O idealnym modelu rozgrywek, czyli piłka w ruinie

Potknąłem się w ubiegłym tygodniu o ciekawe dane statystyczne, zbadano mianowicie, że przedstawiciele wielkiej szóstki ligi angielskiej – Manchester City, Liverpool, Tottenham, Arsenal, Chelsea, Manchester United – wygrały w bieżącym sezonie wszystkie mecze z drużynami leżącymi w strefie spadkowej, czyli Huddersfield Town, Fulham oraz Cardiff City. Było takich przypadków 31, faworyci nastrzelali słabeuszom w sumie 90 goli, a pozwolili sobie wbić tylko 18. Przepaść.

Na widok angielskich cyferek się zatem potknąłem, ale utrzymałem pion, dostrzegając w podanych liczbach ładną ilustrację mojego przekonania, że na szczytach tabeli Premier League podziwiamy wyjątkowo udane projekty sportowe, nadzorowane przez wyjątkowo bystrych trenerów. Składałem im już blogowy hołd i choć ograniczyłem się do kwartetu podpisanego nazwiskami Guardioli, Kloppa, Pochettino oraz Sarriego, to byłbym gotów uznać, że również u Emery’ego i Solskjaera dzieje się nieźle. No ale poczytałem angielskich komentatorów i wyrżnąłem o glebę – oni wymachują przewagą wielkiej szóstki nad maleńką trójką, by lamentować, że zachwiało ligową równowagą, potentatów od spadkowiczów dzieli zbyt wiele, sytuacja dryfuje w niebezpiecznym kierunku. Zbaraniałem, bo choć sam nie zawsze potrafię zobaczyć szklankę do połowy pełną, to nie przypuszczałem, że można widzieć szklankę aż tak do połowy pustą.

A można ją widzieć wszędzie, w dowolnych okolicznościach i przy dowolnej istniejącej konfiguracji wyników.

Kiedy na przykład zajrzysz do ligi francuskiej, to na pewno usłyszysz, że sens rywalizacji odbiera tam Paris Saint Germain, które zaprzedało duszę katarskiej mamonie i dzięki temu triumfuje na masową skalę. Ligi włoską oraz niemiecką, jak powszechnie wiadomo, usiłują zniszczyć Juventus i Bayern Monachium, które działają inaczej, bo stawiają na zrównoważony rozwój, ale również triumfują na masową skalę. Lidze hiszpańskiej zagrażają natomiast – jak wielokrotnie informowali mnie nadwiślańscy malkontenci – zmieniające się na szczycie FC Barcelona oraz Real Madryt, które z El Clásico uczyniły superprodukcję o unikatowej skali globalnego rażenia.

No i wreszcie mamy naszą tzw. ekstraklasę, czyli rozgrywki tak egalitarne, że niemal utopijne, brzmiące jak zaginiona zwrotka z wyklęty powstań ludu ziemi, gdzie każdy wygrywa według potrzeb, nikt się nie wywyższa ani nie jest pognębiony, gdzie każdy w tabeli ma właściwie identyczną liczbę punktów. Można by podejrzewać, że o polskim modelu marzyliby Anglicy, których martwi przewaga czołowej szóstki – w nadwiślańskiej zagrodzie odnaleźliby nieprzewidywalność graniczącą z ideałem. Tylko czy na pewno można podejrzewać, skoro nas uwiera, że ligowcy nie chcą podzielić się na lepszych i gorszych? I nabijamy się, w czym oczywiście sam mam znaczący udział, z tzw. ekstraklasy jako rezerwatu dla dziwolągów, w którym wyniki wypadają z bębna maszyny losującej.

Jak zatem właściwie powinny wyglądać rozgrywki? Kiedy mamy hegemona na sterydach, jak we Francji – źle. Kiedy mamy hegemona zarządzającego mądrzej niż konkurencja, jak we Włoszech i Niemczech – źle. Kiedy mamy duopol, pomiędzy który wmiesza się niekiedy ten trzeci, jak w Hiszpanii – nienajlepiej. Kiedy mamy sekstet najlepszych, którzy przesadzają z wygrywaniem z najgorszymi, jak w Anglii – nie za bardzo. Kiedy tabela ma kształt globusa leżącego w siedzibie Towarzystwa Płaskiej Ziemi, jak w Polsce – jeszcze marniej. Oczywiście nigdzie nie jest tak, że narzekają wszyscy, ale wątpliwości wszędzie są dobrze słyszalne, alarmy zaniepokojonych przyszłością futbolu rozbrzmiewają jak Europa długa i szeroka. Poszukiwania satysfakcjonującego ogół obserwatorów wzorca przebiegu rozgrywek trwają.

I potrwają jeszcze długo, nie ustaną zapewne nawet po przesiedleniu części ludzkości na inne planety, bo marudzenie jest aktywnością kibica podstawową, a wymarzony model ligowej tabeli nie istnieje. Każdy turniej ma swoją osobną specyfikę, każdy sezon – osobną dynamikę, każda drużyna – osobne, subiektywnie wyznaczane cele. Czasami dzieje się nudniej, a czasami ciekawiej, walka o utrzymanie bywa bardziej porywająca niż wyścig o europejskie puchary, żadna hierarchia nie jest wieczna. Ja już zresztą odkryłem prawdę i umiem wskazać system perfekcyjny – to każdy z powyższych. Wybieraj, co ci ładniej wygląda, w piłce i tak nie ogląda się tabel, tylko mecze. Zapaść nie grozi nawet lidze angielskiej.

52 myśli na temat “O idealnym modelu rozgrywek, czyli piłka w ruinie

  1. @Rafał Stec
    wiem że to nie Twoja wina ale czytuję bloga praktycznie od początku i od dawna zmagam się z wykupieniem abonamentu na Gazetal.pl, tylko dla Twoich felietonów, niestety cenię dobre dziennikarstwo dlatego, żeby nie wspierać Gazety, to tego nie zrobię (co nie zmienia faktu że chętnie zapłaciłbym te samą kwotę za dostęp do samych felietonów).
    A teraz powód powstania tego komentarza czyli wpis sprzed dzisiejszego meczu Napoli – Genoa który uznaje za obraźliwy dla czytelników:
    „dla Napoli dzisiejsze spotkanie jest niezwykle ważne. Ewentualna porażka będzie bowiem oznaczać koniec szans na mistrzostwo Włoch. Choć te przy 21 punktach straty do Juventusu i tak są bardzo małe”
    (to ze sport.pl – ale dla mnie jako laika to jedno)

    Polubienie

  2. @Tomasz_Gegotek
    1) Nie da się wykupić abonamentu na Sport.pl (Gazeta.pl), bo tam żadnego abonamentu nie ma. To serwis darmowy.
    2) Jestem dziennikarzem „Gazety Wyborczej” i Wyborcza.pl. Tylko tam publikuję ja i moi koledzy z redakcji – na Sport.pl nie publikujemy w ogóle, więc to nie może być to samo, nawet dla – jak się wyraziłeś – laika.
    3) Abonament sprzedaje tylko Wyborcza.pl, więc kupując go, wspierasz portal Wyborcza.pl, natomiast nawet grosikiem nie wspierasz Sport.pl. Tak jak nie wspierasz TokFM, sieci kin Helios, całej kupy miesięczników i mnóstwa innych biznesów należących do holdingu Agora.
    4) Jeśli ma to dla Ciebie zasadnicze znaczenie, to wykupując dostęp poprzez mój artykuł, w naszej redakcyjnym systemie idzie to „na moje konto” – choć umożliwia oczywiście czytanie wszystkich tekstów GW. Do wykupu oczywiście zachęcam:-)

    Polubienie

  3. Dziękuję za odpowiedź, pozwolę się trochę nie zgodzić że gazeta.pl i sport.pl to (to istotne – dla laika) zupełnie osobne byty – jako osoba z zewnątrz wchodzę na serwis gazeta.pl, klikam w artykuł sportowy i trafiam na sport.pl…co do abonamentu to czuję się przekonany.
    Chciałem rozpocząć dyskusję na temat miernego poziomu komentarzy z relacji – takich jak ten przytoczony przeze mnie wyżej – zupełnie poważnie zastanawiam się gdzie znajdę źródło które nie będzie wczorajszego meczu Barcelony z Atletico nazywać meczem o mistrzostwo, czy dzisiejszego Napoli meczem niezwykle istotnym. Szukam czegoś normalnego, bez megalomanii opisów, gdzie po prostu znajdę informacje…

    Polubienie

  4. ” w piłce i tak nie ogląda się tabel, tylko mecze”.
    Od dawna tak mam i nie ma tygodnia, żebym nie trafił na jakąś perełkę… – chociażby pierwsza połowa wczorajszego meczu Bayern – Borussia (spodziewałem się zupełnie innego meczu, a i zwycięzcę trudno mi było wytypować)).
    Jedyny wyjątek robię dla naszej reprezentacji, którą oglądam regularnie i pewnie stąd to marudzenie

    Polubienie

  5. Takie mają generalnie pojęcie na temat Wyborczej i Sport.pl ludzie, którzy Wyborczej nie lubią.
    Bez względu na to, czy Wyborczą czytają i nie lubią, czy też jej nie lubią – choć nie czytają.
    Ci drudzy nie lubią jej nawet bardziej 🙂

    Polubienie

  6. @TOMASZ GEGOTEK

    „…cenię dobre dziennikarstwo dlatego, żeby nie wspierać Gazety, to tego nie zrobię”

    Tak z ciekawości – wolno spytać, gdzie można spotkać dobre dziennikarstwo?

    Polubienie

  7. @ALP67

    Rzeczywiście oglądanie polskiego futbolu w akcji może spaczyć percepcję. Do tego stopnia, że prowadzi to do różnych dziwacznych wniosków, np. u całkiem sporej grupy widzów objawiło się to obarczaniem winą Szczęsnego za utratę drugiego gola z Senegalem.

    Polubienie

  8. A dla mnie najmocniejszym bodźcem, by wykupić prenumeratę wyborczej, były i są właśnie felietony naszego gospodarza. Nigdy nie komentowałem, choć czytam od dawna, śledzę blog i konto twitterowe. Nie chcę słodzić za mocno, ale dla mnie Rafał o sporcie i tematach okołosportowych pisze najciekawiej i z dużą dozą humoru, ironii i inteligencji.
    Pozdrawiam z dalekiej Australii.
    Howgh!

    Polubienie

  9. @Antropoid
    Przykłady można mnożyć… – choćby hejt na najlepszym w historii polskiej piłki snajperze.
    Chociaż z tym nie oglądaniem też nie można przesadzać. Pod koniec sezonu jak zaczyna się gra o być albo nie być i nie ma kolizji z meczami drużyn, które preferuję, parę spotkań zaliczę i przy odrobinie szczęścia trafię na coś takiego jak Wisła-Legia 4:0 (pierwszy ligowy oglądany w tym sezonie).

    @Fiksum Dyrdum
    Też tak miałem i nie żałuję. I opinię o naszym Gospodarzu też podzielam.

    Polubienie

  10. Dalej nie zrozumiałeś. Tak, serwis Sport.pl to część portalu Gazeta.pl.
    A Rafał pisze w „Gazecie Wyborczej” i serwisie Wyborcza.pl/sport. Rafał nie pisze w Sport.pl, więc nie musi się tłumaczyć z błędów które tam znajdujesz.

    Polubienie

  11. Przeczytałem dzisiejszy felieton Rafała na Wyborczej o okazywaniu jaj i nie mogę przestać się śmiać. To jest właśnie to co u Rafała „tygrysy lubią najbardziej”.
    P.S.
    Ale zniesienie żółtek za zdejmowanie koszulek nie przejdzie. Przecież nie chodzi o koszulki, tylko o logo sponsora, które znika z cieszącego się strzelca. A tu już zbrodnia, która zasługuje nawet na czerwień.

    Polubienie

  12. @Antropoid
    „Dobre dziennikarstwo” wydaje mi się dość mało konkretnym określeniem, ale np. ja osobiście nie „dotykam” Wyborczej, bo już wielokrotnie spotkałem się z sytuacją, gdy w różnych publikacjach ucieka się ona do ordynarnego kłamstwa, dla udowodnienia swoich (hipo)tez, obrony swojej filozofii, teorii. To dla mnie dobre dziennikarstwo na pewno nie jest.

    Co do Gospodarza – również popieram 🙂 tak naprawdę to jedyny wg mnie dziennikarz sportowy w Polsce, który ma coś ciekawego do powiedzenia. Wszyscy inni niewiele wnoszą albo starają się być na siłę oryginalni.

    Polubienie

  13. Tekst o cieszynkach świetny. Pomysł z ich patentowaniem jest przedni, w tej sprawie podobne zjawiska już następują. Johnny Gaudreau z Calgary Flames opatentował swoje podwórkowe przezwisko „Johnny Hockey”. Drugiego takiego Jasia więc już nie będzie, a gdyby się pojawił, to od razu pojawią się u niego też prawnicy bardzo dobrego swoją drogą zawodnika. Podejrzewam, że „marka handlowa” C7 czy CR7 czy jak to tam leci też może być opatentowana.

    @Panszeryf
    Mógłbyś wskazać te różne publikacje, w których Wyborcza podaje nieprawdziwe informacje? Owszem, teksty na gazeta.pl są często niechlujne, pewnie ze względu na pospiech i oszczędności na korekcie, ale oskarżenie dużego dziennika o kłamstwo to poważna sprawa.

    Polubienie

  14. @PANSZERYF

    Dołączam się do przedmówcy i proszę o jakiś przykład tego, jak Wyborcza „wielokrotnie w różnych publikacjach ucieka/ła się do ordynarnego kłamstwa, dla udowodnienia swoich (hipo)tez, obrony swojej filozofii, teorii.”

    Zwłaszcza ta „wielokrotność” mnie intryguje, bo np. ja na przestrzeni ponad 20 lat czytania GW w sumie w jednym przypadku natknąłem się na publikowanie ewidentnych bzdur, ale trochę czasu już od tej pory minęło, a ich autorka jakoś się opamiętała.

    Polubienie

  15. Ufff, nie pojmuję, co temu Guardioli odczapia w decydujących fazach Ligi Mistrzów. Chyba trza jutro albo pojutrze nablogować.

    Dziękuję za dobre słowo o moim pisaniu, a co do złego słowa o całej GW, to mogę się tylko przychylić do pytań powyżej. Choć w weryfikowanie ewentualnych błędów – w setkach tysięcy artykułów opublikowanych przez 30 lat istnienia musiały się zdarzać nie raz i nie dwa – pewnie nie wejdę, bym zwariował. Ale „wielokrotne ordynarne kłamstwa” chętnie poznam, chyba nawet wypada je podać.

    W kwestii podstawowej czuję się coraz bardziej bezradny. Aż tak trudno zrozumieć, że jest Wyborcza.pl i zupełnie osobno jest Sport.pl? Przecież to w adresie widać, w wyglądzie każdego materiału, w ogóle we wszystkim.

    Polubienie

  16. @Greedoo, Antropoid
    Problem polega na tym, że tych wielokrotnych przykładów nie podam, nie wspominając o szczegółach tych kłamstw, bo od wielu lat (myślę, że ok. 10.), jak wspominałem, Wyborczej nie dotykam. A przykładów tychże sobie nigdzie nie zapisywałem, bo nie zamierzałem, ani nie zamierzam robić żadnej krucjaty przeciwko jakiemukolwiek periodykowi. Każdy ma swój rozum. Pamiętam za to artykuł, który był kroplą, która przelała czarę. Dotyczył on in vitro i naprotechnologii, czyli tematyki, do której jest mi blisko. Otóż autor(ka) probował(a) przekonać za wszelką cenę, że in vitro LECZY z niepłodności, a naprotechnologia z leczeniem nie ma NIC wspólnego, podczas, gdy jest dokładnie odwrotnie. I podawał(a) oczywiście sporo kompletnie absurdalych, niemających NIC wspólnego z rzeczywistością pseudodowodów na poparcie swojej tezy. Pomijam, że jeśli idzie o pomoc parom w staraniu się o potomstwo, naprotechnologia jest o wiele tańsza, skuteczniejsza i, przede wszystkim, leczy (często usuwa przyczynę niepłodności sprawiając, że para może mieć kolejne dzieci), a in vitro, nawet jeśli doprowadza do ciąży, to w kwestii niepłodności nic nie zmienia. Można to oczywiście tłumaczyć niewiedzą, ale są jakieś granice, szczególnie dla dziennikarza…

    Polubienie

  17. To rzeczywiście szkoda, że nie pamiętasz, bo to aż dziwne, żeby ktoś w GW pisał o in vitro jako o „leczeniu”.

    Polubienie

  18. 1. Co oznacza „skuteczniejsza”?
    Polskie Towarzystwo Medycyny Rozrodu i Polskie Towarzystwo Ginekologiczne nie rekomendują tej metody z powodu braku dowodów na jej skuteczność.
    2. Co znaczy „leczy” jeśli metoda ta jest nierekomendowana?
    3. „tematyki, do której jest mi blisko”
    Prowadzi Pan badania naukowe na ten temat? Proszę o linki do artykułów.
    4. Dlaczego „skuteczniejsza” metoda leczenia niepłodności „działa” tylko w podzbiorze przypadków dla których działa on vitro?
    5. Co ciekawe kościół katolicki krytykuje in vitro z powodu powstania większej liczby zarodków (a więc większej skuteczności?).

    Polubienie

  19. Sam znam kilka par, które straciły całe lata i majątek na naprotechnologii. Nie znam żadnej, której wyszłoby to na dobre. Znam też kilkanaście par, które skutecznie przeszły zapłodnienie in vitro. Jedna z tych par, owszem, uwaga ważne, cieszy się już kolejnym potomkiem poczętym drogą naturalną. W opinii lekarzy przyczyna niepłodności ustała w wyniku jednorazowego zapłodnienia in vitro. Rzecz nie jest zatem tak jasna, jak na kazaniu wszystkim się wydaje.

    Polubienie

  20. Zapisuję się do tych, co nie rozumieją Guardioli i mądrzejszych proszę o wytłumaczenie, co się stało.

    @Panszeryf
    Zapewne na studiach miałeś jakiś przedmiot bądź zajęcia ze słowem „metodologia”. Wtedy omawialiście metody, którymi posługuje się nauka, a także sposoby rozróżnienia między tym, co ma wartość naukową i co takiej wartości nie posiada. Być może było to już dawno i nie pamiętasz dlatego załączam link do miejsca, w którym w przystępny sposób takie sprawy są tłumaczone. W tym przypadku do bezpośrednio wywołanego przez Ciebie tematu, ale polecam poserfować też po innych zagadnieniach.
    https://www.totylkoteoria.pl/2016/08/naprotechnologia.html

    Polubienie

  21. Fakt. Od oglądania wczoraj City zęby mogły rozboleć. To była zupełnie inna drużyna od tej. którą na co dzień znamy choćby z występów ligowych.

    P.S.
    Uciekam od polityki na blogu Rafała (chociaż zdarza mi się komentować wydarzenia polityczne, ale na innych stronach i pod innym nickiem) ponieważ uważam, że w sporcie jest wystarczająco dużo tematów, o które można się solidnie pokłócić. Kiedyś nawet ostro zareagowałem na komentatora, który próbował wchodzić na blog z politycznym hejtem. Na szczęście zrozumiał.
    Ale ponieważ Panszeryf „dotknął” zjawiska, które mnie wyjątkowo drażni we współczesnej (wydawało by się co raz mądrzejszej rzeczywistości) ruszyło mnie…
    „od wielu lat (myślę, że ok. 10.), jak wspominałem, Wyborczej nie dotykam”.
    Od jakiegoś czasu obserwuję w debacie publicznej swoisty ekshibicjonizm… – niektórzy jak o czymś nie wiedzą, albo nawet nie słyszeli, natychmiast muszą to ogłosić całemu światu gromkim: – to nie prawda. To z reguły ci sami, którzy nie mogą zrozumieć, że rozmowa, dialog ma sens wyłącznie między osobami o różnych poglądach i musi być oparta na faktach, wiedzy a nie na „jedynie słusznym” przekazie. W przeciwnym wypadku to jest dyskusja o meczu, którego się nie widziało!
    @Panszeryf
    Przed laty znałem chłopaka, który obraził się na wszystkie dziewczyny bo jedna mu odmówiła. Z tego co słyszałem po latach jak poznał inne i dotarło do niego, że nie wszystkie są takie same (zołzy), to mu przeszło. Zachęcam do poszerzania kontaktów.

    Polubienie

  22. Ehh właśnie dlatego napisałem, że chodzi mi o stwierdzenie, że in vitro leczy z niepłodności, a naprotechnologia nie. I koniec.
    Nie chce zaczynać żadnej ideologicznej wojenki. @Greedo wrzuca tekst jakiegoś młodego absolwenta biologii, blogera, który coś obśmiewa opakowując to niby-wyważonym, racjonalnym tekstem i wszyscy są zadowoleni… Można wiele zarzucać naprotechnologii, bo w Polsce jest jeszcze w głębokich powijakach i brakuje wykwalifikowanych specjalistów, ale nie o to tutaj chodzi. Chodzi o to, że jest to metoda, która ma LECZYĆ, podczas gdy in vitro z leczeniem nie ma literalnie NIC wspólnego, a w tekście w Wyborczej przedstawione jest to dokładnie odwrotnie. To tak, jakby ktoś powiedział, że eutanazja noworodków to antykoncepcja… Tak się składa, że mam wśród bliskich znajomych dwie pary, które korzystały z usług naprotechnologa nie mogąc zajść w ciążę wcześniej odpowiednio przez 6. i 4. lata i dziś jedni mają trójkę, a drudzy dwójkę dzieci… Nikomu nie zabraniam korzystać z in vitro i nikogo nie zmuszam do przeproszenia się z naprotechnologią, ani uznania jej za coś choćby wartego uwagi. Ale jak ktoś mi mówi, że in vitro leczy z niepłodności, to jest to, delikatnie mówiąc, nieporozumienie…

    @Alp
    Uwierz mi, że mam znajomych o KAŻDYM światopoglądzie (w tym kolegę, który odkąd pamiętam CODZIENNIE czyta od deski do deski każdy numer GW), także nie musisz się o mnie martwić 😉 nikomu nigdy nie narzucałem i nie zamierzam narzucać moich poglądów. Chodzi mi tylko i wyłącznie o kłamstwo o in vitro w tym konkretnym tekście. No i tych wcześniejszych, których nie pamiętam.

    Polubienie

  23. – Wyborcza kłamie! Na przykład, że naprotechnologia nie leczy.
    – Ale naprotechnologia to pseudo medycyna jak homeopatia.
    – Nie chce zaczynać żadnej ideologicznej wojenki. Wyborcza kłamie!

    Polubione przez 1 osoba

  24. Pewnie wszyscy znają tę piłkarską przypowieść, ale warto ją przypominać, szczególnie gdy mowa o procesach myślowych, zagadnieniu przesłanek i wnioskowaniu. Otóż ponad 100 lat temu na wycieczkę do potężnej i imperialnej jeszcze Wielkiej Brytanii został zabrany lider starszyzny wioski, gdzieś z suchych rejonów Kenii. Gdy po kilku tygodniach wrócił do swoich, nie miał dobrych informacji. Nie mamy z nimi szans, powiedział zebranym rodakom, ich bogowie są potężniejsi niż nasi. Jednego dnia zabrali mnie na wielką łąkę, gdzie rosła bardzo krótka trawa. Wokół zgromadziło się tysiące mężczyzn, którzy śpiewali z wielkim uniesieniem. W pewnym momencie na środek łąki wyszli kolejni mężczyźni. Jedni ubrani na czerwono, drudzy na niebiesko, a wszyscy oni prowadzeni przez trzech ubranych na czarno, z których jeden niósł kulisty przedmiot. Czerwoni i niebiescy pokłonili się bogom i rozstawili się w różnych miejscach łąki, czerwoni na prawo, niebiescy na lewo. Dwóch na czarno ustawiło się na skraju trawy, po przeciwnych stronach. Na środku został ten z kulistym przedmiotem. Położył go na ziemi, włożył do ust piszczałkę i zagwizdał. I wtedy spadł deszcz.

    Polubione przez 1 osoba

  25. No cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak powtórzyć: spotkałem się z kłamstwami, z których notatek sobie nie robiłem, przepraszam, a nawet gdybym robił, to pewnie by mi się przez te lata zgubiły. Dlatego nie czytam, ale innym życzę miłej lektury. Skupmy się na piłce.

    Polubienie

  26. O właśnie, na piłce. Bo my tu o powstawaniu życia, istocie prawdy, roli nauki i jej postrzeganiu w świecie oraz szeregu innych pierdół tego typu rozmawiamy, a nadal nikt mi nie wytłumaczył o co chodziło Guardioli.

    Pep to, co by nie mówili jego zapalczywi hejterzy w osobie na przykład mnie, gość z planem. No i gość z planem sadza na ławce Sane, by wpuścić Mahreza, zostawia na ławce De Bruyne, a potem nie reaguje na kiepską grę i wprowadza jakiekolwiek istotne zmiany w 90 minucie (switch Aguero na Jesusa to nie jest prawdziwa zmiana, tylko uporczywe i powtarzalne oszczędzanie niezastąpionych kolan Argentyńczyka). Mógłbym oczywiście po prostu wobec powyższego obwieścić, że to z powodu że jest psującym piłkę nożną idiotą, ale mam wrażenie że istnieje inny powód, a może przynajmniej miał istnieć.

    Polubienie

  27. Spotkał się Pan z nową dla Pana informacją, że naprotechnologia nie leczy – nie pasowało to do Pana światopoglądu, więc uznał Pan to za kłamstwo.
    W ten sposób czegokolwiek nie ma sensu.

    Polubienie

  28. @ Greedo
    Następnym razem w tej opowieści pomiń owych „czarnych bohaterów” – sędziowie piłkarscy pojawili się gdzieś tak w międzywojniu, wcześniej uważano że piłka to gra dla dżentelmenów i nikomu nie przychodziło do głowy oszukiwać (podaje za S. Szczepłkiem)
    @ Panszeryf vs GW
    Fanem Wyborczej nie jestem (rzetelne dziennikarstwo znajduję w Rzepie) ale od czasu do czasu wpada mi w łapy (moje dzieci zbierają makulaturę do szkoły, w znacznej mierze dzięki egzemplarzom GW od mojej siostry). Tak na szybko wpadło mi do głowy:
    • Afera Srebrnej – w GW można się dowiedzieć, że Kaczyński to gamoniowaty ciamajda bez konta w banku, i jednocześnie bezwzględny deweloper, wykorzystujący uczciwych przedsiębiorców do swoich machlojek, oszukuje, łamie prawo… działając w zgodzie z przepisami
    • Polexit – PiS wyprowadzi Polskę z UE
    • „Aborcja jest OK”
    • Donald Trump – idiota, kretyn, zdziecinniały półgłówek, nic nie zrobił dobrze, wszystko robi źle.

    Problem z GW mam głównie z tego powodu, że w niej zastępuje się fakty opiniami przedstawianymi jako fakty, a jak wiadomo, z faktami się nie dyskutuje.

    Polubienie

  29. @Theredoo
    Gdybyś czytał Wyborczą, a nie skrawki makulatury, to bez trudu stwierdziłbyś, że można w niej znaleźć nie tylko opinie, ale również informacje o faktach i same fakty.
    W sprawie Srebrnej np. zamieściła m.in. uchwałę Fundacji w sprawie budowy wież, uchwałę Spółki Srebrna, którą Kaczyński na walnym sam odczytał, przegłosował i podpisał i w której się upoważnił do nadzorowania realizacji inwestycji przez spółki Austriaka a także stenogram nagranej rozmowy, w której zapewnia Austriaka, że w sądzie poświadczy, że prace dla Srebrnej zostały wykonane. Był również zamieszczony stenogram nagranej rozmowy Austriaka z Kujdą.
    Co istotne, nikt z władz Spółki Srebrna ani sam Kaczyński treści tych dokumentów nie podważał, ani nie wystąpił do sądu o zamieszczenie przez Wyborczą sprostowania. Natomiast pełno było w mediach zapewnień polityków o „kryształowej uczciwości” Prezesa.
    P.S.
    Wyborcza nie wymyśliła konta Kaczyńskiego. Parę lat temu Kaczyński osobiście chwalił się w mediach, ze konta nie posiada i nigdy nie posiadał, a nawet pensja jego wpływa na bankowe konto mamy.

    W dzisiejszym świecie mediów, żeby się nie dać ogłupić i odróżnić fakty od opinii i zwykłych szachrajstw warto czytać różne tytuły i to wydawane przez różne opcje polityczne.

    Polubienie

  30. Kaczyński to gamoniowaty ciamajda bez konta w banku, i jednocześnie bezwzględny deweloper, wykorzystujący uczciwych przedsiębiorców do swoich machlojek, oszukuje, łamie prawo… działając w zgodzie z przepisami

    GW pisała, że Kaczyński działa zgodnie z przepisami? To sam Kaczyński by się nie zgodził, w końcu kazał iść do sądu i przekonywał Austriaka, że ten wygra.

    No i bycie gamoniem i oszustem się wyklucza?

    Polubienie

  31. A wcielę się w adwokata diabła, pewnie dlatego że nie lubię takiego skomasowanego znęcania się ;p

    Media mimo wszystko rzadko kłamią tak na bezczela, bo jednak sądy i prawo istnieją, a takie bezczelne kłamstwa trzeba potem publicznie odszczekać, a to słabo robi na pijar i jest uwłaczające – nawet nie chcę myśleć jakie nastroje były w GW gdy musieli na jedynkę dać przeprosiny wobec Macierewicza xD

    Trzeba zatem myśleć o konsekwencjach prawnych, gdy się pisze. Dlatego większość totalnych fejków odnosi się pierdół, których bohaterowie niekoniecznie mają dostęp do mocniejszej pomocy prawnej, czy zaufanie/chęć z jej skorzystania. Daje się parę stówek Januszom, robi zdjęcie przy kredensie, i bum, kilkalny i sprzedawalny w miliony opiniotwórczy artykuł o człowieku który nie śpi bo jest idiotą.

    To zdjęcie wbrew pozorom jest ważne, prawo polskie piętnuje fotoszopa, jedyne przeróbki jakie mogą publikować gazety, muszą być oczywiste i mieć charakter satyryczny. Treść to insza inszość, wystarczy by miała charakter opinii, i już można pisać co się chce, nawet jak bez sensu. Przykładowo, bohaterka artykułu może twierdzić, że wreszcie ma czas na swoje pasje, nawet jeśli siedzi w areszcie i grozi jej od 25 lat do dożywocia. Wszak nigdzie w tekście nie jest sprecyzowane o jakie pasje chodzi.

    To oczywiście nie uderza jakoś w wyborczą takie wesołki trafiają się bardziej poczytnym, jednak wyznaczają trendy, którymi, GW, troszkę podąża.

    Otwieramy teraz stronę wyborczej i na głównej: „Po „Wiadomościach” w TVP propisowski internet już wie, która linia narracyjna o strajku nauczycieli jest „tą właściwą”.” To ma być, przepraszam, tytuł w szanującym się dzienniku? Po pierwsze o czym to ma być, o tym że są ludzie mający inne zdanie na konkretny temat, więc wiadomo iż są skorelowani z konkretną opcją polityczną, a ty, nasz wspaniały czytelniku, poczuj się lepszy od tego zmanipulowanego śmiecia? Ty, nasz czytelniku, od manipulacji jesteś wolny, ponieważ gdy dajmy tytuł iż Kurski pobiera pensję taką a śmaką a wiadomo że wysoką, dajemy go bo to bardzo ważne ile zarabia, nawet jeśli jest to info bez sensownego kontekstu, a to zdjęcie z roześmianą twarzą przy tej informacji o dużo wyższych zarobkach od Twoich, drogi czytelniku, absolutnie nie jest obliczone na wywołanie Twojej niechęci.

    Reasumując – kłamie się raczej tak, żeby prawnicy nie mieli się o co przy$%przyć. Natomiast manipuluje się na potęgę, wszystkie strony to robią, i Wyborcza niestety święta tutaj nie jest. Dziennikarze serio jawią się jako reprezentacji różnych grup interesów, którzy swoje wygrają lub przegrają przy kolejnych wyborach. I ja serio coraz mniej mam sił, na prasę wszelaką.

    Polubienie

  32. „• Polexit – PiS wyprowadzi Polskę z UE”

    Zgadza się, nawet publicznie ogłaszali, że nie ma opcji. Sugerowanie iż chcą to zrobić, jest nie na miejscu. I tak długo jak sondażowa większość jest po obecnej stronie, tematu nawet nie ma co poruszać, to „dorabianie gęby”.

    „„Aborcja jest OK””

    Tu już poprosiłbym o rozwinięcie, bo temat wydaje się zbyt złożony i delikatny, by gnieździć go w takim skrócie myślowym.

    „Donald Trump – idiota, kretyn, zdziecinniały półgłówek, nic nie zrobił dobrze, wszystko robi źle”

    Tu, ponownie, mamy karykaturalny skrót myślowy, który jednak nie porusza kwestii takich, jak fakt iż Trump mitomanem jest bez wątpienia(dziennikarze wyliczyli mu, iż przypadki mijania się z prawdą, zdarzają się gdzieś w 75% jego wypowiedzi), czy tego iż przesłanek o byciu zdziecinniałym półgłówkiem etc. jest dość sporo. W sumie nie wiem skąd ten fenomen, naprawdę konserwatywną prawicę stać na więcej, na jakiegoś McCaina, a nie tego typa.

    Polubienie

  33. 1. Problem z GW maja ludzie, którym się WYDAJE, że opinie i poglądy przedstawia się w niej jako fakty, podczas, gdy rzeczywistość jest taka, że jest w niej miejsce i na fakty – i na opinie.
    Czyli jak to w gazetach – nic sensacyjnego.
    Rzepa też drukuje opinie i poglądy.

    2. Bycie gamoniowatym ciamajdą, bojącym się świata i ludzi, jak ktoś wspomniał nie wyklucza bycia oszustem, tyranem, itd.
    Zresztą kaczyński nie jest jakimś dyktatorem (choć chciałby nim być) – on jest częścią projektu.

    3. Z PolExitem sprawa jest bardziej złożona – PiSiory z żadnych fruktów nie chcą rezygnować, co nie przeszkadza im obrzydzać Unii w wypowiedziach. Im więcej Polaków tkwi w tradycyjnej ciemnej d..ie uprzedzeń i nieufności do świata zewnętrznego – tym więcej elektoratu PiS (i kościoła). A kasa z Brukseli przecież nie cuchnie.

    Polubienie

  34. O faktach trudno dyskutować. Można je tylko przyjąć do wiadomości, zignorować lub bawić się w odwracanie kota ogonem… – a żeby stworzyć pozory naukowych rozważań najlepiej posłużyć się wyrwanymi z szerszego kontekstu danymi statystycznymi.
    Ale już ich interpretacja, opinie o nich zależą wyłącznie od tego co nam pod kopułą siedzi lub interesów stada, z którym się utożsamiamy. A jak akurat z czymś trudno się utożsamić, to zawsze możemy się zdystansować wytrychem: „ja bym tak tego nie powiedział/ja bym tak tego nie nazwał”.
    Dlatego często tak bywa, że ta sama kobieta dla jednych to „zakochana”, a dla drugich „puszczalska”. Nawet jeżeli wszyscy słyszeli tą samą piosenkę Barbry Streisand.
    P.S.
    Ponieważ ta piosenka to szlagier dosyć archaiczny, niezorientowanym podpowiadam tytuł: – „Zakochana kobieta”.

    Polubienie

  35. Czasami też mam takie problemy jak @Koziołek… – myślę, że lepiej puentuje mój komentarz tytuł oryginału: – „Women in law”.

    Polubienie

  36. Najlepszy przykład tego, jak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia daje dzisiaj kościół. Ten sam (ale nie taki sam) kościół, który chełpi się udziałem w obaleniu totalitarnego systemu, dziś na protest przeciwko autorytarnej władzy zareagował w ten sposób, że ze swoich pracowników (ale opłacanych z budżetu) zrobił łamistrajków… No, ale dzisiaj to jego władza.

    Polubienie

  37. Łapę ma… Skoro Suele i Boateng, którzy chucherkami nie są, nie dali mu rady, to grunt pod MMA jest 😉 mógłby się zmierzyć z, bo ja wiem, Małyszem…

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s