Koniec futbolowych jaj

To się w bieżącym stuleciu jeszcze nie zdarzyło: liga angielska ma aż sześciu przedstawicieli w ćwierćfinałach rozgrywek pucharowych. Manchester City, Manchester United, Liverpool i Tottenham ganiają sobie wesoło po Lidze Mistrzów, a Chelsea z Arsenalem – po Lidze Europy.

Nie wiadomo, jak długo jeszcze pobrykają i czy aby oba trofea mimo wszystko nie pozostaną w rękach kolekcjonujących je Hiszpanów, ale trend rysuje się wyraźny, postęp wyspiarzy jest bezsporny. Od kilku sezonów rozpychają się coraz śmielej, powoli zagarniając dla siebie coraz więcej przestrzeni i podchodząc pod sam szczyt – od przegranego finału LE w 2016 r. przeszli do triumfu w tymże finale w 2017 r., by w 2018 r. zajrzeć już do finału LM. A jeszcze większe wrażenie od wyników wywołują stylem gry, zresztą rozpływałem się już na blogu nad twórczością zespołów projektowanych przez Pepa Guardiolę, Jürgena Kloppa oraz Mauricio Pochettino.

I jeśli cokolwiek w dokonaniach angielskich klubów dziwi, to to, że zwlekały ze wstaniem z kolan aż tak długo. Za ich sukcesem kryje się wszak banalne wyjaśnienie, czyli przewaga finansowa, którą utrzymują od ładnych paru lat, np. z wydatkami na transfery obu potentatów z Manchesteru konkurować może tylko należące do katarskiego rządu Paris Saint-Germain. A skoro plują setkami milionów przechodzącymi w miliardy, to muszą również wypluwać multum goli – futbol na najwyższym poziomie jest bliską ideału merytokracją, a nie polską spółką skarbu państwa, na szczyty hierarchii wciąga specjalistów najbardziej kompetentnych (piłkarzy, trenerów, dyrektorów, analityków etc.), a nie wujków żony syna, których nikt inny by nie zatrudnił. Dopóki wyspiarze będą zwiększać dominację finansową, dopóty będzie trwał drenaż najlepszych mózgów i ciał, czyli wyniki też powinny się poprawiać.

Dla mnie angielska rekonkwista w Europie ma szczególny wymiar, bo długo uważałem tamtejszą piłkę za opowiastkę wyjątkowo pocieszną. Zwłaszcza reprezentacja kraju niezmiennie wzbudzała rechot, klęskowość miała wypisaną na fladze jak kadra polska, tyle że przegrywaliśmy na różnych poziomach – my zawsze lecieliśmy na mistrzostwa po legendarne wyjście z grupy, oni zasadzali się na złoto. Też ponosili nieuniknioną klapę, a potem można się było chichrać do rozpuku z obrzędów żałobnych i monumentalnych analiz próbujących rozwikłać tajemnicę porażki, u nas to przebiega identycznie, ale jakoś mnie nie bawi. Krótko mówiąc, z Angoli zawsze ciągnąłem łacha, już kilkakrotnie przywoływałem tutaj swoją ulubioną statystykę, niezmiennie aktualną: otóż reprezentacja ojczyzny futbolu uzbierała mniej medali mundialu niż reprezentacja Polski, czyli narodu, który generalnie grać nie umie.

To też się może wkrótce zmienić, bo dla coraz ładniejszych popisów drużyn Premier League przyczynia się coraz więcej rodzimych piłkarzy. Niedawno wydawało się, że zagraniczni właściciele klubów będą zatrudniać wyłącznie zagranicznych trenerów, którzy będą zarządzać zagranicznymi graczami, tymczasem bohaterem sezonu w Manchesterze City jest Raheem Sterling (idealnie obunożny, uwielbiam takich), a obok niego rozwija się Phil Foden; w Liverpoolu rośnie Trent Alexander-Arnold; ofensywie Tottenhamu lideruje Harry Kane, wokół którego wiruje Dele Alli; dla Manchesteru United seryjnie strzela Marcus Rashford; Bayern chce podebrać Chelsea skrzydłowego Calluma Hudsona-Odoi; w Dortmundzie po nieoficjalny tytuł głównej rewelacji sezonu na kontynencie drybluje Jadon Sancho (gdybym był Realem Madryt, już bym go wyjmował i podrzucał Viniciusowi do pary, na przeciwległą flankę). Wyliczankę młodych zdolnych moglibyśmy ciągnąć, toż Anglia zabrała się za masowe wygrywanie na mistrzostwach juniorskich. Tam ewidentnie drgnęło na wielu poziomach, obok kupy szmalu przybywa także know-how, klubom mógłby zaszkodzić chyba tylko prawdziwy, twardy brexit, ale i on wydaje się coraz mniej realny (prawdę mówiąc, nigdy w niego nie wierzyłem i nie wciąż nie umiem uwierzyć).

Innymi słowy, trzeba się przyzwyczaić do nowych, jakże nieoczekiwanych realiów: futbolowe jaja się skończyły, Anglię należy traktować poważnie.

28 myśli na temat “Koniec futbolowych jaj

  1. [i]futbol na najwyższym poziomie jest bliską ideału merytokracją, a nie polską spółką skarbu państwa, na szczyty hierarchii wciąga specjalistów najbardziej kompetentnych (piłkarzy, trenerów, dyrektorów, analityków etc.), a nie wujków żony syna, których nikt inny by nie zatrudnił[/i]

    Dobre :)))
    Przy okazji sprawdzam też czy działa to samo formatowanie co na Bloxie. Jeśli nie to przydałby się jakiś tutorial

    Polubienie

  2. „długo uważałem tamtejszą piłkę za opowiastkę wyjątkowo pocieszną”… – wielu z nas tak pewnie miało. A tu ups, za chwilę ubaw może być po same pachy… – angielski finał LM.

    Polubienie

  3. Obawiam się, że oba Manchestery wyraźnie biją PSG jeśli idzie o wydane kwoty na piłkarzy. Złym PeEsŻe bliżej do… Barcelony. Serio.

    Polubienie

  4. PSG niczym nie różni się od wielu innych potentatów. Pod koniec lat 80-tych Milan kupił trzech Holendrów i dziś nikt tego nie wspomina źle. Później przyszli następni, a były to największe nazwiska: Baggio, Weah, Seedorf, Nesta, Desailly…

    Podobnie szybko zbroiły się Chelsea czy City.

    Ostatnio widziałem film na youtubie gdzie były czytane zapiski jakiegoś gościa, że on przeciwny futbolowym imperiom i że kibicuje Atletico, bo ono potrafi skopać tyłki potentatom. Tylko ten kolega zapomniał, że Atletico w ostatnich latach dwa razy grało w finale LM i Ligę Europy wygrało, a nawet mistrza Hiszpanii.

    Niech lepiej kibicje Betisowi.

    Polubienie

  5. Trenerzy i „przewaga finansowa”. Ale do tego musi być spełniony jeszcze jeden warunek. Ci trenerzy muszą dostać autonomię „sportową” i czas niezbędny na realizację swoich koncepcji. Bez tego trzeciego warunku wszystko inne się sypie, co możemy na co dzień obserwować na lokalnym podwórku, gdzie o sprawach, które powinny być domeną trenera najmniej do powiedzenia mają sami trenerzy, a „najmądrzejsi” są różnej maści zasłużeni działacze, zasłużeni piłkarze, menadżerowie piłkarzy, sponsorzy i reklamodawcy, dziennikarze a nawet kibole. W efekcie sparaliżowany decyzyjnie trener po paru miesiącach jest zastępowany nowym, o czym swego czasu Rafał pisał na blogu… – z tego co pamiętam średnia stażu trenerskiego w naszej lidze wtedy wynosiła 7 miesięcy.
    P.S.
    Ostatnio możemy ten problem obserwować np. w Legii i Lechu, które jak na nasze warunki dysponują zupełnie przyzwoitymi środkami. Chocholi taniec w Legii trwa, w Lechu kolejny właśnie się zaczyna.

    Polubienie

  6. Tymczasem w ćwierćfinałach LM: [zespół i trener, data zatrudnienia wg transfermarkt, staż w dniach na 17/03/19 liczony programem własnym, chętnym dam kod źródłowy jbc]
    Liverpool i Jürgen Klopp, 08/10/15, 1256 dni
    FC Porto i Sérgio Conceição, 01/07/17, 624 dni
    Tottenham i Mauricio Pochettino, 27/05/14, 1755 dni
    Manchester City i Josep Guardiola, 01/07/16, 989 dni
    Manchester United i Ole Gunnar Solskjær, 19/12/18, 88 dni
    FC Barcelona i Ernesto Valverde, 01/07/17, 624 dni
    Ajax Amsterdam i Erik ten Hag, 28/12/17, 444 dni
    Juventus i Massimiliano Allegri, 16/07/14, 1705 dni

    Uśredniając, mamy staż 935 i 5/8 dnia (~ 2 lata, 6 miesięcy i 3 tygodnie), a gdyby wyłączyć kochanego przez wszystkich Norwega (wiadomo, że bierze korepetycje u SAF, więc może ma tak naprawdę staż dłuższy niż ktokolwiek na świecie), to już się robi 1056 i 5/7 dnia (~ 2 lata, 10 miesięcy i 3 tygodnie). Ale by się pan Mioduski zdziwił, jakby to zobaczył.

    Polubienie

  7. Ale te dzióbki w nawiasie to nie wyszły 😦 – mam nadzieję, że i bez nich będzie jasne, o co chodzi z formatowaniem.

    Polubienie

  8. Ostatnio widziałem film na youtubie gdzie były czytane zapiski jakiegoś gościa, że on przeciwny futbolowym imperiom i że kibicuje Atletico, bo ono potrafi skopać tyłki potentatom. Tylko ten kolega zapomniał, że Atletico w ostatnich latach dwa razy grało w finale LM i Ligę Europy wygrało, a nawet mistrza Hiszpanii.

    Ale przecież grało i wygrało właśnie dzięki temu, że skopało tyłki potentatom. Więc imho z logiką u gościa jednak wszystko ok.

    Polubienie

  9. Angielska Premier League wyraźnie aspiruje do miana ligi, w której grają wszyscy najlepsi piłkarze świata. Takiego piłkarskiego odpowiednika NBA. W latach 90. taką ligą była Serie A(bardzo niewielu jest czołowych piłkarzy świata lat 90., którzy nie spróbowali gry w Serie A).
    Co ciekawe, hiszpańska Primiera Division nawet w erze rywalizacji Messiego z CR7 i dominacji w europejskich pucharach nie aspirowała aż tak bardzo, jak Premier League, do bycia ligą, w której grają wszyscy najlepsi.
    Ktoś wspomniał w komentarzach długość czasu trenowania drużyny u ćwierćfinalistów Champions League. A w naszej swojskiej Ekstrafarsie- sukcesem jest dotrwanie trenera do pierwszej rocznicy zatrudnienia.
    W tym kontekście to, że byli piłkarze z reprezentacji Engela czy Janasa nie garną się do trenerki, przestaje dziwić. Niby próbował Hajto(po niepowodzeniach całkiem odpuścił trenerkę), niby próbował Świerczewski(tu złośliwie można powiedzieć, że większe sukcesy odniósł w „Agent-Gwiazdy” niż w trenowaniu), niby próbował Zieliński(szkoleniowcem Legii został od razu po zakończeniu piłkarskiej kariery), niby próbował Lewandowski, ale to wszystko było niby.
    Nie oczekuję, żeby byli polskimi Guardiolami czy Zidanami, rozumiem, że nie wszyscy widzą się w roli trenerów czy działaczy, wybierając np. biznes, ale jest to znamienne. W Rosji aktualnym trenerem Zenita jest Siergiej Siemak(kapitan Sbornej z Euro 2008).

    Polubienie

  10. „Koniec futbolowych jaj”… – nie sądzę!

    Od lat narzekamy (nie tylko my) na brak lewego obrońcy. Przesuwamy skrzydłowych, stoperów czy pomocników, prawych obrońców… – zgodnie z patentem Barei: – to tu damy blok, a tu damy jezioro”.
    I wreszcie pojawił się taki w lidze włoskiej (wcześniej Cracovia). Gra regularnie w drużynie, która więcej się musi bronić niż atakuje. Optymalny wiek 24 lata na debiut. Co jak co, ale „papiery” włoskiej piłki to bardzo solidna rekomendacja dla obrońcy. Wydawało się, że powołanie dla nie go na zgrupowanie to oczywista oczywistość. Po powołaniach powiedzieć, że jego brakiem byłem zdumiony, to nic nie powiedzieć.

    Ale prawdziwy szok przeżyłem dzisiaj. Jak się dowiaduję z relacji po konferencji prasowej reprezentacji, selekcjoner pytany o jego brak, stwierdził, ze nie jest w jego typie! Na miejscu Pawła Jaroszyńskiego poczułbym się, jakbym przegrał casting na striptizerkę.

    Polubienie

  11. Kto ma zdziwko, ten ma zdziwko. Podejrzewam, ze Rafał i bardziej doświadczeni oglądacze widzieli co się święci już parę lat temu ale mało kto się wychylał bo szydzono z Angoli niemiłosiernie, że lecą na trzecie miejsce. No i Niemiaszki tak jak ich repra oklapli a Angole wzbijają się w górę.

    Polubienie

  12. Żadnego komentarza nt. minionych derbów Mediolanu? 🙂 przed meczem zanosiło się na mecz drużyny żałosnej z beznadziejną, a wyszedł mecz sezonu Serie A 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  13. Co do reprezentacji Anglii – to oczy otworzyło mi Euro U-21 w Polsce w 2017. Bylem zszokowany poziomem gry Anglików. Nie było sławetnego kopnij-i-biegnij, była dojrzała taktyka, było błyskotliwe, dynamiczne jej wykonanie. A najbardziej zszokowało mnie ile od nich odstajemy..
    Co do angielskich klubów – tu już jestem zaskoczony – zawsze wydawało mi się, że w takiej ilości lub też na dłużej w europejskich pucharach ich nie zobaczymy. A to z dwóch powodów: primo- zmęczenie sezonem ligowym (tylko angole grają w styczniu, do tego ten puchar ligi i to jeszcze z powtórkami meczów w przypadku remisów), secundo – mam nieodparte wrażenie, że wyżej sobie cenią sukces w PL niż w CL.

    Polubienie

  14. Na U-21 w Polsce wyraźnie odstawaliśmy futbolowo nie tylko od Anglii, ale i od małej Słowacji, której reprezentantom piłka kleiła się do nogi i grą na jeden kontakt robili z biało-czerwonych wiatrak, natomiast kopnij – i biegnij to było właśnie u naszych. Widać było, że idzie mocno do przodu ta PMSz – jest już na Wyspach lat 60-tych i 70-tych…

    Trza odpukać, żeby w czwartek futbolowe jaja nie zaczęły się na nowo.

    Polubienie

  15. Nie wiem skąd kultywowanie tych mitów, odnośnie „wyczerpującego angielskiego sezonu, ważniejszego niż rozgrywki europejskie.”.

    Klopp jasno odpowiedział na sugestie, by odpuścić w LM – „to w Lidze Mistrzów zarabiamy pieniądze”.

    W styczniu grają wszyscy, raczej koledze chodziło o grę w przerwie świątecznej – i szczerze nie wydaje mi się, by było to takie niszczące. Gdy nie tak dawno Angielska dominowała w LM, zapełniając większość półfinałów(lata 2004-09) kalendarz wyglądał tak samo. Dalej, nie jest tak, że Anglicy zasuwają miesiąc nadprogramowy, gdy inni leżą do góry d… w la lidze ostatni mecz w poprzednim roku kalendarzowym odbył się 23 grudnia, a pierwszy w bieżącym 3 stycznia. To nie jest jakaś gigantyczna przerwa. I wreszcie puchar ligi i puchar Anglii – obie imprezy rozstrzygają się w pojedynczych spotkaniach, gdzie w CdR w Hiszpanii mamy dwumecze. No nie ma takiej wielkiej różnicy IMO.

    Można swobodnie mówić, że w Niemczech gra się mniej, bo w lidze mniej spotkań, no i puchar Niemiec też chyba jednomeczowy. Ale jakoś fenomenalnie na tym Niemcy nie wyszli.

    Polubienie

  16. Było. Ale my załapaliśmy się na dwa srebrne, a Anglicy na jeden złoty.
    Chociaż sędziowie im trochę pomogli… – MŚ były w Anglii.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s