielibyśmy być jak oni.

Jeśli przejrzeć nazwiska, jakimi obsadzają reprezentację, powinniśmy spoglądać na nich z wyższością. Na sparing w Gdańsku trener Jaroslav Šilhavý powołał ledwie jednego napastnika, bo bogatego wyboru nie ma – rozważał nawet wzięcie Zdenka Ondráška z Wisły Kraków. Wyróżniony Patrick Schick, który błyszczał w Sampdorii, też zresztą przygasł po transferze do Romy.

To najbardziej rozpoznawalny obecnie czeski piłkarz. Otaczają go w najlepszym razie zatrudnieni w niemieckich czy angielskich klubach spoza europejskich pucharów, a opaskę kapitana zakłada Bořek Dočkal, który z chińskiego Henan Jianye został wypożyczony do amerykańskiego Philadelphia Union. Egzotyka, jakiej do reprezentacji Polski pomimo kłopotów już nie wpuszczamy. Czesi reagują więc jak my w mrocznej drugiej połowie lat 90., w której w mediach zauważaliśmy lub wręcz fetowaliśmy każdy pełen mecz rozegrany przez rodaka w porządnej zachodniej drużynie.

Wyniki reprezentacji też wyglądają marnie. Niedawno przyjęła pięć goli na wyjeździe od Rosji, nie awansowała na trzy ostatnie mundiale, w Lidze Narodów dwukrotnie uległa Ukrainie i wygrała na Słowacji.

Już kluby jednak dokonują bezapelacyjnie więcej od polskich. I działają sensowniej. Jeśli zanalizować całokształt twórczości, to nie mamy z Czechami szans – i to nie tylko pod względem czystego wyniku. Oni nie chorują na przesadne ambicje, nie przepłacają piłkarzy, nie krzyczą o futbolu jako narodowym sporcie, bo mają jeszcze hokej. A i tak kopią z generalnie lepszym skutkiem niż Polacy.

Kiedy latem 2012 roku Viktoria Pilzno rozprawiała się (7:0 w dwumeczu) z Ruchem Chorzów w eliminacjach Ligi Europy, stał za nią budżet na poziomie nizin nadwiślańskiej tzw. ekstraklasy, a cel osiągnęła nogami piłkarzy rodzimych i pochodzących z sąsiedniej Słowacji. Od tamtej pory pieniędzy przybyło – wraz ze zwycięstwami – jednak strategia się nie zmieniła. Właściciel klubu powtarza, że stać go na transfery za milion euro, ale do triumfu w rozgrywkach krajowych ich nie potrzebuje, a awansu do Ligi Mistrzów nie zagwarantują.

Do tej ostatniej znów się zresztą Viktoria dostała – po raz trzeci (!) w bieżącej dekadzie. A ponieważ w „gorszych” latach w tym okresie wpraszała się do LE (cztery razy!), ponieważ wiosną dopiero po dogrywce uległa lizbońskiemu Sportingowi w walce o ćwierćfinał, to jej losy przypominają sen na jawie prezesa polskiego klubu. I do wszystkiego doszła własnymi siłami, z perspektywy ekstraklasy struktura narodowościowa kadry szokuje – 20 Czechów, czterech Słowaków i jeden Nigeryjczyk (raczej rezerwowy), nad którymi czuwa Pavel Vrba, czyli rodzimy trener (jak wszyscy poprzedni z wyjątkiem epizodu ze Słowakiem Romanem Pivarnikiem). Jeszcze raz: właściciel Legii Warszawa, gdyby zechciał, mógłby przed kilkoma laty wykupić całą pilzneńską materię ożywioną, od menedżerów po psa ogrodnika. Ba, wydałby mniej niż przeznaczył na ludzi, którzy zawalają mu dwumecze z luksemburskim Dudelange czy Spartakiem Trnava.

Nasza efektownie opakowana, rozgrywana na nowoczesnych stadionach i bogatsza liga to na tle czeskiej kolosalny przerost formy nad treścią. W rankingu UEFA stoczyła się właśnie 25. miejsce (za rozgrywki z Kazachstanu), tymczasem Czesi trzymają się dzielnie na pozycji 17., a tej jesieni poza Viktorią Pilzno w LM dopingują jeszcze FN Jablonec (ostatnio dziewięciu Czechów w podstawowym składzie i Slavię Praga (ośmiu) w Lidze Europy. To wszystko w kraju ledwie 10-milionowym, w którym wciąż mówi się, że na piłkarza idzie ciamajda niezdolny do hokeja. Ta ostatnia dyscyplina jest tam w sensie ścisłym masową, kijem wymachiwał w dzieciństwie zarówno wspomniany Ondrášek z Wisły, jak i prawdopodobnie każdy inny czeski gracz zatrudniony w ekstraklasie. Choć wbrew stereotypowi u południowych sąsiadów ganianie za piłką dorównuje popularnością zasuwaniu za krążkiem, to dzięki potędze hokeja porażki futbolowe nie wywołują histerii. Czeski futbol jawi się jako królestwo zdrowego rozsądku, umiarkowania i efektywności.

Efektywności, która reprezentacji w bieżącej, czyli kryzysowej dekadzie daje ćwierćfinał mistrzostw kontynentu. W poprzedniej – półfinał. W jeszcze wcześniejszej, zamykającej poprzednie stulecie – finał. Chcielibyśmy tyle osiągnąć od upadku komuny.

Jedna myśl na temat “Czego zazdrościmy Czechom

  1. Cezary Kucharski(były menedżer i w dużej mierze autor kariery Roberta Lewandowskiego) stwierdził, że biorąc pod uwagę liczebność naszego kraju i historię piłki nożnej w Polsce, nasza liga powinna być na końcu pierwszej dziesiątki w Europie. Jak wie każda osoba na co dzień interesująca się piłką nożną tak nie jest.
    Nie dzieje się to tak dlatego, że wszyscy najlepsi polscy piłkarze grają zagranicą.
    Nie dzieje się tak dlatego, że nie ma pieniędzy w polskiej piłce nożnej. Jak na realia polskiego sportu w piłce nożnej pieniądze są ogromne. Budżet Legii Warszawa jest większy od większości polskich związków sportowych.
    Jednak zarządzanie klubami to jest porażka. Skoro w europejskich pucharach polskie kluby osiągają gorsze wyniki od czeskich(a dodajmy, że czeskimi idolami sportowymi są bardziej hokeiści NHL niż piłkarze)…Trudno się dziwić, że najbogatsi ludzie w naszym kraju(a jak już pojawi się zagraniczny inwestor, to jest hochsztaplerem- vide „książę” z Kambodży w Wiśle Kraków) nie garną się do inwestowania w piłkę nożną. Zamiast chodzić na stadion i słuchać bluzgów w wykonaniu Spejsonów, Wali i Wojtasów na swój temat wolą pójść na operę w reżyserii Mariusza Trelińskiego.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s