Mała pochwała Ligi Narodów

Liga Narodów, UEFA

Poprosiła mnie niedawno redakcja turyńskiego „Tuttosport”, żebym wytypował pięciu kandydatów – zhierarchizowanych – do nagrody Złoty Chłopiec (Golden Boy) przyznawanej rok w rok najlepszemu piłkarzowi do lat 21 grającemu w Europie. Na pozycji lidera umieściłem Matthijsa De Ligta (Kylian Mbappé jest spalony, wygrał poprzednią edycję), a na pozycji wicelidera – Jadona Sancho (nie przyjęli, bo wziąłem go spoza listy nominowanych…), i właśnie pokojarzyłem, że obaj reprezentują nacje, które w mijającym roku 2018 dokonały w rywalizacji międzypaństwowej bodaj najbardziej imponującego postępu.

19-letni obrońca, który kapitanuje Ajaxowi Amsterdam z miną tak pewną siebie, jakby zaznał setek meczów o wysoką stawkę, gra dla Holandii, czyli upadłej potęgi usiłującej wygramolić się z zapaści wręcz poniżającej. Nie wpuścili jej na Euro 2016, nie doczołgała się do mundialu, klękała nawet przed odwołującą się do kopaczy tzw. ekstraklasy Bułgarią. Aż wreszcie wypuściła eskadrę młodych, którzy znienacka rozprawili się z aktualnymi i poprzednimi mistrzami świata (2:0 z Francją, 3:0 z Niemcami). A fachowcy jęli rozprawiać, czy wspomniany Matthijs De Ligt, 21-letni Steven Bergwijn albo jego rówieśnik Frenkie De Jong przywrócą krajowi status futbolowego mocarstwa. Zwłaszcza ten ostatni to klejnot. Środkowy pomocnik o oryginalnym, brawurowym stylu gry, który nie zamierza wyrzekać się ryzykanckich odruchów, bo „ufa swojej intuicji” i nie chce być „piłkarzem jak tysiące innych”, więc nawet gdy kiwa głową, że zrozumiał trenera, to potem i tak działa na boisku po swojemu. Powrót pomarańczowej fantazji.

Jadon Sancho (rocznik 2000) czaruje jeszcze efektowniej, a reprezentuje kraj, który po dekadach borykania się z aspiracjami pociesznie rozbieżnymi z możliwościami z każdym miesiącem zdaje się bardziej skazany na kolorowe jutro. O juniorskich nawałnicy Anglików już pisałem, seniorom aż tak nie ufałem – w półfinale mundialu widziałem raczej splot sprzyjających okoliczności niż przełom mentalny, o którym śpiewały wyspiarskie media. Jesienią nastały jednak sensacyjne wygrane drużyna Garetha Southgate’a nad Hiszpanią oraz Chorwacją, urzekający wzlot wspomnianego Sancho, a także cała łańcuch większych i mniejszych drobiazgów sugerujących, że nadciąga pokolenie zupełnie nowe, inne niż wszystkie poprzednie. I że dojrzeje szybciej niż sądzimy. Trent-Alexander Arnold, Phil Foden, Raheem Sterling, Marcus Rashford i inni tworzą watahę młodych lub nieprzyzwoicie młodych zbyt liczną, by zakładać, że przepadną wszyscy. Tam ewidentnie rodzi się jakaś cywilizacja.

Skoku Holendrów i Anglików byśmy nie fetowali, gdyby nie Liga Narodów. To dzięki niej mogli oni wyrządzić realną krzywdę finalistom ostatniego mundialu (Francja, Chorwacja) i triumfatorom obu poprzednich z XXI wieku (Niemcy, Hiszpania), zatarasowując faworytom wstęp do miniturnieju rozgrywek bądź co bądź nietowarzyskich.

Nowy wynalazek UEFA przyjmowałem z rezerwą, nawet sceptycznie, broniąc na łamach „Gazety” sparingów – jako realizacji naszego prawa do nudy, do nicsieniedziania, do odpoczynku między kolejnymi intergalaktycznymi superekstrahipermegahitami. Kto jednak chce balować zawsze, Ligę Narodów musi błogosławić. Dotąd po imprezie mistrzowskiej zanurzaliśmy się w kwalifikacje do następnej imprezy mistrzowskiej, które potentaci leniwie odfajkowywali. Przykładowi Niemcy mogli się na starcie zagapić, jak podczas pamiętnego wieczoru na Narodowym we wrześniu 2014 roku, ale w ostatecznym rozrachunku nie miało to śladowego znaczenia, a częściej jednak wystukiwali komplet lub prawie komplet punktów. Żadnych emocji. Dopiero Liga Narodów pokojarzyła ze sobą rywali o zbliżonej sile, obarczając ich w dodatku wymiernymi celami – w każdej dywizji zwycięzcy grup gdzieś awansują, a przegrani grup gdzieś spadają, więc mecze bez stawki niemal zniknęły. Esencja wyczynowego sportu.

Jeszcze wyraźniej atrakcyjność zmiany widać na dołach. Przed laty dzieliłem się na blogu lub w „Gazecie” ideą (nie mogę znaleźć linka, jak znajdę, to wkleję) zorganizowania „małych” mistrzostw kontynentu, które pozwoliłyby pożyć piłkarzom z państewek skazanych na wieczne potępienie – jak byłeś Andorą, to usiłowałeś wymodlić coś znośniejszego niż 0:6, a jak spłodzili cię Luksemburczycy, to mierzyłeś najwyżej w przedostatnie miejsce w tabeli. Tortury, o jakich nie zamarzyłby najbardziej martyrologicznie zorientowany Polak. Aż tu nagle odświeżony system wciągnął notorycznych przegrywaczy w realną rywalizację. Taki Luksemburg, który zresztą niezależnie od regulaminowego wsparcia rozwinął się piłkarsko, do ostatniej kolejki marzył o awansie i generalnie ma za sobą rok z najładniejszym bilansem w historii. Do końca o wydostanie się z dywizji D do dywizji C walczyły też Armenia i Azerbejdżan. Ba, dwumeczową zwycięską serię fetował Gibraltar! Ten sam safandułowaty Gibraltar, który w eliminacjach Euro i MŚ hojnie rozdawał przyjemności, obrywając kolejno 0:7, 0:7, 0:3, 0:4, 1:6, 0:7, 0:4, 1:8, 0:4, 0:6, 1:4, 0:4, 0:6, 1:3, 0:5, 1:2, 0:9, 0:4, 0:6 i 0:4! Doprawdy, czystego tlenu dostarczyliśmy nieborakom, którzy dotąd w każdym meczu musieli czuć się jak w maskach gazowych. I w kaftanie bezpieczeństwa. Na niereformowalnych wyglądają tylko piłkarze San Marino, których absolutna niezdolność do wturlania komukolwiek choć ćwiartki gola to jeszcze większy obciach niż polskie wykopki.

Najwspanialszy triumf odniesie natomiast ktoś z kwartetu: Gruzja, Białoruś, Kosowo, Macedonia. Zwycięzcy grup Dywizji D, którzy w 2018 roku również czerpali z futbolu więcej frajdy i wygranych meczów niż kiedykolwiek wcześniej, rozegrają półfinały i finał o awans do Euro 2020 (o ile oczywiście nie przebiją się do nich przez regularne kwalifikacje). Znaczy już wiadomo, że wystąpi tam debiutant – prawdopodobnie zaniżający poziom rywalizacji, to jednak razi.

Nie wiem więc, czy plusy przesłaniają tutaj minusy, a już na pewno nie zawiwatuję na cześć UEFA, którą pcha wyłącznie chciwość. Zarazem nie mam jednak wątpliwości, że gdyby zmierzyć ilość emocji –  kibiców, piłkarzy, trenerów etc. – wywoływanych przez Europę z Ligą Narodów i Europę bez Ligi Narodów, to przeszłość nie miałaby z teraźniejszością szans. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s