Barcelona w krzywym zwierciadle

Gdy zjawił się Messi, przegrywała z Realem Madryt 61:72. Dzisiaj prowadzi z nim 95:92. Dlaczego więc nie widzimy jej tak wielkiej, jak na to zasługuje? Coponiedziałkowy felieton z „Gazety” znajdziecie tutaj.

92 myśli na temat “Barcelona w krzywym zwierciadle

  1. „im bardziej szanujesz Real, tym chętniej powinieneś całować po korkach piłkarzy Barcelony”… ja to kupuję, ale nasz Kolega Otwojastara chyba będzie miał z tym problemy.

    Polubienie

  2. Skoro w najbardziej lukratywnych międzynarodowych rozgrywkach sama sobie prokuruje wpadki niegodne jej potencjału, to trudno, żeby zwierciadło było gładkie.

    Polubienie

  3. @Antropoid
    Piłkarzom (nie tylko) każemy grać co trzy dni i to najlepiej bez Świąt, bo wtedy mamy najwięcej czasu na oglądanie. Np. lekkoatletom każemy jeździć z mityngu na miting, a tenisistom z turnieju na turniej. No i oczywiście muszą być gwiazdami na imprezach mistrzowskich czy Bóg wie dla kogo ważnych krajowych super-wydarzeniach.
    W takiej sytuacji „wpadki” być muszą i to nawet w LM czy imprezach rangi mistrzowskiej.
    Czasami to tylko zwykłe zmęczenie materiału, ale czasami to gra w ranking, tabele, pieniądze od sponsorów. Mnie np. zupełnie nie dziwi jak tenisista odpuszcza półfinał czy finał turnieju dla niego mniej ważnego, jeżeli chce wziąć prysznic, trochę się odświeżyć i zdążyć na rozpoczęcie kolejnego turnieju w którym ma dużo punktów do zdobycia lub, który jest niezwykle ważny dla jego sponsora. Przestaje mnie dziwić (chociaż mocno wk…. ) jak drużyny z czuba odpuszczają mecz z ogonami tabeli, wychodząc z założenia, że samo się ugra, a oni będą mogli trochę odpocząć. I nawet bez zdziwienia przyjąłem informację, że nasi ligowcy zagrożeni awansem dostali szlaban na awans do extra… – komuś to się po prostu nie skalkulowało.
    Obserwując zmiany jakie zachodziły w sporcie przez lata dochodzę do wniosku, że wszyscy na to ciężko zapracowaliśmy.

    Polubienie

  4. Właśnie. Presja, pod jaką żyją gwiazdy sportu, jest z całą pewnością większa niż była 20 lat temu. Są rozliczani nie tylko z wyników, ale również z każdego swojego zachowania. Wystarczy jedno potknięcie i miliony, które śledzą każdy twój krok niczym tajne służby, mają ochotę zmieszać cię z błotem.

    Polubienie

  5. O zasadach kwalifikacji do LM już mi się nawet nie chce gadać/pisać. Uważam to za haniebną grandę, która razem z dziwnym sędziowaniem mocno obniżyła mój poziom ekscytacji pucharami.
    Nie różni się to specjalnie od wałków z przyznawaniem mundiali.

    A skoro o zasadach, to ciekawa zmiana na polskim poletku, odnośnie awansów do tzw. Ekstraklasy, wreszcie ktoś pomyślał i od przyszłego sezonu wchodzi model angielski.

    Polubienie

  6. Niezwykłe osiągnięcie w skali makro (ilość pucharów przez tyle lat), ale również w skali mikro (detale z pojedynczych sezonów). Wór pucharów okraszony worem nagród indywidualnych i rekordów wyśrubowanych tak, że raczej za naszego życia nikt ich nie przebije. Do tego wszystkiego okresy fantastycznej gry, którą się chciało oglądać, ba! robiło się to z uśmiechem i wypiekami na twarzy. Były i są też okresy, w których gra męczyła, ale wyniki były (lub nie) – tylko ten wątek poruszono już powyżej. Naprawdę ciężko oczekiwać, by piłkarze Barcelony latami wygrywali wszystko, od A do Z. Nawet Messi i nawet jego wszelakie wariacje Barcelony nie są w stanie tego zrobić.

    Gdyby, powtarzam: gdyby Barcelona w tym roku sięgnęła po tryplet, to byłoby to dla mnie większym osiągnięciem niż 3 LM z rzędu Realu. Choć oczywiście zazdroszczę im tego, bo to wspaniały wyczyn, nie mniej jednak wyżej stawiam rozgrywki ligowe jeśli chodzi o faktyczną reprezentatywność w kontekście poziomu drużyny. Toczyliśmy na ten temat wiele dyskusji z @0twojastara na blogu Dariusza Wołowskiego 😉 Zgarnięcie trzeciego trypletu w erze Messiego to było COŚ.

    Liczę na świetny mecz jutro. Dla Liverpoolu wolałbym mistrza w EPL 😉

    Polubienie

  7. Ale z drugiej strony drużyny z europejskiej czołówki, które chcą w każdym sezonie zarabiać coraz więcej i więcej – zarówno z tytułu brykania w Lidze Mistrzów, jak i z tytułu praw telewizyjnych za wdzięczenie się w lidze krajowej – powinny zadbać o większe zrównoważenie składu, aby w środy wystawiać samych belli di notte, a w weekendy arcysolidnych rzemieślników, odstających tylko trochę od tamtych środowych. Większość drużyn o to nie dba, najwyraźniej licząc, że 14 zawodnikami uda się zagrać dobry sezon na wszystkich frontach. Sądzę, że do tych drużyn należy również Barcelona. Chciałbym się pomylić.

    Polubienie

  8. I jaka była konkluzja tych dyskusji?

    Mogę się mylić, ale zgaduję, że – parafrazując portugalskiego klasyka, który wypowiedział się w języku Szekspira i pana Charlesa spod budki z Ale w Poole w hrabstwie Dorset – „When Real Madrid wins Champions League, Champions League is important. When Real Madrid wins domestic title, domestic title is important. When Real Madrid wins spanish cup, spanish cup is important. When Real Madrid wins nothing, nothing is important”.

    Polubienie

  9. @st.pauli
    Zero problemu. Dodam, że mój szacunek do piłkarzy Barcelony jest skrajnie różny od szacunku jakim darzę, naprawdę większą liczbę aniżeli chciałbym, sympatyków FCB. Nie wszystkich, ale geez.

    Polubienie

  10. Mogę się mylić, ale powiedzmy szczerze, nie mylę się, rzeczywista konkluzja dyskusji kompletnie pana nie interesuje, ta wymyślona na potrzeby światopoglądowe jest o wiele fajniejsza, a na pewno wygodniejsza.

    Nie będę zatem pana zanudzał nieistotną prawdą, proszę świetnie się dalej bawić w świecie fantazji.

    Polubienie

  11. Z tym awansem do ekstraklapy, to tylko problemy licencyjne są, dlatego kluby z 2 klasy rozgrywkowej regularnie odpuszczają awans. Koszta wymagane nieraz przekraczają potencjalne profity, głównie o stadion spełniający wymagania ekstraklapy się rozbija. Koszt inwestycji duży, a zysk ryzykowny, wszak nie jest powiedziany iż utrzymamy się w lidze wymagającej tego stadionu dłużej niż sezon. Co zostaje, grać na cudzym stadionie, jak Sandecja?

    Polubienie

  12. @Wirone
    Nie wiem jakim to sposobem wygranie w jednym sezonie trzech trofeów miałoby być bardziej wartościowe od wygrania najtrudniejszych rozgrywek na świecie 3 razy z rzędu. Ostatni taki numer przed Zidanem to rok 1976. Pucharoeuropowy hat-trick od tego czasu trafił się raz, a trypletów było co najmniej „duże kilka”. Zwykle w życiu częściej się udaje ta łatwiejsza sztuczka, więc pewnie jest nią tryplet.

    Zwracam także uwagę, że krajową ligę wygrywać można spuszczając regularny łomot cieniasom. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło (to znaczy przeglądałem tabele przez 5 minut i nie znalazłem), by jakaś drużyna zdobyła 96 punktów i nie została mistrzem w PD. W EPL też (ale w tym sezonie szanse akurat są). Znaczy to tyle, że mecze z Barcą, Atletico i Realem można sobie przegrać bezkarnie, jeśli tylko na innych nie wywali się przyszły mistrz za bardzo. Regularne nękanie Eibarów to jest umiejętność, której nie umiem uszanować na równi z dodatnim bilansem w starciach wagi ciężkiej (choć to jest oczywiście kwestia gustu), a tego właśnie od swoich mistrzów oczekuje LM.

    No i jeszcze kwestia rozciągłości czasowej – utrzymanie się na szczycie szczytów przez trzy lata jest, autopsja przecież to potwierdza, więcej wartym wyczynem niż wlezienie na szczyt trzy razy w rozsądnych odstępach czasowych.

    Polubienie

  13. Ja mam takie pytanie. Co musi zrobic bramkarz by przy piąstkowaniu piłki uznać, że faulował? Bo to jak widac spowodowanie, że Vertongen nie jest w stanie samodzielnie iść to za mało. Przepisy pozwalaja wjechać komus ręką w twarz? Nie pojmuję czemu tego się nigdy nie gwiżdże.

    Polubienie

  14. Nie, raczej dyskusja kręciła się wokół poziomu przeciwników (LM = „sami najlepsi”, ligi = sporo „ogórków”), koncentracji (na LM trzeba być zawsze w formie bo nie wybacza, w lidze teoretycznie można nadrobić), wielkości próby (7 poważnych spotkań w LM, bo faza grupowa to najczęściej formalność, kontra 38 kolejek w lidze) czy prestiżu/medialności. Trochę jak Wielkanoc vs Boże Narodzenie, co kto lubi, ale pogadać można 😉

    Polubienie

  15. No i ile tych trypletów było? Ile w najmocniejszych ligach? Za Wikipedią (https://en.wikipedia.org/wiki/Treble_(association_football)) odpowiednio 8, 5 (4 zespoły, bo Barcelona 2 razy). Zatem ilościowo te „sztuczki” od siebie jakoś drastycznie nie odbiegają (3 razy co najmniej 3 wygrane z rzędu w LM / Pucharze Europy).

    Żeby wygrać LM wystarczy wygrać ok. 8 spotkań (4 w fazie grupowej gwarantują awans, 3 w każdym z dwumeczów fazy pucharowej bo rewanż na remis lub mniejszą porażkę + finał). 3 lata z rzędu = 24 mecze do wygrania. Mając megapakę i asa w stylu Ronaldo, biorą pod uwagę wczesne przegranie ligi i postawienie na LM – niewiele, co nie?

    Żeby wygrać tryplet trzeba wygrać ze 25 meczów w lidze, wspomniane 8 meczów w LM i powiedzmy 5 w pucharze (idąc tropem LM). Daje 38 meczów na tryplet, na przestrzeni jednego roku. Co z tego, że część spotkań jest z „cieniasami” skoro te „cieniasy” niejednokrotnie walczą o utrzymanie czy puchary, albo po prostu z powodu lokalnych animozji grają na 200%? Często taki Eibar czy inna Girona potrafią postawić trudniejsze warunki niż drużyny, które się przewijają w LM (wszelakie Cluj czy inne drużyny, które z racji bycia mistrzem krajowym przebrnęły do LM, ale są raczej na poziomie 5-10 miejsca z topowych lig, czyli drużyn, które w LM nie mają szans grać, ale w lidze dają 10 spotkań do rozegrania na zbliżonym poziomie co część „elity” z LM). Wydaje się być mimo wszystko trochę trudniejsze.

    Polubienie

  16. A co miałby w takim razie robić bramkarz, jedyny piłkarz, który może zagrać rękami, otoczony przez chmarę skaczących piłkarzy? Pole karne to jego przestrzeń. Ma cofnąć rękę i pozwolić na strzał? Dopóki nie jest to chamskie uderzenie z premedytacją (co oczywiście ciężko ocenić w 100%) to moim zdaniem należy traktować jako walkę o piłkę, tak jak zderzanie się piłkarzy głowami (dość częste przecież), które często nie jest odgwizdywane jako faul, jest po prostu przypadkowym zdarzeniem.

    Polubienie

  17. Nie no jest roznica miedzy walka o pilke glowami a wylatywaniem z rękoma do przodu. Ręce jednak chyba łatwiej kontrolowac, w dodatku do piłki bramkarz stoi przodem. Nie przekonuje mnie to, ze to walka o piłkę. Jeszcze w zadnej walce jaka widzialem w srodku pola nikt nie zgasł jak Vertongen albo np Drogba.
    Mam wrażenie, że przepisy faworyzują bramkarzy zarowno gdy oni atakują jak i gdy są atakowani. Ale może to jest rodzaj prewencji – bramkarze moga wiecej, bo inaczej by ich w tym polu karnym zabili xD

    Polubienie

  18. Tottenham chyba lubi takie zabawy, więc z tym faworytem przed rewanżem bym specjalnie nie przesadzał.
    Bardziej mnie martwią informacje, ze drużyna Ajaxu może być po sezonie rozsprzedana.

    Polubienie

  19. To jeszcze nie koniec. Tottenham był pokaleczony, a teraz Ajax będzie grał drugi meczu siebie, powiedzmy, że w roli faworyta.

    Polubienie

  20. Żeby wygrać LM wystarczy wygrać ok. 8 spotkań

    8 spotkań? Wystarczy wygrać finał.
    8 spotkań to mniej niż trzeba wygrać by się utrzymać w Ekstraklasie.

    Polubienie

  21. Skoro wygranie ligi jest proste i wystarczy z ogorkami wygrywac, to czemu barcelona tak zdominowala lige? Realowi nikt nie broni wygrywac z ogorkami.

    Z barca regularnie dostaja lomot.

    Ludzie ktorzy pisza ze w PD sa ogorki chyba nie ogladaja ligi. W ostatnich latach te slabe druzyny hiszpanskie zdominowaly puchary europejskie i praktycznie odpadaly wylacznie ze soba.
    A barca i tak je zdominowala.

    Smiem twierdzic ze nikt nie obronil LM wczesniej gdyz zaden z potentatow zdolnych do zwyciestwa nie byl tak tlamszony przez inny klub u siebie i by nie mial wyjscia, musial skupic sie na tych paru meczach LM by ratowac sezon.

    Pomine tu frajertwo Atletico ktore po prostu nie umie grac z realem, brak Varu i podobne tego typu smaczki…

    Polubienie

  22. @0twojastara
    Pan nigdy się nie myli. Pan wykopał prawdę spod ziemi i teraz może ją przekazywać z rąk do rąk i tylko głupcy nie chcą jej przyjąć.

    Polubione przez 1 osoba

  23. @Wirone
    No tak, ilościowo sztuczka wcale nie odbiega, skoro jedna rzecz udała się łącznie w dziejach 4 razy, a druga w dwóch ligach (no bo Ajaxu z lat 70 to nie ma co liczyć, bo kogo obchodzi Bundesliga…) ledwie 13. Człowieku…
    Argument o liczbie meczów jest wg mnie słaby, ale rzeczywiście merytoryczny. A to, że Eibary i Malagi potrafią napsuć – ależ oczywiście. I właśnie o to chodzi, że jednym bardziej, a innym mniej.

    @Doss
    Obecnie Barca dominuje ligę, bo (między innymi) regularne wygrywanie ze słabszymi to umiejętność, którą Barca ma na wyższym poziomie. Obecnie szereg innych umiejętności zresztą też.
    Oczywiście, że passa Realu w LM była powodowana kompletnym stłamszeniem w lidze. Przecież w pierwszym sezonie przerżnął Real aż o punkt, a w końcówce sezonu był znacznie lepszy, ale nie aż tak bardzo, jakbyś tego oczekiwał. W drugim wygrał ligę, a w trzecim przegrał z dużą stratą…
    Ale tak poważniej, w trzecim sezonie Real ewidentnie odpuścił ligę i koncentrował się na LM. Było to widać jak na dłoni w każdym spotkaniu. Takie mieli priorytety. Wcześniej jednak tak nie było.

    Polubienie

  24. W skrajnym przypadku owszem, może wystarczyć 6 remisów w grupie, 6 remisów w fazie pucharowej z większą ilością goli wyjazdowych i wygrana w finale. Przyjąłem ścieżkę, która jakoś tam pokazuje, że drużyna coś potrafi 😉

    Polubienie

  25. @Koziołek skąd wziąłeś to 13? bo ja podlinkowałem Wiki i tam jak byk stoi, że trypletów było 8, z czego 5 w ligach uznawanych za topowe. 5 kontra 3 potrójne wygrane w LM to chyba nie jest drastyczna różnica, nie uważasz?

    „Eibary i Malagi potrafią napsuć – ależ oczywiście. I właśnie o to chodzi, że jednym bardziej, a innym mniej.” – bo jedni są lepsi, a inni gorsi 😉

    A tak poważniej, to zobacz – w LM rozgrywasz max 13 spotkań. Część z nich z mistrzami krajów ze słabszych lig, część z zespołami z dalszych miejsc w mniej lub bardziej silnych ligach. Dla odmiany w takiej Primera Division masz 4 miejsca premiowane grą w LM, do tego jak pisałem miejsca 5-10 to często poziom tych słabszych zespołów grających w LM tylko dlatego, że po prostu mają taką możliwość (bo są mistrzami swoich krajów i przeszły eliminacje jeśli taka była potrzeba). To razem daje ok. 9 rywali na uśrednionym poziomie mniej więcej zbliżonym do uśrednionego poziomu LM (a przynajmniej fazy grupowej), czyli 18 meczów w sezonie = więcej wymagających spotkań niż w całym sezonie LM. Do tego 20 spotkań z zespołami, które są na poziomie niższym (lub dużo niższym), ale np. u siebie grają bardzo dobrze, albo mają dzień konia, albo Ty masz słabszy dzień itd. No dla mnie to jest po prostu bardziej miarodajne jeśli chodzi o faktyczny poziom zespołu. Próba jest po prostu większa, nawet jeśli część rywali jest relatywnie słabsza.

    Kwestia prestiżu, marketingu itd – to już osobna historia i wygrana w LM w związku z tym jest mega wydarzeniem. Ale bez jaj – żeby wygrać Ligę MISTRZÓW nie trzeba nawet być mistrzem krajowym.. 😉

    No i weź teraz do tych rozważań dodaj, że zespół potrafi w jednym sezonie wygrać i ligę, i LM, a do tego puchar krajowy. No jak dla mnie zdecydowanie większe WOW. Takie coś oznacza, że w danym roku w żadnych rozgrywkach nie było lepszego zespołu. Seryjne wygrywanie LM pokazuje „co najwyżej” tyle, że w europejskim systemie pucharowym nie znalazł się zespół lepszy w dwumeczu 😉

    Tematu VAR poruszonego przez @Doss nie chciałem poruszać, bo było minęło – każdy z zespołów na tym skorzystał (Real w finale z Atletico), każdy na tym stracił (nieuznana bramka Barcelony z Betisem, mogło być jedno mistrzostwo więcej). Ale fakt jest niepodważalny, że teraz będzie już dużo trudniej obronić LM, nie wspominając o wygraniu 3 razy z rzędu. Choć może też być łatwiej, zależy jak na to spojrzeć 😉

    Polubienie

  26. Mam dość podobnie, przy szacunku dla samego formatu ligowego, faktem jest że wśród rekordzistów punktowych znajdziemy zespoły ocierające się wręcz o przeciętność. Czy ktoś ustawi na piedestale Barcę Tito Vilanowy, który co prawda dostał 7upa, męczył się z Milanem i remisował z PSG, o regularnych batach od rozbitego Realu Jose nie wspomnę, ale wynik w La lidze wykręcił do dziś najlepszy. Ktoś ustawi tą Barcelonę choćby nad Barcą Pepa, czy Enrique? Dalej mamy Juve Antonio Conte, w ostatnim sezonie również 102 pkt, wydaje się – kosmiczny sezon. Tyle że w LM ten potężny Juventus odpadł w grupie, ustępując miejsca Galatasaray i to przez bezpośrednią porażkę z Turkami. Próbowano medialnie ratować kompromitację, twierdzono że Juve „umyślnie” spuściło się do LE, bo finał na ich nowym stadionie – ale i ta retoryka poszła w las, gdy Juve również z LE odpadło tuż przed finałem.

    To są zwyczajnie inne rozgrywki, o innej charakterystyce, w lidzie giganci muszą grać swoje, generalnie nie trzeba prezentować mega poziomu sportowego, jak podane na przykładach powyżej, ale trzeba regularnie przyzwoity i bum, całe rekordy padajo. W lidzie mistrzów zaś nie ma miejsca na „solidną przeciętność” bo jest tam trochę wincyj bardzo mocnych zespołów, które zrobią ci z tyłka 7upa jak będziesz tylko „solidnie niezły”

    Polubione przez 1 osoba

  27. @st.pauli
    Cóż, w pewnych sprawach bardzo sobie ufam, jak przykładowo ocena pobudek jakimi kierują się w działaniach inni ludzie.

    Przy tej okazji, chciałbym zaapelować st.pauli – wolałbym żebyś skończył z tą irytującą manierą „panowania” mającą sugerować że reprezentujesz pewien poziom, którego nie reprezentujesz. Twoje wypowiedzi w moją stronę są podszyte tak oczywistą niechęcią, przy tym irracjonalną i bezpodstawną, wszak mym grzechem głównym jest stwierdzenie publiczne iż kibicuję Realowi, że nie życzę sobie byś zwracał się do mnie per „pan” i ironicznej karykaturze kultury, której ci brak.

    Widzisz st.pauli, ja gardzę fałszem, gardzę kłamcami, gardzę dwulicowością, gardzę ludźmi którzy za szerokimi uśmiechami chowają noże które tylko czekają by komuś wpakować – dla sportu, dla rozrywki, by odreagować kompleksy. Gardzę taką postawą i nie zamierzam w podobnym cyrku uczestniczyć, uśmiechać się, mówić per „pan” i ostrzyc własny nożyk.

    Mierzi mnie rozmowa z kimś tak fałszywym jak ty, mierzi mi konieczność oddawania tobie jakiegokolwiek szacunku, choćby w fałszywej formie grzecznościowej, bo na jakikolwiek szacunek w moich oczach tak fałszywy i powodowany najniższymi instynktami człowiek nie zasługuje. Upatrzyłeś sobie Real, jako egzemplifikację wszystkiego co złe w nowoczesnym futbolu(i pal licho, że to klub modelu socios, którego właścicielem są ludzie, a nie jeden brzydki kapitalista) i wyładowujesz swoją frustrację, a wszelakie przytyki w moją stronę, to taki rykoszet, bo śmiem nie zauważać iż klub któremu kibicuję, to w istocie imperium zła, które niszczy futbol, co jest przecież tak oczywistą prawdą.

    Reasumując – jak już musisz się do mnie zwracać, zwracaj się per „ty” lub per „twojastara”. Ale najlepiej nie zwracaj się wcale, bo z dyskusji na tak niskim poziomie, absolutnie nie może wykluć się coś konstruktywnego, wyłącznie kolejne marnej jakości przytyki, czy czepianie się słówek. Baw się zatem w tej piaskownicy sam, st.pauli, ja naprawdę nie mam ochoty marnować życia na internetowe flejmy.

    Polubienie

  28. @Wirone
    13 wziąłem z niezrozumienia Twojej wypowiedzi – zrozumiałem że w PD 8, a w EPL 5. Mój błąd. Tak czy inaczej to wciąż 8-4. Dwukrotna przebitka to przebitka. Gdybyśmy się za to skupili na historii najnowszej (era LM) to, jeśli dobrze liczę, 3-1. Też przebitka.

    „bo jedni są lepsi, a inni gorsi” – czarno-białe obrazki nie sprawdzają się nawet u dzieci. Może raczej „jedni są lepsi w tym, a inni w tamtym”? Oczywiście dziś, czy nawet ogólniej w 2019 roku, porównywanie klasy sportowej Realu i Barcy nie ma sensu. Tylko, przypominam nieuważnym, nie to jest tematem dyskusji.

    Argument „liczba meczów” w ogóle do mnie nie trafia. Napchać w kalendarzu meczów średniej stawki, zauważyć że ktoś jest w nich lepszy od kogoś innego, wnioskować… Nie, nie kupię tego. Nie dlatego że to głupie – to jest bardzo sensowy argument – tylko dlatego, że nie przez pryzmat tego oceniłbym poziom sportowy. Lubię bezpośrednie starcia. Lubię play-off. Tam jest presja, charakter, prawdziwa stawka. I dużo przypadku, za co obwiniam system rozgrywek (sam bym zrobił po amerykańsku, a nie bawił się w liczenie brameczek na wyjeździe). Nie mają dla mnie poważnej formuły rozgrywki, w których można przerżnąć z najgroźniejszym rywalem wszystkie starcia i wziąć złoto mimo to. Real, by sięgnąć po puchar, musiał, podkreślam musiał, ograć Bayern, Juventus, Liverpool. Musiał wygrywać mecze na ostrzu noża. W lidze to tak nie działa.

    Polubienie

  29. @Wirone
    przeczytałem Twoją wypowiedź jeszcze raz i znalazłem zdanie, które doskonale wyjaśnia mój punkt widzenia:
    „Seryjne wygrywanie LM pokazuje „co najwyżej” tyle, że w europejskim systemie pucharowym nie znalazł się zespół lepszy w dwumeczu”
    To właśnie dla mnie jest znaczenie słowa „najlepszy”.

    Polubienie

  30. Warto zauważyć iż wysyp trypletów to lata ostatnie, gdzie zdobywanie LM/PE po wielokroć to prahistoria.

    Myślę że nie jest to bez przyczyny, fakt że w ostatnich 10 latach mieliśmy aż 4 tryplety(Barca ’09, Inter ’10, Bayern ’13 Barca ’15) mieliśmy też 3 drużyny które o tryplet się otarły wykładając się minimalnie w krajowych rozgrywkach(Barcelona ’11, Real’14, Real’17) dalej mieliśmy kolejne 3 drużyny które od trypletu dzielił wyłącznie przegrany finał LM(Bayern’10, Juventus’15, Juventus’17). Generalnie niemal co sezon w ostatniej dekadzie mamy kogoś kto o tryplet się ociera, bądź też go zdobywa i myślę że ten trend się utrzyma, jeśli format rozgrywek futbolowych pozostanie taki sam. Nie oszukujmy się, jeśli PSG w końcu kupi drużynę na miarę wygranie LM, to na 99% z trypletem ją wygra, jak w końcu Juve wygra finał, to szanse na tryplet z automatu są przewysokie, podobnie z Bayernem, który grając słaby sezon i tak wygra kolejny tytuł bundesligi, grając na poziomie wygrania LM szczerze wąpię by ktoś mu się w kraju miał postawić.

    Rzecz w tym, że rozwarstwienie ekonomiczne między klasą średnią a potentatami tylko postępuje i jeśli kiedyś ligę mogło wygrać Bilbao, Blackburn, Werder czy Lille, to dziś te czasy się skończyły i jedne cudowne Leicester tego nie zmieni, to jeno jedna kropelka w morzu.

    Polubienie

  31. No i okej, widzimy to po prostu inaczej. Trochę odbiegliśmy od głównego wątku (tryplet vs seryjne LM), ale wymieniliśmy się spojrzeniem i git 😉

    Polubienie

  32. A dla mnie nie, bo wolę szerszy obraz niż nutkę przypadkowości, która występuje w systemie pucharowym. Nie wspominając o tym, że można dojść do finału ciągle remisując, można odnieść korzyść z wielu niepiłkarskich czynników (kontuzja najlepszego piłkarza rywala akurat na ważny dwumecz lub finał, vide Salah) lub błędów sędziego. Moim zdaniem, z którym oczywiście nie trzeba się zgadzać, przy większej próbie (ligowej) taka przypadkowość się rozmywa.

    I nie, nie chcę umniejszać zwycięzcom LM, bo to wielkie osiągnięcie. Po prostu do oceny faktycznego poziomu zespołu bardziej odpowiada mi liga. System pucharowy byłby fajny w stylu play-offów NBA, gdzie dalej przechodzi zespół, który był rzeczywiście lepszy, ale przy większej próbie. Dwumecze LM są fajne marketingowo, emocjonujące (choć nie zawsze), mają dramatyzm, ale czy wyłaniają najlepszego? Dla mnie sprawa dyskusyjna i tyle.

    Polubienie

  33. Jak już wspominasz o „minimalnym wykładaniu się na drodze do trypletu”, to może wspomnijmy również o zespołach, które co najmniej raz broniły LM/PE, bo w końcu 2 razy z rzędu wygrać czy 3 to taki sam detal jak wygrać tryplet lub dublet. Nagle robi się 9 takich sztuczek 😉

    Gdyby podejść restrykcyjnie jak Ty, to:
    – Benfica po wygraniu ’61 i ’62 w ’63 była w finale.
    – Inter po 64-65 w ’66 odpadł w półfinale
    – Milan po 89-90 w ’91 odpadł w 1/4 w dziwnych okolicznościach

    Można też wspomnieć o tym, że format PE na początku był zupełnie inny i 5 wygranych Realu nie da się w ogóle zestawić z wygranymi obecnie (pierwsza edycja PE to 7 meczów i pyk, puchar). W zależności od tego kto będzie to analizował, można te gacie ciągnąć w dowolną stronę.

    Teraz trudniej wygrać LM, bo poziom piłkarski i taktyczny są zdecydowanie wyższe, jest też więcej meczów do rozegrania (wciąż mało w porównaniu do ligi). Wciąż są to jednak rozgrywki, gdzie wystarczy rozegrać relatywnie mało trudnych/dobrych spotkań, by wygrać.

    I każdy może to sobie odbierać jak chce, więc rozumiem tych, dla których wygranie LM i jego obrona jest lepsze od ligi czy trypletu.

    Polubienie

  34. Są tak samo dyskusyjne, puchar krajowy ma podobną nutkę przypadkowości co LM, tylko poziom zdecydowanie niższy, bo i przeciwnicy podobni co w lidze, a często słabsi. Dlatego wygrywanie CdR przez Barcelonę traktuję jako miły dodatek, ale jest to najmniej pożądane trofeum ze wszystkich. Niemniej jednak jako uzupełnienie trypletu podnosi jego rangę, bo jednak trzeba te parę meczów wygrać.

    Polubienie

  35. Duńczycy najsampierw wypadli słabo w wielu meczach (eliminacjach) i nawet nie awansowali. Później jednak tak wyszło, że pojechali na Mistrzostwa Europy i nawet wygrali.

    Milan 89/90. Najsilniejsza wówczas drużyna Świata. Najsilniejsza defensywa w historii, trójka Holendrów. Ale nie, oni byli słabi, bo ligi nie wygrali.

    Hierarchia rozgrywek jest oczywista, ale jak ulubiona drużyna w LM dostaje baty, to trzeba wypisywać głupoty.

    Polubienie

  36. Niekoniecznie ulubiona drużyna musi być w to zamieszana. Wystarczy, jeśli sędziowanie jest „śmierdzące” i za takie same starcia dla jednych dyktuje się karne, lub rozdaje kartki, a dla drugich – ni cholery.

    Poza tym to nie konkretny klub/kluby są egzemplifikacją zła, tylko tzw. działacze, zwłaszcza federacji organizującej rozgrywki.

    Polubienie

  37. I nie przeszkadza że na „bezdyskusyjny tryplet” składają się dwie „dyskusyjne” rozgrywki? 😉

    Wiesz, ja się nawet chętnie zgodzę by dołączyć Benficę i Inter lat 60-tych do grona równych zespołów „potrójnym” Bo i Benfica Guttmana i Eusebio, jak i Inter Herrrery to były bezdyskusyjnie wielkie drużyny. Z Milanem Sacchiego mam większy problem, bo oni w ostatnim sezonie jednak mieli kryzys, Sacchi chyba też skonfliktował się z drużyną, tam się dużo działo, raczej zbyt, by po prosu wygrać, ale ze względu na przełomowość tamtego Milanu, też go swobodnie dorzucę, dodając że więcej LM wygrał niż scudetto 😉

    Nadal są to przykłady rozłożone z półwiecza, a nie dekady. I tak, zgodzę się że kiedyś PE było wygrać prościej, bo zamiast kilku zespołów z mocnych lig, miałeś jednej z każdego kraju, plus obrońcę. Dlatego tamte czasy obronom sprzyjały, dziś, istotnie LM wygrać jest trudniej, zgadzam się z Tobą w pełnej rozciągłości, a już wygrać 3 razy z rzędu w epoce gdzie przez lata, dekady, wydawała się jedna obrona niemożliwym, jest czymś ponad.

    Polubienie

  38. Najlepszy przykład „śmierdzącego” sędziowania to będzie Real – Juve. Cała Europa wołała „biedny Gigi”, wołano że to niesportowe, taki karny, w końcówce, co z tego że na plecy mu wskoczył, takich karnych się nie dyktuje. O golu którego sędzie niesłusznie Realowi nie uznał, oraz o faulu o polu karnym na Krystynie cicho sza.

    I legenda śmierdzącego sędziowania zbudowana jak siema.

    Polubienie

  39. Nie dość, że (Ty, twoja stara) zawsze masz rację, to jeszcze jak najlepiej na świecie znasz się na ludziach i ich prawdziwych motywacjach. Kariera w polityce stoi przed Tobą (twoja stara) otworem!

    Polubienie

  40. Ale to tak zawsze. Pamiętacie na pewno półfinał Barcy z Chelsea w 2009, czyli pierwszy sezon Guardioli. Pierwszy mecz na 0:0 w Hiszpanii i cały świat „O hur dur i rubli wór Abramowicz puchary kupujese!!!11!!jeden!1!”. Drugi mecz na 1:1 i te same gamonie „O hur dur i ełrów wór Katalończyk puchary kupujese!!!11!!jeden!1!”. Zwykle (nie zawsze) błędy sędziowskie wychodzą na bilansie blisko zera, a wtedy zawsze pamięta się te pomagające zwycięzcom.

    Polubienie

  41. Odnośnie powyższej dyskusji dodam nieśmiało i być może nieuważnie (majówka, piwo, pizza, mogłem przeoczyć wcześniejsze uwagi ), że aby wygrać LM nie wystarczy wygrać tych kilku meczów czy korzystnie zremisowac wszystkich. Trzeba jeszcze sezon wcześniej dobrze zagrać w prawie 40 potyczkach. Ot, taka drobnostka… O… Zgrabna akcja i bramka Barcelony

    Polubienie

  42. Żeby wygrać LM trzeba pokonać najlepszych w bezpośrednich starciach, a nie ciułać punkty. Takie przykładowo Leicester szybko dostałoby bęcki.

    Polubienie

  43. Szkoda, że potem w półfinałach, TRZYKROTNIE wpadano od tyłu na Lewandowskiego i gwizdki sędziów milczały jak zaklęte. Widocznie kolor koszulek się nie zgadzał.
    Smród dlatego jest smrodem, że dzieli na równych i równiejszych.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s